Rewolucja a sprawa sumienia

Data

Polecamy

Divini Redemptoris po latach

Marksizm jest najbardziej skodyfikowanym zapisem wizji budowy raju na Ziemi nie na podstawie naturalnych praw, a zasad wymyślonych przez kilku nawiedzonych autorów. Praktyka pokazała, że w drodze do wymyślonego raju stworzono bardzo realne piekło dla setek milionów ludzi.

Ósmy ogląd mądrości według Stanisława ze Skarbimierza – od strony powinności i poszanowania dobra wspólnego

Poniżej prezentujemy ósmy ogląd mądrości - o dobru wspólnym - Stanisława ze Skarbimierza, uczonego i doradcy królewskiego z XIV/XV wieku. Twórcy polskiej szkoły dyplomacji, prekursora prawa międzynarodowego oraz zasady tolerancji.

Instytucja rodziny i jej wrogowie. II RP, PRL, III RP (3)

Służby ZSRR od początku istnienia infiltrowały organizacje nauczycieli, pisarzy i publicystów. To mobilizacja narodu polskiego w obronie tradycyjnych wartości była przyczyną ich klęski w 1920. Postanowiły je podmienić na swoje.
My nie zrobiliśmy sąsiadom rozbiorów, nie wymordowaliśmy żadnego narodu, nie wypędziliśmy Żydów, jak Anglicy, Francuzi, Hiszpanie i inne kraje Europy Zachodniej, Nie my wymyśliliśmy komunizm czy nazizm.

Współcześnie wszelkiej maści lewactwo po ponad dwóch stuleciach wywija nadal niczym cepem ponętnie brzmiącymi hasłami wolności, równości i braterstwa wszystkich ludzi? Czyż nie jest tak, że na Zachodzie partie komunistyczne z dumą nawiązują do rewolucji francuskiej i Komuny Paryskiej? Mało, okazuje się, że robią to mimo posiadanej wiedzy o fatalnej reputacji rewolucji rozpoczętej przez motłoch, który nie miał skrupułów, wstydu i miłosierdzia.

Ciśnie się pytanie: skąd my to znamy? Czy nie przypomina to współczesnej rewolucji seksualnej i nie potwierdza Norwidowskiej tezy, że „przeszłość – to jest dziś, tylko cokolwiek dalej”? Wreszcie, czy gorliwy i wulgarny udział części naszej młodzieży w zamieszkach i protestach ulicznych zmierzających do zniszczenia naszego polskiego dziedzictwa kulturowego, to dzieło zwykłego przypadku?

Wszystkie te rewolucje: Wielka Rewolucja Francuska i jej następczyni – rewolucja bolszewicka z 1917 r. oraz tocząca się teraz rewolucja seksualna skutkowały i skutkują ogromnym spustoszeniem moralnym i intelektualnym. Ale jest jeszcze coś groźniejszego.

Może się zdarzyć, iż owe niebezpieczeństwa i zagrożenia mogą być kwestionowane, traktowane wybiórczo w celu uzasadnienia słuszności swoich przekonań. Bywa więc, że mamy do czynienia z „aktualizowaniem” historii pod konkretne potrzeby ideologiczne. Jakie są tego granice? Pada odpowiedź, że decyduje sumienie i etos uczonego oraz tych, którzy z jego dorobku naukowego korzystają. Jakoż, nie pretendując do oryginalności spostrzeżenia, oprócz głosu sumienia potrzeba jeszcze woli i charakteru.

Kłamstwo wandejskie

Odnotujmy już na samym początku, że kłamstwem tym obciążone są także polskie podręczniki. Otóż od czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej Francuzi karmieni są kłamstwem. Chodzi o rzeź ludności z niewielkiego departamentu Wandea na zachodzie Francji. Zniszczono i wymazano z mapy regionu ludność, która była głęboko katolicka i jako jedyna stanęła w obronie i króla i księży w czasie rewolucji.

Z Wandejczyków zdzierano żywcem skórę i robiono z niej ubrania dla wojska, wbijano ich na pale, topiono na tratwach. Masowe zbrodnie w Wandei, popełnione między latem 1793 a wiosną 1794 r. były ukrywane i maskowane przez historyków republikańskich, potem przez komunistycznych. Stephan Courtois, wybitny francuski historyk, ujawnił, że Robespierrowscy historycy dostali rozkaz, by dbać o narodową amnezję o zbrodniach w Wandei.

