Bajzel

Data

Polecamy

Divini Redemptoris po latach

Marksizm jest najbardziej skodyfikowanym zapisem wizji budowy raju na Ziemi nie na podstawie naturalnych praw, a zasad wymyślonych przez kilku nawiedzonych autorów. Praktyka pokazała, że w drodze do wymyślonego raju stworzono bardzo realne piekło dla setek milionów ludzi.

Ósmy ogląd mądrości według Stanisława ze Skarbimierza – od strony powinności i poszanowania dobra wspólnego

Poniżej prezentujemy ósmy ogląd mądrości - o dobru wspólnym - Stanisława ze Skarbimierza, uczonego i doradcy królewskiego z XIV/XV wieku. Twórcy polskiej szkoły dyplomacji, prekursora prawa międzynarodowego oraz zasady tolerancji.

Instytucja rodziny i jej wrogowie. II RP, PRL, III RP (3)

Służby ZSRR od początku istnienia infiltrowały organizacje nauczycieli, pisarzy i publicystów. To mobilizacja narodu polskiego w obronie tradycyjnych wartości była przyczyną ich klęski w 1920. Postanowiły je podmienić na swoje.
Humanista, do którego ma należeć rozpoczęte nowe tysiąclecie, to taka karykatura Chrystusa-Pantokratora, który pomylił biblijne stwierdzenie o podobieństwie człowieka do Boga z tożsamością człowieka i Boga.

Mamy dziś czasy, w których rzadko kto nie narzeka na poczucie wszechobecnego i radykalizującego się chaosu. Bywa, że bajzel (po śląsku) doskwiera i irytuje już nawet tych najbardziej odpornych. I nie mają tu już większego znaczenia ideologiczne i polityczne sympatie. Choć niewątpliwie mniej jest takich, którzy się zastanawiają nad tym, gdzie jest pies pogrzebany: co się stało, że wokół tyle rozpanoszonego bezhołowia? Skąd ten narastający rozgardiasz, zamęt i miszmasz? Od tych pytań nie da się uciec ani ich zbagatelizować, bo odnoszą się zazwyczaj do fundamentów postrzegania i rozumienia świata. Te fundamenty, formatowane dziś głównie przez dominującą globalną kulturę Zachodu, stanowią zarazem kość niezgody, a to już krok – jak to postaram się uwyraźnić – do tytułowego bajzlu. Tak zarysowany szkopuł spróbuję dziś spenetrować krótką refleksją, sięgając do intuicji austriackiego myśliciela Friedricha Hayeka (1999–1992), zdefiniowaną przez niego jako:

Problem dyscypliny wolności

Trudno nie przyznać mu racji. Żyjemy w czasach niebywałego wzrostu uprawnień, swobód i roszczeń. Narzucenie jakichkolwiek rygorów moralnych czy obyczajowych spotyka się natychmiast ze strony lewaków i liberałów z histeryczną reakcją: to dyskryminacja! Dlatego nieomal wszyscy mogą czuć się dyskryminowani: kobiety i mężczyźni, uczniowie i nauczyciele, czarni i biali, mniejszości etniczne, homoseksualiści, transwestyci, a nawet… pedofile. Jedni przez ograniczenia kultury i obyczaju, inni – z powodu biologicznych i społecznych uwarunkowań. Jeszcze inni – bo w sztuce, rodzinie czy kręgu kulturowym obowiązuje hierarchia, a rozum w nauce i filozofii.

Wojują feministki „zniewolone” z powodu „nierównego statusu kobiet”, walczą środowiska gejowskie wskutek „braku tolerancji”. Podobnie rozumują wojujący antyrasiści, dostrzegając głównego wroga w białej rasie; itp., itd…. Na mój niewyemancypowany gust ta wojująca reakcja na rzeczywistość nie jest triumfem ducha wolności, ale objawem jego żałosnej degeneracji. Wolność istotnie jest ważnym dobrem, ale tylko dla potrafiących udźwignąć ciężar odpowiedzialności. Ale o odpowiedzialności na ogół lewaccy zawodowi obrońcy praw człowieka, demokracji i swobód obywatelskich nie mówią. Stosując legalne pseudoprawo, występują przeciw zdrowemu rozsądkowi, rozumowi i ludzkiemu życiu. Odpowiedzialność – przypomnijmy – ujawnia się w dbałości o to, aby wolność nie była oderwana od prawdy. Polacy (oczywiście nie wszyscy!) do tak pojętej wolności nie zostali za bardzo przygotowani. Komunizm oparto bowiem na kłamstwie, a współczesny skrajny liberalizm, lumpenliberalizm, neguje istnienie prawdy obiektywnej. Dziś zło z łatwością przedstawia się jako dobro i to skutecznie dezorientuje wielu ludzi.

