Niektórzy politycy Konfederacji przedstawiają technicznie poprawne, lecz strategicznie niebezpieczne wywody dotyczące wsparcia finansowego dla Ukrainy. Skupiają się na prawnych ograniczeniach, wątpliwościach proceduralnych i hipotetycznych kosztach finansowych, całkowicie pomijając kluczowe pytanie: ile będzie kosztować Polskę przegrana Ukrainy?
Spór jest nie o to, czy zamrożone rosyjskie aktywa można dziś, jutro lub pojutrze przekazać Ukrainie. To jest spór o to, czy Polska rozumie swoje położenie geopolityczne, czy woli udawać, że jest Belgią, Portugalią albo Hiszpanią.
1. Polska nie jest „jednym z wielu państw UE” – Polska jest państwem frontowym. Polska nie jest krajem położonym „gdzieś w UE”. Polska jest bezpośrednim sąsiadem Ukrainy. Państwem, które przez stulecia było częścią imperium rosyjskiego, a następnie znalazło się w ścisłej sowieckiej strefie wpływów. Nie zmieniliśmy położenia.
W sprzyjających warunkach — militarnych i politycznych — Polska również może być przedmiotem presji, szantażu lub próby akwizycji ze strony Kremla. Historia uczy nas aż nadto dobrze, że Rosja nie zna pojęcia „strefy wystarczającego bezpieczeństwa”. Zna tylko strefę wpływu i strefę do zdobycia.
2. Gdyby wszyscy politycy Zachodu myśleli jak Konfederacja, rosyjskie wojska stałyby dziś nad Bugiem i Sanem. Wystarczyłoby uznać, że:
– pomoc jest zbyt droga;
– ryzyko prawne zbyt duże;
– procedury zbyt skomplikowane.
Wtedy Ukraina już by przegrała. Konsekwencją tej przegranej byłoby:
– pojawienie się wojsk rosyjskich na granicy Polski;
– konieczność natychmiastowej militaryzacji wschodniej flanki;
– wielokrotnie wyższe wydatki na obronę;
Ile wtedy kosztowałoby nasze bezpieczeństwo? Z pewnością nie „kilka punktów PKB”. To byłyby koszty liczone w dekadach, w utraconym rozwoju, w podporządkowaniu strategicznym, a być może w ofiarach ludzkich.
3. Ukraina walczy także za Polskę – i robi to skutecznie. Ukraińska armia:
– fizycznie eliminuje rosyjskich żołnierzy;
– niszczy sprzęt, którego Rosja nie odbuduje szybko ani tanio;
– degraduje potencjał ofensywny Federacji Rosyjskiej.
Te czołgi, rakiety, artyleria i wyszkoleni żołnierze nie zostaną użyci przeciwko Polsce, bo zostali zniszczeni na Ukrainie. To jest najtańsza możliwa forma obrony Polski, jaką znamy w historii nowoczesnych konfliktów.
4. Komfort państw oddalonych od Rosji nie jest luksusem Polski. Państwa położone dalej od Rosji mogą sobie pozwolić na iluzję, że „to nie jest ich wojna”. Polska tak myśleć nie może. Dla Berlina, Paryża lub Madrytu wojna jest problemem politycznym. Dla Warszawy jest problemem egzystencjalnym. Dlatego argument, że „najbogatsze państwa UE nie chcą ryzykować”, nie jest argumentem dla Polski. To jest argument państw, które nie będą pierwszym celem, jeśli Ukraina upadnie.
5. Pomoc kosztuje, ale brak pomocy kosztuje wielokrotnie więcej. Tak, pomoc Ukrainie:
– obniża bieżącą konsumpcję;
– wymaga wysiłku finansowego;
– trwałe zagrożenie destabilizacją regionu.
– wymaga solidarności społecznej.
Ale alternatywa to:
– stała mobilizacja wojskowa;
– wielokrotnie większe wydatki obronne;
– życie w cieniu rosyjskiej armii na granicy.
To nie jest wybór między „pomocą a spokojem”. To jest wybór między kosztem kontrolowanym dziś, a katastrofalnym kosztem jutro.
6. Jak długo powinniśmy pomagać?
Odpowiedź jest brutalnie prosta. Tak długo, aż Rosja zostanie zniechęcona do wojny i ani dzień krócej. Nie „do momentu zmęczenia Zachodu”. Nie „do pierwszych rozmów pokojowych”. Nie „do odmrożenia rosyjskich aktywów”. Powinniśmy pomagać do momentu, w którym Kreml zrozumie, że agresja się nie opłaca.
Wiedza, która według liderów Konfederacji — „należy się Polakom” – jest niepełna. Polakom należy się przede wszystkim uczciwa odpowiedź na pytanie o bezpieczeństwo państwa, a nie wykład o ograniczeniach prawnych w Brukseli. Ukraina dziś jest strategiczną barierą ochronną Polski. Jej porażka byłaby naszą porażką.
Koszt tej porażki byłby nieporównanie wyższy niż jakakolwiek pomoc, jakiej dziś udzielamy. Tak wygląda nasz rzeczywisty bilans zysków i strat. Nie zastępujmy go ideologią pod płaszczem rozsądku.
Mariusz Patey