Do dziś to temat tabu na francuskich uczelniach. I temat niebezpieczny, bo ci, którzy mówią o Wandei prawdę, są dziś szykanowani przez… państwo. Francja tej prawdy nie chce przyjąć Dlaczego? Ano rzeź Wandejczyków plami świętość Wielkiej Rewolucji i sumienie Francji. A przecież dzisiejsza laicka Francja, ale i Europa (czyli także Polska) oficjalnie buduje swą tożsamość na rewolucyjnym haśle: „Wolność, Równość, Braterstwo”.

Niechciana prawda

Nakładem „Iskier” ukazała się w Polsce książka Ludobójstwo francusko-francuskie. Jej autor – Reynald Secher, historyk francuski, w 1985 roku obronił na Sorbonie pracę doktorską na temat Wandei. Wandea nie była szczególnie przywiązana do królewskich porządków II połowy XVIII wieku. Rosnące podatkowe zdzierstwo i samowola władzy sprawiały, że Wandejczycy przyjęli rewolucję z nadzieją.

Podobnie było z oceną duchowieństwa – tradycja wiary przestała wystarczać, gdy się widziało jego obojętność, interesowność, świeckie zgoła nastawienie, więc niesioną przez rewolucję zmianę kursu wobec wszelkiej władzy przyjęto w Wandei przychylnie. A jednak właśnie w imię trwania monarchii Bourbonów oraz w obronie lokalnego duchowieństwa i jego roli w umacnianiu ludzkich wspólnot wandejscy chłopi chwycili w końcu za broń. Bo tyrania nowej władzy poszła za daleko. Reynald Secher obliczył bardzo dokładnie: kosztowało to Wandeę 117 tys. ofiar najokrutniejszych rzezi i od 20 do 35 proc. kompletnie i z premedytacją zrujnowanych dóbr ziemskich.

Przez dwa wieki historia o tym albo milczała, albo kłamała, i to ustami najlepszych nadsekwańskich historyków. Tragedia Wandei miała nie ujrzeć światła dziennego. Po „zwycięstwie” wojsk rządowych masowo niszczono dokumenty, zmieniano nazwy miejscowości, starannie zacierano ślady. A przecież zostało sporo w parafialnych archiwach, w prywatnych schowkach. Lata zajęło Secherowi dotarcie do nich, poskładanie w jaką taką całość.

Całość ta byłaby jednak niepełna, gdyby nie genialny wręcz pomysł autora. Wykorzystał on rejestry wypłaconych przez Napoleona odszkodowań dla ofiar dewastacji, kradzieży, rekwizycji rewolucyjnych. Proste, ale tylko dla kogoś, kto myśli! Nie po raz pierwszy okazało się, że dokumentem historycznym jest wszystko.

Kiedy jednak Secher w swojej pracy naukowej o wojnie w Wandei użył określeń „ludobójstwo” i „eksterminacja”, zwolniono go z Sorbony, choć z dokumentów, które ujawnił, wynika jasno, że tam doszło do ludobójstwa, pierwszej na tak wielką skalę eksterminacji ludzi.

Na krótko o Wandei zrobiło się cicho, a książkę R. Sechera zrzucono do tzw. drugiego obiegu, ale zdążyła przedostać się na rynki europejskie (J. Bątkiewicz-Brożek, Wolność, Równość, Kłamstwo, „Gość Niedzielny”, 22.01. 2012).

Chodziło o to, by wymordować najbardziej katolicki lud we Francji, a potem zniszczyć dowody zbrodni.

Rewolucja francuska Bogu i Kościołowi wydała walkę najostrzejszą i nadała treść samemu pojęciu „rewolucja”. Począwszy od roku 1793 słowo to oznacza ostateczne zerwanie z dawnym człowiekiem i „tworzenie” nowego wszelkimi metodami, nie wyłączając zbrodni.

Podyktowano nowe rozporządzenia, a uchwalenie skrajnie antykatolickich praw dało formalną podstawę do rozpoczęcia polowania na księży. Ponad 30 tys. duchownych opuściło kraj i udało się na emigrację. Krwawy terror burzył świątynie, niszczył symbole religijne. Następowały masowe aresztowania duchownych i skazywano ich na śmierć.

Potępiając zawzięcie inkwizycję katolicką, rewolucja sama stawała się inkwizytorem; potępiając nietolerancję religijną, sama stała się nietolerancyjna. W krótkim czasie zabiła więcej ludzi niż inkwizycja przez całą swoją kilkusetletnią historię.

Człowiek, który zabija Boga, nie znajdzie także ostatecznego hamulca, aby nie zabijać człowieka, bo ten ostateczny hamulec jest w Bogu.

Rewolucjoniści zlikwidowali niektóre obrzędy, inne zmodyfikowali. W końcu zażądano od duchownych przysięgi na nową konstytucję.

