More

    Widziane na Ukrainie. Może trzeba napisać do Putina? (17)

    Strona głównaOpinieWidziane na Ukrainie. Może trzeba napisać do Putina? (17)
    Spotkałem je we Lwowie. Trzy kobiety. Trzy pokolenia. Matka, córka i wnuczka. Z Donbasu. Luba ma ponad czterdzieści lat. Nastia — dwadzieścia parę. Nastieńka niedawno skończyła trzy. Psycholożka prosiła, żebym nie pytał o wojnę. To niepotrzebne. One już są bezpieczne. To Nastia zaczęła.

    Spotkałem je we Lwowie. Trzy kobiety. Trzy pokolenia. Matka, córka i wnuczka. Z Donbasu. Luba ma ponad czterdzieści lat. Nastia — dwadzieścia parę. Nastieńka niedawno skończyła trzy.

    Psycholożka prosiła, żebym nie pytał o wojnę. To niepotrzebne. One już są bezpieczne. 

    To Nastia zaczęła.

    — Czy w Polsce jest jeszcze miejsce dla nas?

    Słyszała, że Polacy mają już dość, że są pobicia, że Ukraińcy zaczynają przeszkadzać. We Lwowie są tylko chwilowo. Pracy mało. Ludzi ze wschodu dużo. 

    Odpowiadam, że to nie 2022 rok, ale kto chce pracować, pracę znajdzie. Słuchają. Kiwają głowami. Patrzą w podłogę. Jakby czegoś szukały.

    — Dlaczego wyjechałyście? 

    — Donbas — odpowiada Luba — małe miasteczko. Czekaliśmy na Rosjan. Mąż był kierowcą. Liczył na dobrą pracę. Rosjanie lepiej płacą, mówił, wszyscy to wiedzą.

    — Ja nie lubiłam tych patriotów. Chłopak z sąsiedniej ulicy. Zrobił dziecko Nastii. Poszedł do wojska. Najpierw pisał. Przyjeżdżał. Potem przestał. Dwa lata i nic.

    Z mężem odetchnęli.

    — Co to za mąż w wieku dwudziestu lat? Potem przez niego była już tylko bieda.

    Nastieńka, gdy się urodziła, była podobna do matki. To dziadek zdecydował, że też będzie Nastką.

    — Ukraina zawsze była pod Moskwą — mówi Luba. — I co to komu przeszkadzało? Wy, Polacy, też byliście. Od buntów tylko bieda.

    Rosjanie zbliżali się. Ukraińcy bronili miasta.

    — Gdyby się nie bronili, nie byłoby ruin.

    Zeszli do piwnicy. Sąsiedzi wyjechali. Przychodzili wolontariusze, żołnierze. Przynosili jedzenie, generator, paliwo. Namawiali ich, żeby wyjechać. Zostali. Mąż tak zdecydował.

    Nastia została z dzieckiem w piwnicy. Luba z mężem poszli do mieszkania. Zapalili świeczkę. Rozpalili piecyk. Nastawili wodę. Słychać było strzały, ale coraz dalej.

    Potem ktoś zaczął walić w drzwi. Trzech rosyjskich żołnierzy.

    — Sabotażyści? – zapytał jeden.

    — Nie — powiedział mąż — czekaliśmy na was.

    — Nie kłam, ukr.

    Chcieli wódki. Nie mieliśmy wódki.

    — Jak żałujesz wódki wyzwolicielom, to inaczej się ogrzejemy.

    Mąż dostał pięścią w twarz. Próbował się bronić. Padł strzał. Dostał w kolano. Potem cios w głowę. Drugi. Padł bez ruchu. Już nie wstał.

    — Coście zrobili, krzyczałam.

    — Zrobimy ci dobrze.

    Nie stawia oporu. Bała się broni. Nie wie, ile to trwało. Potem weszła Nastia z dzieckiem. Szukała ich. 

    — Króliczki – zażartował jeden. Wziął Nastieńkę na ręce. 

    Kazali przynieść wódkę. Nastia wróciła po pół godzinie. Dwa litry. Nie pamięta skąd. Wreszcie poszli.

    Rano poszły na posterunek. Chciały sprawiedliwości. Posterunek był w przedszkolu. Oficer wziął Nastieńkę na kolana. Zadzwonił.

    Przyszli tamci trzej.

    — Co, my zgwałciliśmy tę starą? — śmiali się. — Po co, jak była młodsza?

    Mówili, że dywersant stawiał opór. Kazali im się rozbierać. Jeden trzymał dziecko. Reszta gwałciła. Potem się zmieniali. Po wszystkim kazali im wyjść.

    Szły kilka godzin. Z wózkiem. Przed siebie. Wreszcie trafiły na ukraińskich żołnierzy. Tak trafiły do Lwowa.

    — Może trzeba napisać do Putina — kiwa głową Luba. — On pewnie nie wie.

    Mariusz Patey 

    Mariusz Patey
    Mariusz Patey
    Absolwent Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Publicysta specjalizujący się problematyce ekonomii Międzymorza, bezpieczeństwa energetycznego. Były doradca wojewody lubuskiego, były członek rad nadzorczych spółek prawa handlowego związanych z transportem, rozwiązaniami IT dla transportu.

    Widziane na Ukrainie