Współczesny nowy totalitaryzm jest miękki i nowoczesny. Przebiegle używając demokratycznychnarzędzi, deprecjonuje odpowiedzialną wolność i rozumną tolerancję, zastępując je rzekomo pożądaną dowolnością bądź dobrowolnością. Przykład? Proszę bardzo: oto Narodowy Fundusz zdrowia (NFZ) zażądał zwrotu pieniędzy od wielkopolskich szpitali onkologicznych, ponieważ leczyły one pacjentów po 65. roku życia. Dyrektorzy szpitali twierdzili, że nie zaakceptują tych żądań i jeśli trzeba, skierują sprawę do sądu. Przedstawiciele NFZ uważali, że „u osób starszych nowotwory rozwijają się wolniej i nowoczesna droga terapia nie jest potrzebna” („Głos”, 15.10.2005). Trzeba więc być ślepym, aby niezauważyć, że na naszych oczach, już po upadku starych totalitaryzmów, powstają kolejne mity i zaczątki nowych miękkich totalitaryzmów. Z obserwacji wynika, że tzw. nowalewica (dawni komuniści) wielkie nadzieje na stworzenie raju na ziemi – bo tylko to ich, jak wiadomo, interesuje – wiąże z humanistami.

Kto to jest lewacki humanista?

To ktoś taki, co z pychą twierdzi, że zbadał naturę świata i człowieka, i zaprojektował świat lepszy, gdzie człowiek będzie szczęśliwszy dzięki sformatowaniu na nowo praw natury. To owi humaniści stanowią dziś dominującą siłę pośród ustawodawców, naukowców, intelektualistów i wszystkich konformistyczne myślących, czyli wyznawców poprawności politycznej. „O ile poprzednie tysiąclecie należało do chrześcijaństwa, następne będzie należeć do humanizmu” – oczywiście (humanizmu) bez Boga. To powiedział prezydent Niemiec w Gnieźnie do wszystkich prezydentów Europy. Nikt nie zaprotestował, choćby na tej zasadzie, że „Bóg to jednak Bóg” (Szatan w Europie – krótka historia zła, „Opcja na prawo” 12/2005). Humanista, do którego ma należeć rozpoczęte nowe tysiąclecie – zauważmy – to taka karykatura Chrystusa-Pantokratora, który pomylił biblijne stwierdzenie o podobieństwie człowieka do Boga z tożsamością człowieka i Boga. Współcześni humanistyczni ideologowie głoszą hasło: Raj na ziemi już teraz!Zapewniają, że ten raj nastąpi automatycznie, gdy zapanuje całkowity pluralizm religijny, kulturowy, moralny i wszelki inny, gdy nastąpi pełna, całkowita, dopuszczająca wszystko tolerancja. Tymczasem wciąż jej rzekomo nie ma.

Na opowieść o uciemiężeniu gejów nabiera się wielu Polaków ufnych w to, że aktywiści LGBT walczą o miłość, równość, braterstwo. Ba! Wierzą, że walczą o postęp przeciwko ciemnogrodowi i z podziwem patrzą na „postępowe” społeczeństwa Zachodu, które już dawno wywalczyły sobie prawo do radosnej deprawacji. Bez większego ryzyka popełnienia błędu da się powiedzieć, że większość z kilkuset tysięcy wyborców Wiosny to nie są orędownicy nihilizmu, ale raczej, zwyczajnie, ofiary różnych kłamstw lub ignoranci. Myślę, że wielu padło ofiarą zręcznie wywoływanego wrażenia, że związki osób tej samej płci są w Polsce nielegalne, czyli ścigane z mocy prawa, jak pędzenie bimbru, jazda samochodem pod wpływem alkoholu czy rozpowszechnianie pornografii pedofilskiej. Tymczasem zapytajmy: czy ktoś słyszał, żeby do mieszkania dwóch pań czy panów żyjących w związku wpadła ekipa w kominiarkach i postawiła ich przed sądem? A przecież „wciskanie kitu” w postaci frazy o potrzebie legalizacji powtarzają za aktywistą gejowskim Biedroniem wszyscy, łącznie z niektórymi duchownymi i politykami partii konserwatywnych.

