Kociokwik pedagogiczny (część IV)

Data

Polecamy

Divini Redemptoris po latach

Marksizm jest najbardziej skodyfikowanym zapisem wizji budowy raju na Ziemi nie na podstawie naturalnych praw, a zasad wymyślonych przez kilku nawiedzonych autorów. Praktyka pokazała, że w drodze do wymyślonego raju stworzono bardzo realne piekło dla setek milionów ludzi.

Ósmy ogląd mądrości według Stanisława ze Skarbimierza – od strony powinności i poszanowania dobra wspólnego

Poniżej prezentujemy ósmy ogląd mądrości - o dobru wspólnym - Stanisława ze Skarbimierza, uczonego i doradcy królewskiego z XIV/XV wieku. Twórcy polskiej szkoły dyplomacji, prekursora prawa międzynarodowego oraz zasady tolerancji.

Instytucja rodziny i jej wrogowie. II RP, PRL, III RP (3)

Służby ZSRR od początku istnienia infiltrowały organizacje nauczycieli, pisarzy i publicystów. To mobilizacja narodu polskiego w obronie tradycyjnych wartości była przyczyną ich klęski w 1920. Postanowiły je podmienić na swoje.
Tak oto póki co, kultura europejska wraz z edukacją wchodzi powoli w okres schyłkowy, w którym stosunki międzyludzkie ulegają osobliwemu zdziczeniu.

Atuty ideologii powszechnego zatroskania

Rekonstruowana strategia przeprowadzanej rewolucji kulturowej służy manipulacji i nieuchronnie prowadzi do chaosu. Mimo to ma dowodzić zgodności opcji, które ze swej natury są nie do pogodzenia: tradycji kulturowych i religijnych z jednej strony, a z drugiej programów rewolucji kulturowej, globalnej.

Nowa strategia porzuciła podejście negatywne, skupiające się na przeszkodach i jest ostentacyjnie pozytywna: eksperci i różnej maści elokwentni humaniści, agenci transformacji wychwalają społeczną rolę religii, deklarują nawet szacunek dla tradycji. Jednak ich rzeczywistym celem jest przekształcenie od wewnątrz nauczania religii oraz zachowań wierzących, aby ci dostosowali się do norm rewolucyjnych.

Warto może skonfrontować rewolucyjną nową etykę z religią katolicką. Ryzykując modny dziś zarzut siania nienawiści do innych religii, zauważmy, że dla katolika świat ma jednego Zbawiciela, który ma na imię Jezus Chrystus.

Tymczasem bywa, że coraz częściej mający się za katolików nie są nazbyt skorzy do takich deklaracji. Na dobrą sprawę nie znam publikacji, ani pedagoga, powołujących się na deklarację Dominus Iesus. O jedności i powszechnej zbawczości Jezusa Chrystusa i Kościoła, wydaną za czasów pontyfikatu Jana Pawła II przez ks. kard. Ratzingera. W dokumencie promowane są dwie główne tezy: jedynym Zbawicielem świata jest Jezus Chrystus i Chrystus założył jeden Kościół. Zatem to nie jest tak, jak mówią liberałowie i zwolennicy relatywizmu (w tym nasza noblistka), że jednych zbawia Budda, drugich Jezus, a jeszcze innych Mahomet – w zależności od tego, w kogo się wierzy.

Świat ma jednego Zbawiciela, który ma na imię Jezus Chrystus. Także nie może być wiele prawdziwych kościołów, skoro zachodzą między nimi istotne różnice. Poszczególne religie nie mogą być jednakowo prawdziwe i nie mogą mieć tej samej wartości.

Tymczasem tysiące różnych intelektualistów na całym świecie (w tym prof. Leszek Kołakowski; P. Kopeć, Profesor jako literat, „Najwyższy Czas” 2005), w ogromnej większości nie uznających żadnej formy zbawienia i odrzucających jakąkolwiek religię, zapałało gniewem, iż deklaracja watykańska wykluczyła z grona zbawionych przedstawicieli innych religii.

Jest dość zabawne słyszeć, iż ktoś domaga się dla innych czegoś, co w jego najgłębszym mniemaniu nie istnieje. W rzeczywistości organizatorzy politycznie poprawnego oburzenia wpisują się w szeroką akcję rugowania chrześcijaństwa z życia publicznego.

W tym miejscu zilustrujmy zarysowaną tendencję, czyli: jak politycznie poprawna tolerancja przechodzi w rzeczywistości w nietolerancję. Oto przed kilku laty w katastrofie lotniczej na wschodnim wybrzeżu Kanady zginęło dwieście dwadzieścia dziewięć osób. W pobliżu miejsca, gdzie rozbił się samolot, odprawiono nabożeństwo poświęcone pamięci ofiar, które było transmitowane na żywo przez kanadyjską telewizję.

Pod pretekstem, że ofiary były wyznawcami różnych religii, zobowiązano duchownych chrześcijańskich, aby nie czytali fragmentów z Nowego Testamentu i nie wymieniali imienia Jezus.

Skąd i dokąd naprawdę wieje wicher tej (obłudnej) tolerancji, można było poznać po tym, że obecnych na nabożeństwie duchownych wyznań niechrześcijańskich nie poddano tego typu cenzurze. Mogli całkowicie swobodnie wzywać imię swojego Boga i cytować ze swoich świętych ksiąg.

