More

    Refleksje na Boże Narodzenie

    Strona głównaIdeeRefleksje na Boże Narodzenie

    Polecamy w dziale

    Paweł Zastrzeżyński, Nim kur zapieje… (list otwarty do Prezydenta RP Andrzeja Dudy)

    PAD wbrew swoim zapowiedziom z kampanii wyborczej 2015, podpisał Ustawę o finansowaniu in vitro. Przeciwko było tylko 100 posłów PiS (194). Pozostali, jak MM byli za, lub wstrzymali się, jak JK. Dlaczego zostaliśmy oszukani? (red)

    Wszystkich Świętych Obcowanie

    1 listopada przypomina nam trzy prawdy. 1. Że święci nadal żyją, chociaż fizycznie nie ma ich już wśród nas. 2. Istnieje życie inne od tu i teraz. 3. A skoro tak, to istnieje dawca życia na tyle mocny, że pozwala umarłym żyć dalej.

    Chrońmy nasze dzieci w przedszkolu, w szkole … i w Macdonaldzie

    Demoralizacja narodu jest najprostszym i najtańszym sposobem na przejęcie jego państwa - zasobów materialnych i ludzkich. Sposobem na przekształcenie człowieka – dziecka bożego w niewolnika własnych żądz i światowych korporacji.

    Franek Vetulani i Jan Hartman – wyznawcy 11 przykazania

    Franek Vetulani jest najbardziej znanym studentem krakowskim ostatnich lat. Zawiesił tęczową flagę na Smoku Wawelskim. Obraża pamięć Jana Pawła II i Wandę Półtawską. Jego nihilizm uderza w polskie wartości. Bronią go profesorowie.
    Koniecznie karp, prezenty pod choinkę, jeszcze opłatek, odpalić kolędy i możemy świętować. Czym jest Boże Narodzenie dziś? Na naszych oczach upada cywilizacja zbudowana na nauce Chrystusa. Powrót do źródeł to jedyny nasz ratunek.

    Koniecznie karp, prezenty pod choinkę, jeszcze opłatek, odpalić kolędy i już można świętować. No właśnie, co? Czym jest Boże Narodzenie? Wiadomo, święta rodzinne, może jedyny w ciągu roku czas, który możemy poświęcić rodzinie. Kontynuując tradycję pozostawiania pustego nakrycia i dzielenia się opłatkiem może pomyślimy również o tych, których nie stać na tak wystawne święta. Dlaczego jednak świętujemy, pozbawiając gospodarkę narodową dwóch, a właściwie trzech dni roboczych?

    Dla chrześcijan odpowiedź jest prosta. Boże Narodzenie, jak wskazuje nazwa, jest świętem upamiętniającym ziemskie narodziny Boga, który przyjął postać Jezusa Chrystusa, by swym życiem i śmiercią dać nam wszystkim szansę zbawienia.

    Dlaczego jednak nie idą do pracy niewierzący lub wyznający inne religie? Chęć uzyskania dodatkowych dni wolnych i uprzejmość wobec chrześcijan to dwie narzucające się w sposób oczywisty odpowiedzi. Czy jest jednak jakiś powód, aby niechrześcijanin świętował Boże Narodzenie? Oczywiście jest. Zwykle jednak nie wiemy lub nie chcemy o tym wiedzieć. Jezus z Nazaretu, od urodzin którego liczymy nasze lata, był założycielem religii, która stworzyła naszą europejską cywilizację, zwaną do niedawna chrześcijańską. Cywilizację niespotykaną w dziejach ludzkości. Żyjąc w tej cywilizacji na co dzień, doświadczamy jej wad, których, jak każdy twór ludzki, nie jest pozbawiona. Jeśli jednak, korzystając ze świątecznego czasu wolnego, oderwiemy się od spraw bieżących i porównamy chrześcijaństwo z innymi religiami i cywilizacjami z nich zrodzonymi, zobaczymy jego wyjątkowość.

    To była rewolucja w ówczesnym świecie. Gwałtowny rozwój chrześcijaństwa nie był wynikiem militarnych zwycięstw chrześcijan. To krew męczenników – jak pisał już na początku III wieku Tertulian – była nasieniem chrześcijaństwa. 