O wywoływaniu wrażeniazupełnie innego rodzaju troszczył się swego czasu rzecznik rządu Jerzy Urban. W liście do generała Czesława Kiszczaka (22 lutego 1983 roku) rekomendował Mariusza Waltera na szefa specjalnego pionu propagandowego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, którego celem miałoby być „programowanie i realizacja czarnej propagandyoraz prowadzenie przemyślanej, zręcznej i stałej kampanii na rzecz zmiany obrazu SB, MO i ZOMO w społeczeństwie i inicjowanie akcji tych służb dla ocieplenia ich wizerunku”. W 1985 roku Mariusz Walter – przypomnijmy – jako uznany autorytet został zatrudniony na etacie docenta kontraktowego na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego. Urban uważał, że nikt się do tego (dziś określa się to jako wciskanie kitu) lepiej nie nadaje. Kit wciska ten – przypomnijmy – kto walczy o efektywność, a nie o prawdę. Bywa więc, że rządzący co jakiś czas proponują ludziom jakąś ciekawą – jak to się modnie dziś mówi – narrację, historię, którą ludzie później sobie powtarzają w windzie, w metrze, na imieninach u cioci Melci. To jest przejęcie wzorca tabloidów, które dziś ogłaszają koniec świata, a jutro jak gdyby nic – coś zupełnie innego. „Mam wrażenie – słusznie zauważył ongiś prof. Zdzisław Krasnodębski – że jesteśmy pierwszym krajem na świecie, rządzonym przez agencję reklamową”.

Pełno od jakiegoś czasu narracji o orientacjach seksualnych. Kto jeszcze niedawno słyszał o jakiś tam „innych czynnościach seksualnych, niestandardowych zachowaniach seksualnych?”A dziś? Jeśli wierzyć dominującym/lewackim mediom, apelom, odezwom, listom otwartym podpisanym przez stada profesorów – „czynności” te nabrały siły zdolnej do regulacji całości życia społecznego, w tym przesądzającej o wyborze – najogólniej rzecz biorąc – dobrej czy złej strony mocy (ład czy bajzel?). Ale czy tym wyborom można ufać, skoro już nawet skandale prawie nie skandalizują?

Odpowiedzialna wolność (także dotyczy to uprawiania uczciwej narracji) – zauważmy więc z naciskiem – wymaga od człowieka szczególnie krytycznej postawy wobec różnych tendencji w kulturze, propagandzie, ideologii i racjonalnej weryfikacji faktów oraz szukania rzeczywistych związków między nimi. Warto i należy śledzić konsekwencje stworzonej w Magdalence tzw. wielkiej syntezy humanistycznej, czyli połączenia idei humanizmu katolickiego z humanizmem ateistycznej lewicy. W tym wielkim planie stworzenia Nowego Wspaniałego Świata Adam Michnik, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek musieli (bądź przynajmniej próbowali) ucywilizować marksizm. Także postępowi katolicy – zgodnie ze światowymi wytycznymi – musieli przeformatować tradycyjne nauczanie Kościoła, aby pojęcie prawdy zostało zastąpione przez tolerancję, a Prawa Boga zostały utożsamione z prawami człowieka.

Czy ten plan w ogóle mógł być zrealizowany i jakie są konsekwencje samych prób jego urzeczywistniania? Odpowiedź jest wokół nas, w dzisiejszej Polsce. Należy tylko uważnie patrzeć i samodzielnie myśleć. Należy przyjrzeć się przeobrażeniom norm obyczajowych i moralnych Polaków, będących następstwem tzw. transformacji ustrojowej. Przypomnijmy sobie dwuznaczny klimat początku lat 90., kiedy z miazgi popeerelowskiego społeczeństwa wyłaniały się nowe, słuszne elity pieniądza i władzy (będące wolnorynkowym wcieleniem dawnych elit partyjnego czy esbecko-wojskowego aparatu). Hasłem tamtego czasu było „wybierzmy przyszłość”, a oznaczało to przyzwolenie na historyczną niepamięć i skrajną relatywizację aksjologiczną. Można to było przewidzieć, wszak zgodnie z chrześcijańskim rozumieniem dla ugruntowania i wprowadzenia w życie prawdziwego humanizmu nieodzowna jest wiara w Boga. Społeczeństwo, w którym Bóg nie jest obecny, z trudnością „znajduje porozumienie konieczne do tego, by uznać wartości moralne lub zebrać siły do tego, by żyć zgodnie z tymi przekonaniami o wartościach, zwłaszcza jeżeli w grę wchodzą partykularne interesy” (Benedykt XVI, 2009).

