Jak finansować szkolnictwo wyższe w Polsce

Data

Polecamy

V Kolumna

Pośród Ukraińców przekraczających naszą granicę zapewne są również potencjalni przestępcy, co okaże się poniewczasie, ale profilaktyczne ich wyłowienie jest niemożliwe.

Refleksje na koniec roku

W dziejach Polski trudne czasy były właściwie zawsze, dlatego rok 2022 (podobnie jak 2020 i 2021) nie stanowi wyraźnego odstępstwa od normy. Nasi przodkowie w trudnych czasach jakoś sobie radzili, więc i my musimy sobie poradzić.

Dziady

Lewactwo porzuciło „klasę robotniczą”, która nie dorosła do szczytnych ideałów komunizmu i znalazło sobie inną, doświadczalną klasę „ciemiężonych” zboczeńców. Wzorem Hindusów okaleczających dzieci, też zaczęło od psychicznego okaleczania dzieci, wprowadzając im lekcje „seksu”.
Uczelnie powinny reagować na potrzeby rynku, a nie kształcić przyszłych bezrobotnych. To zasługa obecnego systemu ich finansowania, w którym 80% środków to bezzwrotne dotacje, a 20% to pożyczki dla studentów. Pora to zmienić

Politycy przedstawiając pomysły na zwiększenie efektywności naszej gospodarki, dostrzegają korelację między wydolnym systemem kształcenia a wzrostem konkurencyjności Polski. Projekty reform sprowadzają się jednak do pudrowania systemu, tworzonego jeszcze za czasów sowieckich.

W kwietniu odbyła się konferencja Rektorów uczelni publicznych i niepublicznych poświęcona reformom w finansowaniu szkolnictwa wyższego. Zarządzający uczelniami tak państwowymi, jak i niepublicznymi, dostrzegli pozytywny wpływ konkurencji na wzrost jakości kształcenia. Wiele ich postulatów zostało uwzględnionych w pracach nad reformą finansowania szkolnictwa wyższego.

Reformy proponowane przez ministerstwo prowadzą do większej otwartości rynku pracy na uczelniach i placówkach badawczych. Wzrost konkurencji, uruchomienie lepszych mechanizmów doboru kadr naukowo dydaktycznych niewątpliwie przyczyni się do podniesienia poziomu nauczania akademickiego i badań naukowych.

Pomysły zaprezentowane przez ministerstwo nie będą skuteczne jeśli nie zmieni się system finansowania szkół wyższych i badań naukowych w zakresie nauk stosowanych. System finansowania nie zmuszający do konkurencji, a jednocześnie sztywna struktura organizacyjna uczelni państwowych, nie wpływa pozytywnie na efektywność funkcjonowania. W przypadku konieczności podjęcia niepopularnych dla pracowników decyzji taka struktura wykazuje swoją słabość.

Zrozumienie, że edukacja jest usługą i podlega prawom rynku z trudem dociera do świadomości decydentów. A przecież rolą polityków jest taka organizacja tego rynku, jego finansowania, żeby wyzwolić energię, innowacyjność i otwartość na zmiany środowiska akademickiego, przyzwyczajonego do etatyzmu i braku konkurencji.

Edukację należałoby pojmować w kategoriach ważnej inwestycji zarówno społecznej jak gospodarczej i politycznej. Wykształcenie staje się coraz ważniejszą wartością współczesnej cywilizacji informacyjnej oraz społeczeństw opartych na wiedzy. Mamy coraz mniej czasu, by sprostać wyzwaniom jakie stawia coraz bardziej konkurencyjna gospodarka globalna.

W Polsce mamy różne podmioty prowadzące szkoły wyższe. Przeważają jednak uczelnie publiczne. Dysponują one budżetami wielokrotnie wyższymi od środków jakimi dysponują nawet największe uczelnie niepubliczne.

Polskie uczelnie na liście szanghajskiej nie zajmują miejsc nawet w pierwszej setce najlepszych szkół wyższych.

