Dla zrozumienia ostatnich wydarzeń, cofnijmy się w przeszłość. Jest rok 1950, Wenezuela jest czwartym państwem świata pod względem wysokości PKB per capita. Od lat 50-tych do początku 80-tych XX wieku gospodarka wenezuelska odnotowuje stały wzrost. Eksportuje 10% ropy naftowej świata, której ma największe zasoby.
Jednak w latach 2013-23 poziom życia obniża się o 75%, a z kraju wyjeżdża prawie 8 mln obywateli (25%). Jak to było możliwe?
Wenezuela jest zbyt bogata w ropę, żeby wytrwale pracować i ma polityków zbyt pazernych na państwową kasę. Dlaczego zagraniczne firmy mają zarabiać na ich ropie? Dokonują nacjonalizacji przemysłu naftowego (1976) … dla dobra ludu. Całością ma zarządzać państwowy koncern PDVSA.
W zamian za zasługi dla kraju (odebrali pieniądze zachodnim krwiopijcom), politycy postanawiają najpierw zadbać o siebie i nie skazywać się na niepewny wynik wyborów. Wiadomo, raz wygrywa jedna, innym razem inna/druga partia. Zawiązują pakt „Punto Fijo” – wszystkie partie mają zagwarantowany dostęp do władzy proporcjonalnie do wyników głosowania, czyt. do podziału zysków z przemysłu naftowego. Do miejsc pracy, kontraktów, posad w instytucjach rządowych.
Wenezuela przypomina jednopartyjne reżimy socjalistyczne, chociaż rządzą nim naprzemiennie dwie partie. Z dobrodziejstwa Paktu wyklucza się jednak komunistów.
Dalej następuje klasyka. W latach 1976-1992 koszty własne PDVSA to 29% przychodów, a 71% to dochody państwa/rządu. W latach 1993-2000 proporcja się odwraca – 64% przychodów to koszty własne PDVSA.
Zapowiadany dzięki nacjonalizacji rozwój gospodarki nie dokonał się. Rządzące naprzemiennie partie zbudowały korupcjogenny system, zarazem doprowadzając do zniszczenia innych, mniej opłacalnych działów gospodarki. Spośród osób zatrudnionych w formalnej gospodarce (około 50% wszystkich pracujących), blisko 45% było/jest zatrudnionych w instytucjach rządowych (dla porównania w Polsce to 20%).
Nieszczęście drugie Wenezueli to wahania cenowe na rynku ropy. Marnowano ogromne nadwyżki przy wysokich cenach, by potem wpaść w tarapaty finansowe przy ich spadku. Dla wybrnięcia z tarapatów partie rządzące zdecydowały się przyjąć program reform i cięć socjalnych, uderzających bezpośrednio w najmniej zarabiających. Wtedy dotychczasowe elity polityczne straciły poparcie społeczne.
Tak zaczęło się trzecie nieszczęście Wenezueli – dojście komunisty Hugo Cháveza do władzy w roku 1999. Przemysł naftowy został całkowicie powiązany z państwem. W 2001 roku zgodnie z nowym prawem opłaty za użytkowanie złóż przez prywatne firmy wzrosły z poziomu 1-17% do 20-30%. Przez parę lat pozwoliło to finansować programy socjalne „rewolucji boliwariańskiej”, zapewniając Chávezowi poparcie wyborców.
Jednak nie mógł on pozostawić zysków z ropy, jaki generował koncern PDVSA, w rękach dotychczasowych oponentów. W latach 2002-03 zwolnił on 18 tysięcy dotychczasowych pracowników, zastępując ich swoimi zwolennikami politycznymi. Podstawą do zatrudnienia stała się wierność rewolucji. Dokonywano kolejnych nacjonalizacji, m.in. przejęcia ExxonMobil (2007). Stary system Punto Fijo został zastąpiony chavizmem.
Doprowadził go do karykaturalnej postaci Nicolás Maduro, po jego śmierci w 2013. Zaczęło brakować podstawowych dóbr, jak żywność, leki, elektryczność. W latach 2013–2023 poziom życia Wenezuelczyków obniżył się o 74%. Wraz z upadkiem gospodarczym i spadkiem wydobycia ropy (z 3,5 mln baryłek dziennie w 1999 do 650 tys. w 2021, 1,5 mln obecnie) Maduro dokonywał kolejnych posunięć politycznych – prześladowań przeciwników politycznych i nawiązania bliskich relacji z Kubą, Rosją i Chinami. To Chiny w ostatnich latach stały się głównym odbiorcą wenezuelskiej ropy.
Donald Trump oskarżył Maduro nie tylko o udział w handlu narkotykami, również o kradzież amerykańskiej ropy. Przejęcie ExxonMobil w 2007 to jedno. Drugie to referendum przeprowadzone w Wenezueli pod koniec 2023 roku przez reżim, w którym „naród” opowiedział się (95%) za „przywróceniem” do Wenezueli regionu o nazwie Guayana Esequiba. To prawie 2/3 terytorium sąsiedniej Gujany (niepodległej od 1966 r.). Odkrycie na tym terenie ogromnych złóż ropy naftowej przez amerykański koncern ExxonMobil wydaje się tu decydujące.
Administracja amerykańska uznała, że nie ma sensu czekać na moment, gdy upadły komunistyczny reżim poprosi o bezpośrednie zaangażowanie w swoim kraju kubańskich, chińskich i rosyjskich firm i wojsk. Koszt operacji odsunięcia Maduro od władzy, nieuznawanego za prezydenta przez większość wolnego świata od czasu sfałszowania wyborów w roku 2024, byłby wtedy o wiele wyższy.
Co teraz nastąpi? Jeżeli operacja amerykańska obalenia reżimu komunistycznego się uda, a wygląda na to, że opozycja wenezuelska jest zainteresowana współpracą z Amerykanami, czeka Wenezuelę długa droga do odbudowy gospodarki i zamożności. Również dzięki amerykańskiemu know how i ogromnym inwestycjom, na które zdewastowanej Wenezueli nie stać. Miejmy nadzieję, że nie będzie to powtórka z Punto Fijo. To już jednak nie będzie zależne od USA, ale od klasy politycznej Wenezueli.
Bartosz Jasiński
PS. Wszystkim poszukiwaczom sprawiedliwości światowej i symetrii proponuję ocenę działań amerykańskich i rosyjskich/chińskich poprzez porównanie dwóch Korei: Południowej i Północnej.