Kto odmawiał, tracił dochód, kto się godził, wiele zyskiwał – ale większość episkopatu odmówiła. Dobrze jest też wiedzieć, iż prawdziwą burzę w 1928 r. wywołała Rewolucja francuska Pierre’a Gaxotte`a (1895–1982), członka Akademii Francuskiej, którą historycy nazwali „książką-bombą, książką-wydarzeniem”. Gaxotte bezpardonowo odsłaniał w niej bezsens tej rewolucji i jej konsekwencje: niepowetowane straty ludzkie, materialne, społeczne, cywilizacyjne.

Dzisiejsza Francja w niczym już nie przypomina dawnej ojczyzny Rolanda, św. Joanny d’Arc, Ludwika XVI. Francja XXI wieku jest wręcz zaprzeczeniem tego, czym była niegdyś przez stulecia i za co ceniły ją narody chrześcijańskiej Europy.

Z dumnego narodu Francuzi przekształcili się dziś w bezkształtną kosmopolityczną masę, z obrońców wiary w zaciekłych antyklerykałów i wrogów Krzyża.

Trzeba pamiętać, że rewolucja francuska po dziś dzień jest przedstawiana jako coś pozytywnego. Taki jej obraz mają (nie tylko) Francuzi.

Dopiero od kilku lat w podręcznikach mówi się bardzo lakonicznie o walkach w Wandei i stratach ludnościowych, ale mieszkańców tego regionu nadal ocenia się jako wrogów postępu i obrońców starego, krzywdzącego ustroju, co ma usprawiedliwiać ich masakrę.

W życiu publicznym francuski Kościół katolicki został zepchnięty na całkowity margines. 12 grudnia 2005 r. minęło 100 lat od publikacji we Francji dekretu oddzielającego państwo od Kościoła. I tak dokonało się dzieło rozpoczęte przez Wielką Rewolucję Francuską – wielki triumf masonerii i prezydenta Brianda. Antykościelną ustawę poprzedziło wcześniejsze ograniczenie wielu praw (łącznie z likwidacją życia zakonnego). Sprzeciwił się jej ojciec św. Pius X i doszło do manifestacji i oporu.

Francuski rząd próbował także zinwentaryzować dobra kościelne; ostatecznie unormowano to dopiero w 1924 roku.

Kościoły stały się na gruncie prawa samofinansującymi się prywatnymi stowarzyszeniami. Ustawa z 1905 roku do dziś reguluje stosunki wyznaniowe we Francji.

Stuletnie prawo zaczęło uwierać dopiero wraz z ekspansją islamu. Francuski minister spraw wewnętrznych Sarkozy (od 2007 r. prezydent Francji) chciał „cywilizować” francuskich islamistów, przejmując część kosztów utrzymania meczetów. Miała to być recepta na radykalizację arabskiego islamu we Francji. Pomysł ministra kłócił się jednak z zasadami laickości republiki.

Moda na antyklerykalizm jest silnie zaszczepiona w tym społeczeństwie, a szydzenie z wiary katolickiej ma charakter dość powszechny.

Popularne jest wykorzystywanie symboliki katolickiej w reklamach i ulicznych billboardach w celu prześmiewczym.

Ze szkół usuwane są bożonarodzeniowe choinki jako element religijny. Piękne gotyckie kościoły i średniowieczne zamki świadczą, że nieco ponad dwieście lat temu Francja była chrześcijańska i taki był jej władca.

Podczas rewolucji francuskiej wrogość wobec religii osiągnęła apogeum; w czasie dyktatury jakobinów prześladowania natężyły się. W listopadzie 1793 r. poważnie zastanawiano się nad całkowitym zakazem kultu religijnego.

Przed rokiem 1789 we Francji ponad 95 proc. społeczeństwa było wyznania katolickiego, a jego religijność nie opierała się li tylko na tradycji czy przyzwyczajeniu. W roku 1793 przeciwko prześladowaniom księży i religii zaprotestowali w wielu zakątkach Francji głównie chłopi.

Chociaż bezpośrednią przyczyną wybuchu powstania był uchwalony w lutym tegoż roku nowy pobór do wojska, jego duch był głęboko katolicki i konserwatywny. Symbolem walczących był sztandar Najświętszego Serca Jezusowego, nad którym widniał krzyż i napis „Bóg i król”.

Władze jakobińskie odpowiedziały na bohaterstwo chłopów niezwykłym okrucieństwem. Było ono skierowane nie tylko w walczących mężczyzn – z nawet większą zaciekłością mordowano kobiety i dzieci.