    W starożytnym Rzymie, pomimo całej jego wyrafinowanej kultury, obowiązywała zasada vae victim – biada zwyciężonym. Ulubioną  rozrywką tłumów było oglądanie jak skazańcy są pożerani przez dzikie zwierzęta. Inną walki gladiatorów na śmierć i życie, gdzie stosowane dziś rękawice bokserskie lub kostiumy szermierzy, by nie zrobić krzywdy przeciwnikowi, nie mieściły się w głowach. W tym Rzymie, gdzie zemsta uważana była za rozkosz bogów, pojawili się ludzie idący spokojnie na śmierć, modlący się za swoich oprawców i przebaczający im.

    W miejsce kilku tuzinów bogów na każdą okazję chrześcijaństwo wprowadziło pojęcie jedynego Boga – stwórcy wszechświata. Takiego Boga znali już Żydzi, lecz chrześcijaństwo w przeciwieństwie do judaizmu – religii plemiennej – było uniwersalne.

    W świecie, gdzie niewolnika traktowano jak sprzęt domowy, chrześcijanie głosili, że zarówno niewolnik jak i jego właściciel są takimi samymi dziećmi bożymi. Co więcej, Żyd stawał się równy Rzymianinowi, barbarzyńca Grekowi a kobieta mężczyźnie. Władca nie był już bogiem, panem życia i śmierci poddanych, a jedynie pomazańcem bożym, który miał określone prawa i obowiązki. 

    Modne ostatnio prawa człowieka nie są więc wynalazkiem „sił postępu”, a wprowadzane w konstytucje państw przez socjalistów przeróżnych odmian, często są tych praw zaprzeczeniem. „Siły postępu” zwykle nadają lub zapewniają obywatelom prawa, lecz wiadomo: kto daje może też i zabrać. Co już nieraz bywało. W cywilizacji chrześcijańskiej władza nie daje obywatelom czy poddanym żadnych praw. Pochodzą one bowiem od Boga. Władza natomiast, bez względu na jej rodzaj, ma obowiązek praw tych strzec.

    O cywilizacyjnej sile chrześcijaństwa świadczy przykład Europy Środkowej. Barbarzyńskie  plemiona Germanów, Słowian, Bałtów i innych dzikusów, napadające na siebie nawzajem, rabujące i mordujące bezlitośnie pokonanych, a kobiety traktujące jak łup na równi z bydłem i trzodą chlewną, w krótkim czasie po przyjęciu chrześcijaństwa zbudowały społeczeństwa feudalne z ideałem rycerza gotowego bić się i ginąć w obronie zasad. Rycerz nie zabijał bezbronnych, nie dobijał rannych, nie znęcał się nad zwłokami. Bezbronny lub ranny przeciwnik przestawał być wrogiem, a stawał się bliźnim, któremu należało pomóc.

    Oczywiście różnie bywało z realizacją tych pięknych zasad. Chodzi jednak o wzory, do których wyznawcy chrześcijaństwa mieli obowiązek dążyć. Nie ma innej religii, w której spoiwem życia społecznego jest miłość bliźniego, nawet tego, który wyrządza nam krzywdę, w której ludzie są równi, zarówno władca, jak i niewolnik, święty i grzesznik.

    Dziś świat zapomina o Przykazaniach Bożych, a egzaltuje się prawami człowieka, co chwila dopisując do nich co komu do głowy przyjdzie. Jest to kontynuacja działalności uzurpatorów, którzy przed Rewolucją Francuską spisali uniwersalne zasady etyki, mające obowiązywać całą ludzkość. Nie przyszło im do głowy, że etyka i prawo wynikają z wyznawanych wartości, inaczej mówiąc z wyznawanej religii. Mówić o wolności, równości i braterstwie i być zrozumianymi, mogli jedynie w kręgu cywilizacji chrześcijańskiej. Nigdzie, poza światem chrześcijańskim, nie można było pojąć, że każdy człowiek jest bratem, bez względu na pozycję społeczną, pochodzenie etniczne lub wyznawaną religię. Nigdzie nie było tyle wolności wyboru poglądów lub sposobu życia. O równości, nawet w wielkich cywilizacjach Azji, Afryki lub przedkolumbijskiej Ameryki, możemy zapomnieć. Oczywiście, możemy przytoczyć wiele przykładów ograniczania u nas wolności i równości, porównajmy to jednak z innymi.