Póki co, większość Europejczyków uważa się za wierzących

Myślę, że najbardziej niepokojące jest jednak pominięcie, wbrew historycznej prawdzie i zdrowemu rozsądkowi, dziedzictwa chrześcijańskiego w tworzeniu się współczesnej europejskiej wspólnoty.

Warto przy tym pamiętać, że 57% mieszkańców starej Europy uważa się za wierzących, a tylko 14% za ateistów. Można przyjąć, że po rozszerzeniu Unii Europejskiej dane te zmienią się jeszcze na korzyść wierzących.

Tymczasem zdarzają się kraje nominalnie demokratyczne, w których władzę zdobywają wrogowie religii oraz Kościoła i gnębią wierzących obywateli w imię (a jakże!) pluralizmu, postępu i… tożsamości pojmowanej inaczej.

Myślę, że w czasie gwałtownie narastającej agresji do Kościoła katolickiego warto przypomnieć niektóre diagnozy i oceny sprzed kilkunastu lat. Oto w trakcie wykładu na Sorbonie w listopadzie 1999 roku kardynał Ratzinger (późniejszy papież Benedykt XVI) wskazywał, że współczesny świat nie akceptuje chrześcijaństwa z racji wiary w to, że Jezus Chrystus jest jedyną drogą zbawienia. Gdyby chrześcijanie uznali, że są jedną z wielu dróg samorealizacji duchowej człowieka, nie budziliby takiej niechęci liberałów. Jednak rezygnacja z wiary w wyłączność swojej drogi do zbawienia w opinii Ratzingera jest dla katolicyzmu bardziej zabójcza niż najkrwawsze nawet represje.

Za te poglądy wiele mediów wyklęło bawarskiego kardynała jako fanatyka. A jednak jego ówczesna odwaga w głoszeniu prawdy przyniosła mu zwycięstwo. Jego ostrzeżenia przed manowcami dialogu międzyreligijnego podziela wielu kardynałów i arcybiskupów całego świata.

Myślę, że kardynał Ratzinger wyrażał słuszne obawy, iż największym zagrożeniem dla chrześcijaństwa będzie w przyszłości antychrześcijańska dyktatura opinii publicznej, pozorna tolerancja, wykluczająca wiarę jako nietolerancyjną.

Obserwacje wskazują, że do tej fikcyjnej, destrukcyjnej tolerancji oraz związanego z ową mistyfikacją zniewolenia duchowego wielu Polaków już się niestety dostosowało i krążą posłusznie w chocholim tańcu lewackich telewizyjnych przekonań.

Tak oto póki co, kultura europejska wraz z edukacją wchodzi powoli w okres schyłkowy, w którym stosunki międzyludzkie ulegają osobliwemu zdziczeniu. Tak narodził się współczesny Mrożkowski, pogrążony w chaosie półinteligent globalny, irracjonalny postępowiec, omamiony konsumpcyjnym szaleństwem i nieograniczoną wolnością obyczajową, który w manii mitologizowania rzeczywistości dobrowolnie usprawiedliwi każdą głupotę i każde własne upokorzenie.

Uczyć się na błędach

Co robić? Myślę, że należy i warto śledzić błędy, które popełniły inne kraje. Przetaczająca się od kilku dziesięcioleci przez Zachodni świat, a ostatnio także przez Polskę radykalna, antychrześcijańska, pełzająca rewolucja moralna, niosąca zdehumanizowany laicyzm i sekularyzm, niczym walec zgniata wszystko, co normalne, zdrowe, usankcjonowane wartościami tradycyjnymi i zgodne z prawem naturalnym.

Najbardziej tragikomicznym skutkiem tego wszystkiego jest fakt, że coraz więcej stąpających po tej ziemi jest całkowicie nieświadomych, jak bardzo ulegli manipulacji.

Słowem, nie w pełni zrozumiemy, na czym polega osobliwy tragizm sytuacji w czasach współczesnych, jeśli chodzi o swobodę dostępu do informacji, i nie uświadomimy sobie, że (jak donoszą amerykańskie media alternatywne) około 90% tego, co widzimy w telewizji, jest kontrolowane przez zaledwie 6 gigantycznych korporacji medialnych.

Co gorsza, wszystkie owe korporacje są z jednej ideologicznej stajni (lewicowej oczywiście). U nas, w Polsce, jest jeszcze gorzej, bo ściek informacyjny wylewa się tylko z dwóch kanałów: rządowego i nieprzejednanej opozycji, mamiących nas swoją rzekomą odrębnością ideologiczną (R. Kościelny, Jeszcze o propagandowym praniu mózgu, „Warszawska Gazeta”, sierpień 2019).

Kociokwik pedagogiczny (część III)

Herbert Kopiec
Herbert Kopiec
Herbert Robert Kopiec (ur.1940 r) polski Ślązak, absolwent Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Doktor nauk humanistycznych. Nauczyciel akademicki Uniwersytetu Śląskiego, Akademii Świętokrzyskiej im. Jana Kochanowskiego w Kielcach, Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości; w latach 2006-2009 dziekan Wydziału Pedagogiczno-Społecznego tej uczelni.

Ostatnie wpisy autora