W PRL-u żartowano, że milicjanci dlatego chodzą we dwóch, bo jeden umie czytać, a drugi pisać. Historia lubi się powtarzać. Otrzymuję korespondencję od pewnego pana, którego trudno jednoznacznie zaliczyć do piszących i czytających. Przysyła mi swoje wywody naszpikowane taką ilością literówek, że czytanie tego wymaga samozaparcia. Autor czytać może umie, ale najwyraźniej nie lubi, zwłaszcza własnych tekstów.
Innym sposobem zniechęcania potencjalnego odbiorcy do tego, żeby się nie zapoznał z proponowaną mu treścią, jest długość wywodu. W internetowym tytule bywa zawarte pytanie, na które chciałoby się znać jednoznaczną odpowiedź. Ale autor nie jest zainteresowany odpowiedzią, a jedynie długim ględzeniem o niczym.
A’ propos pisania, to inny korespondent zadał mi pytanie: dlaczego piszę? Wstyd się przyznać, ale nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Sienkiewicz pisał dla pokrzepienia serc, podobnie jak jemu współcześni, nasi, wielcy poeci. Literatura piękna, w tym powieści i opowiadania dostarczały rozrywki czytelnikom i apanaży ich twórcom. Czy nadal tak jest? Tego nie wiem. Czego czytelnicy szukają w książkach? Warto zadać sobie takie pytania, zanim człowiek usiądzie do pisania kolejnej powieści.
Mam dla Państwa pewną propozycję. Zamierzam dołączać do cotygodniowego felietonu krótki rozdział nowej opowieści. Chętnie wezmę pod uwagę Państwa uwagi, a nawet zapraszam do współautorstwa. Odcinki tej nowej, sensacyjnej opowieści otrzymają tylko ci z Państwa, którzy wyrażą zgodę.