Nie udało się więc w Polsce wprowadzić odpowiedzialnego, prawdziwego humanizmu i nie powinno to być zaskoczeniem. Nie jest przypadkiem, iż w imię partykularnych interesów natrętnie kolportowano w społeczeństwie opinię, iż wszyscy bez wyjątku są w mniejszym lub większym stopniu zeszmaceni przez komunę. Wielu, zbyt wielu Polaków wybrało egoistyczną przyszłość własnych interesów przeciw prawdzie i z aprobatą postrzegało dawnego opozycjonistę ruszającego w przyjazny tan z generałami widnej i tajnej policji. Tak znów odżywał Bal u Senatora, na którym przydzielano wybranym stanowiska, przywileje i prowizje.

Na dezorientację społeczeństwa i w konsekwencji jego bezradność wpływ miało i to, że proces transformacji firmowały znane i szanowane postacie dawnej opozycji. Świadomość tego, że ruch został zdradzony w imię egoistycznych interesów grupowych przez najbardziej wpływową część jego przywództwa, zaczęła się kształtować stosunkowo późno i nigdy nie stała się powszechna. Słowem: łatwość, z jaką byli komuniści, a więc agenci moskiewskiego okupanta, stali się w III RP szanowanymi politykami, autorytetami nie zapowiadała niczego dobrego. I stało się. Komuniści wracają do życia. Są w dobrych nastrojach. Sympatyczni, uśmiechnięci od ucha do ucha. Zapewniają, że sami się lubią i lubią ludzi, przepadają za demokracją, wolnością i tolerancją. Mówią wprost – zrobił to ostatnio lider SLD Włodzimierz Czarzasty – że są komunistami. Już nie potrzebują fałszować historii, by uzasadnić swoje miejsce w bieżącej polityce. I tak oto NIEZŁY BAJZEL się zrobił – nieprawdaż?

I jeszcze jedno. Sygnalizowany wyżej problem przyszłości Europy i humanizmu bez Boga nurtował swego czasu wybitnego niemieckiego filozofa Petera Sloterdijka (ur. 1947). Na pytanie: Czy Polska jest ciałem rozpuszczalnym, które rozpłynie się w magmie zamożnego życia Unii,odpowiedź brzmiała: „Nie! Ale… tylko przez następne sto lat. Według niemieckiego filozofa Polacy staną się jak wszyscy Europejczycy. I nie jest to ani dobre, ani złe. To po prostu nieuniknione”. Ano zobaczymy…

P.S.

Stowarzyszenia polskich gejów i lesbijek twierdzą – czytałem ongiś w internecie – że nie chcą niczego więcej, tylko równych praw z parami heteroseksualnymi (z wyjątkiem praw do adopcji dzieci), a więc prawa do odwiedzin w szpitalu, odbioru korespondencji i wynagrodzenia za pracę, wspólnego kupna mieszkania itp. Poglądy negujące konieczność regulacji prawnych nazywają homofobią. Tymczasem z mitem dyskryminacji homoseksualistów w Polsce rozprawia się prof. dr. hab. Mirosław Nesterowicz z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w tekście pt. Dziesięć mitów prawnych gejów i lesbijek. Zobaczmy, jak to robi na przykładzie mitu oznaczonego numerem 4: Ograniczenie w kupnie mieszkania czy innych przedmiotów albo dokonywania darowizny. Otóż prof. Nesterowicz stwierdza, że na gruncie istniejącego prawa „partner może dokonywać wszelkich czynności prawnych na rzecz drugiego partnera (np. darowizny); mogą one również być dokonywane wspólnie (np. nabycie mieszkania, samochodu, ustanowienie użytkowania wieczystego gruntu itp.). Sąd Apelacyjny w Warszawie, wyrokiem jeszcze z 8.10.1997 r. (sygn. I ACa 648/97) orzekł: Strony (partnerzy homoseksualni) zgodnie ze swoją wolą mogą nabywać na współwłasność w częściach ułamkowych ruchomości i prawa majątkowe. Są też uprawnieni do przeniesienia udziałów w zgromadzonym już majątku na rzecz współpartnera”. Koniec. Kropka. Więc w czym problem? Pachnie mi to trochę – jeśli można tak powiedzieć – BAJZLOTWÓRCZO.

Herbert Kopiec
Herbert Kopiec
Herbert Robert Kopiec (ur.1940 r) polski Ślązak, absolwent Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Doktor nauk humanistycznych. Nauczyciel akademicki Uniwersytetu Śląskiego, Akademii Świętokrzyskiej im. Jana Kochanowskiego w Kielcach, Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości; w latach 2006-2009 dziekan Wydziału Pedagogiczno-Społecznego tej uczelni.

Ostatnie wpisy autora