    Dodajmy do tego fakt, że teologia chrześcijańska jest nauką. Jej studiowanie nie polega – jak w innych religiach – na wkuwaniu formułek lecz na rozumowym dowodzeniu. Łącząc to z gromadzeniem i przekazywaniem dorobku wcześniejszych pokoleń oraz niespotykaną w innych cywilizacjach zdolnością wykorzystywania osiągnięć nauki do rozwoju technologicznego, otrzymamy obraz fundamentów, na których opiera się nasz dzisiejszy świat.

    To wśród średniowiecznych scholastyków, nieodróżniających teologii od filozofii, stworzone zostały zasady naukowego dyskursu, logicznego dowodzenia twierdzeń, dyskutowania o meritum i wykluczenia argumentów ad personam. Bez tego nie byłoby późniejszego rozkwitu nauk ścisłych i społecznych. Niestety, wraz z dechrystianizacją społeczeństw, obserwujemy odejście od tych zasad. Dzieje się to szczególnie w naukach społecznych, gdzie pojawiają się wydumane teorie, budowane na a priori przyjętych założeniach, przyjmowanych bezrefleksyjnie, pochodzących z autorytetów ich głosicieli. A już św. Tomasz z Akwinu uważał dowód z autorytetu za najsłabszy.

    Zaczęło się w oświeceniu, a wybuchło wraz z marksizmem, który sam uznał się za teorię naukową i tylko taki związek z nauką mu pozostał. Na jego bazie wystrzeliły kolejne klony niszczące nasze życie społeczne i dorobek pokoleń, obrażające logikę i zdrowy rozsądek, z ostatnią, najbardziej krzykliwą i najbardziej destrukcyjną, określaną rosnącym ciągiem liter.

    Na naszych oczach upada nasza wspaniała cywilizacja, zbudowana na nauczaniu Chrystusa. Niszczony jest dorobek pokoleń poszukiwaczy prawdy. Zalewa nas potop barbarzyńskiej dziczy. Nie tylko z zewnątrz. My sami dziczejemy. 

    Jeśli nie chcemy ostatecznego upadku, musimy wrócić do źródeł, do nauki Chrystusa i tego, co na niej zbudowały pokolenia naszych przodków. Nie dotyczy to tylko wierzących. Dotyczy też tych, którzy nie doznali łaski wiary, czują się jednak chrześcijanami w sensie kulturowym. Walczmy z uleganiem instynktom, modom i fałszywym prorokom. Kierujmy się logiką, krytycznym osądem rzeczywistości, również nas samych, i korzystajmy z dorobku poprzedzających nasz pokoleń.

    Feliks Koneczny określił cywilizację łacińską – tę część cywilizacji chrześcijańskiej, gdzie dominuje katolicyzm, jako najbardziej rozwiniętą. Uzasadnił to tym, że cywilizacja ta najwięcej wymaga od swoich członków. Miłość bliźniego nie pozwala na myślenie tylko o sobie, uleganiu swoim zachciankom i popędom. Cywilizacja wyższa, jak twierdzi Koneczny na podstawie wieloletnich studiów nad cywilizacjami, w zderzeniu cywilizacji ulega cywilizacji niższej.

    Dziś widzimy zderzenie z neopogańską cywilizacją negacji wszystkiego na czym opiera się nasza cywilizacja, a z drugiej napiera cywilizacja islamu. Jeśli nie obronimy naszej cywilizacji, obudzimy się w Europie kryzysu i chaosu, gdzie nie będą obowiązywać żadne prawa, prócz prawa silniejszego. W najlepszym wypadku chaos uporządkuje prawo szariatu.

    Śpiewając pod choinką kolędy o narodzinach Zbawiciela – Boże Narodzenie jest przecież świętem religijnym – pomyślmy o tym, jak żylibyśmy dzisiaj, gdyby dwa tysiące lat temu nie narodził się Jezus z Nazaretu.

    Zbigniew Kopczyński

    Ostatnie wpisy autora

    Nowa Konstytucja