Nowa formuła finansowania szkolnictwa wyższego powinna zwiększyć presję konkurencyjną na rynku usług edukacyjnych, zrównując podmioty niepubliczne i publiczne w dostępie do środków, dając jednocześnie pełną autonomię w kształtowaniu budżetu, kultury organizacyjnej ,a także wewnętrznej siatki płac pracowników wyższych uczelni.

Pieniądze podatników wydawane na szkolnictwo wyższe i naukę to inwestycja, która ma być bezpieczna, racjonalnie zarządzana i przynosić wymierne korzyści.

Jednym z ważniejszych komponentów po stronie przychodowej każdej uczelni są wpływy za kształcenie. Analizując rolę państwa w systemie finansowania szkolnictwa wyższego nasuwa się pytanie: czy system, w którym pieniądze dla wyższych uczelni trafiałyby do uczelni za studentem jest w polskim modelu prawnym możliwy?

Uczelnie same określające czesne wynikające z kosztów kształcenia w danej placówce, jak i poziomu cen utrzymujących się na rynku usług edukacyjnych to standard w świecie anglosaskim. Jednak w Polsce mało popularny ze względu na obawy o ograniczenie dostępności kształcenia dla osób z uboższych rodzin.  Państwo może jednak promując rozwój rynku edukacji uruchamiać różne narzędzia pomocowe. Na przykład powołać instytucję finansującą studia osobom do tego uprawnionym, funkcjonującą w formie funduszu pożyczkowego. Instytucja taka finansowałaby naukę poprzez udzielanie niskooprocentowanych pożyczek studentom na kształcenie. Jednocześnie negocjowałaby wysokość czesnego z uczelniami chcącymi uczestniczyć w takim systemie. Wysokość pożyczki uzależniona byłaby od predyspozycji i stopnia przygotowania kandydata.

Gdy kandydat zakwalifikuje się na wybraną przez niego uczelnię i podejmie naukę, instytucja finansująca przekazuje pieniądze na konto uczelni za każdy miesiąc studiów (lub w formie przelewów semestralnych). Student mógłby także dostać pożyczkę na utrzymanie się podczas studiów.

Nasuwa się  pytanie jak ustalić kryteria dostępu do takiego systemu pomocy tak aby umożliwić dostęp do nauki możliwie szerokim rzeszom studentów? W tym celu można by posłużyć się systemem oceny egzaminów maturalnych (np. wprowadzić limit punktowy ocen). Możliwe są też rozwiązania włączające inne mierzalne kryteria. Górny limit pożyczki mógłby być warunkowany wynikami egzaminów i innymi mierzalnymi osiągnięciami kandydata.

Lista uczelni, których studenci byliby beneficjentami systemu przygotowywana byłaby przez MNiSW tylko na podstawie jasno określonych kryteriów merytorycznych. Na takiej liście powinny znaleźć się wszystkie szkoły mające uprawnienia uczelni wyższych w Polsce, a chcące uczestniczyć w takim systemie.

Czy jest możliwe by studenci korzystający z tego systemu podpisywali umowy cywilnoprawne?

Celem takich umów byłoby skuteczne ściąganie zobowiązań. Pomysłem, który wpisywałby się w efektywne przeciwdziałanie negatywnym skutkom emigracji zarobkowej młodych osób, jest przejmowanie przez państwo zobowiązań wobec funduszu, jeśli absolwent podejmując pracę, zobowiązałby  się do odprowadzania podatku dochodowego w Polsce przez okres ustalany przez państwo. Dług byłby stopniowo umarzany, w miarę upływu kolejnych lat podatkowych. W innym przypadku absolwent byłby zobowiązany do spłacenia długu wraz z odsetkami. W ten sposób zdrowa zasada, że społeczeństwo pomagając finansowo w edukacji studenta, czerpie później z tego korzyści w postaci podatków, sama by się promowała.

Na pewno system w którym 80% środków przeznaczane jest na bezzwrotne formy wsparcia a tylko 20% na pożyczki dla studentów jest społecznie kosztowny i nieefektywny.