23 grudnia 1793 roku, po pokonaniu „Armii Katolickiej”, generał Westermann tak pisał: „Nie ma już Wandei, obywatele republikanie. Wraz ze swymi kobietami i dziećmi zginęła ona pod naszą wolną szablą. Grzebią ją w bagnach i lasach Savenay. Zgodnie z rozkazami, któreście mi dali, miażdżyłem dzieci kopytami koni, masakrowałem kobiety, które – przynajmniej te właśnie – nie będą już rodzić bandytów”.

Szacuje się, że reżim rewolucyjny wymordował w zachodniej Francji łącznie ok. 200 tysięcy ludzi, a znaczną większość bynajmniej nie na polu walki, ale poprzez masowe egzekucje.

Wandejczycy ostatecznie uznali, że Bóg jest ważniejszy od Konwentu. Ta historia jest wciąż żywa.

Autor Ludobójstwa francusko-francuskiego nie cofa się przed szerokim historycznym oglądem i padają analogie ze zbrodniami komunistycznymi, z gułagiem.

Widzimy tu w wandejskiej tragedii – pierwszym „ideologicznym ludobójstwie” – echa późniejszych mechanizmów zbrodni masowych: łudzące podobieństwo kłamstwa, manipulacji i niezmienne pierwiastki ludzkiej natury, czyli małość i wielkość, mądrość i nikczemność, fanatyzm doktrynerów „nowego”.

Co chwila łapiemy się na refleksji, że skądś to wszystko znamy, choć żyjemy tu i teraz, co wcale nie znaczy, by nie padał na nas czasem cień takiej czy innej nowej Wandei.

Nasza polska przeszłość nie wydaje się tak kompromitująca. Nie przyłożyliśmy ręki, jak cała zachodnia Europa, do niewolnictwa i kolonializmu. Nie urządziliśmy sąsiadom rozbiorów, nie wymordowaliśmy żadnego narodu, nie wypędziliśmy Żydów, jak to zrobili Anglicy, Francuzi, Hiszpanie i inne kraje Europy Zachodniej. Nie wycięliśmy arystokracji, jak Francuzi i Rosjanie, i nie my wymyśliliśmy komunizm czy nazizm.

„Dziwnie się czuję, gdy obchodzi się hucznie kolejną rocznicę rewolucji francuskiej, która powinna być raczej traktowana jako wstydliwy epizod historii Francji. Zalegalizowane zbiorowe morderstwo całej warstwy społecznej w imię pewnej ideologii, która skompromitowała się w morzu krwi, nie powinno być powodem do dumy. A jednak jest”. (G. Filip, Pożytki ze świętowania rocznic historycznych, „Forum Akademickie”, nr 1/2001).

Myślę, że warto o tym wszystkim pamiętać, zwłaszcza że wydarzenia te legły u podstaw nowoczesnej Europy.

W tej nowoczesnej Europie przed paru laty przewodniczącym Parlamentu Europejskiego został Polak, Jerzy Buzek. Odchodzącemu ze stanowiska przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Hansowi Gertowi Potteringowi wręczył figurę św. Barbary, wykonaną z węgla. Niezręczność? Obdarowany trzymał ją nisko, zasłaniał przed kamerami, a potem figurki nie postawił, ale położył na stole. Ale Jerzy Buzek naprawił ten politycznie niepoprawny błąd. Pamiętał (a jakże by inaczej!), że jego wybór przypadł w rocznicę rewolucji francuskiej 14 lipca (2009 r.). Za to, że wspomniał o liberté, égalité i fraternité, dostał burzę oklasków od francuskich deputowanych.

„I to jest właśnie Buzek, świetny gość. Dla każdego ma coś w zanadrzu”. („Nasza Polska” 21.07. 2009). Józef de Maistre – jeden z najważniejszych kontrrewolucyjnych myślicieli w XIX Europie – stwierdził przenikliwie, że najgorszym złem, które wyrządziła rewolucja francuska, nie jest bynajmniej to, co zniszczyła, ale to, co stworzyła. To dlatego św. Jan Paweł II zwykł przypominać, że Polska potrzebuje dzisiaj ludzi sumienia.

Herbert Kopiec
Herbert Kopiec
Herbert Robert Kopiec (ur.1940 r) polski Ślązak, absolwent Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Doktor nauk humanistycznych. Nauczyciel akademicki Uniwersytetu Śląskiego, Akademii Świętokrzyskiej im. Jana Kochanowskiego w Kielcach, Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości; w latach 2006-2009 dziekan Wydziału Pedagogiczno-Społecznego tej uczelni.

Ostatnie wpisy autora