Forma stypendium powinna być udzielana w losowych przypadkach i nie powinna stanowić formy dominującego narzędzia wsparcia. Forma bezzwrotnych stypendiów ( 80% środków ) i opłacanych kosztów kształcenia studiów stacjonarnych dla 40% studiujących nie sprzyja promowaniu odpowiedzialnych postaw wśród tej grupy studentów uczelni publicznych. Utrwala roszczeniowe, bezrefleksyjne zachowania. Wywołuje frustrację i żal do państwa wśród osób kształcących się na uczelniach niepublicznych czy też w formule niestacjonarnej, że toleruje nierówny dostęp do form wsparcia. Utrzymywanie takiego systemu nie sprzyja także równemu traktowaniu podmiotów działających na rynku edukacji.

Fundusz pożyczkowy, z naszkicowanym wyżej mechanizmem zasilania finansowego, co roku zwiększałby swój budżet dając wsparcie coraz większej grupie studentów. Na pewno pożądane byłoby zwiększenie dostępności do studiów zagranicznych. Konfrontacja z uczelniami zagranicznymi dałaby dodatkowy impuls prorozwojowy dla uczelni krajowych.

Warto zaangażować także organizacje pracodawców. Ewaluacja jakości kształcenia dokonuje się w praktyce w miejscach pracy absolwentów.

Jakie środki Fundusz powinien otrzymywać z budżetu państwa by system się zbilansował?

Nie niższe niż zagwarantowany ustawą określony procent wpływów budżetu oraz wpływy ze spłacanych pożyczek. Optymalnie, dobrze by było gdyby fundusz dysponował już na starcie większym budżetem. Przejściowo niektóre uczelnie publiczne mogłyby mieć problemy finansowe wynikłe z odpływu części kandydatów do uczelni niepublicznych.

Czy zmiana w finansowaniu wyższych uczelni powinna iść w parze ze zmianami w organizacji nadzoru i zarządzania ze strony właściwych instytucji państwowych?

Większa autonomia dla uczelni państwowych to ważny postulat, niestety nierealizowany w pełni przez decydentów. Pojawia się w związku z nim szereg obaw.

Czy zwolnienie Uczelni publicznych od wymogu procedur budżetowych obowiązujących w sferze publicznej, danie swobody w dysponowaniu otrzymywanymi środkami zgodnie ze swoimi potrzebami prowadziłoby do nieprawidłowości czy też pozwoliłoby na lepsze wydatkowanie?

Uczelnie powinny szybko reagować na potrzeby rynku pracy, a w mniejszym stopniu kierować się modami na chwytliwe kierunki, które w rezultacie kształcą przyszłych bezrobotnych.

Uczelnie otwarte na problemy studentów , przyjazne studentom to przyszłość . Taka polityka wraz z systemowymi działaniami na rzecz promocji swoich ofert edukacyjnych, upowszechnianiu informacji, budowie marki na pewno przyciągnie uwagę nie tylko polskich kandydatów na studentów. Ciekawe, że mimo ograniczonych środków uczelnie niepubliczne wykazują sporą aktywność na rynkach zagranicznych. Aby usprawnić funkcjonowanie szkolnictwa wyższego potrzeba konkurencji rynku.

Warto podjąć dyskusję , czy uczelnie wyższe i tak posiadające duży zakres autonomii nie powinny być oddane fundacjom założonym przez właściwe ministerstwa. Taka formuła umocniłaby niezależność uczelni od bezpośredniego wpływu państwa na funkcjonowanie tego ważnego sektora. Nie oznacza to odebrania państwu prawa do prowadzenia polityk w zakresie edukacji wyższej. Wpływ na treści kształcenia ( kierunki zamawiane ), jakość kształcenia czy  warunki kształcenia państwo zachowa narzucając  ramy na kształtujący się rynek szkolnictwa wyższego. Państwo poprzez prowadzenie ewaluacji jakości pracy szkół wyższych miałoby wpływ na kształt rynku i mogłoby skutecznie reagować na możliwe patologie.szkoszkol

Mariusz Patey
Mariusz Patey
Absolwent Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Publicysta specjalizujący się problematyce ekonomii Międzymorza, bezpieczeństwa energetycznego. Były doradca wojewody lubuskiego, były członek rad nadzorczych spółek prawa handlowego związanych z transportem, rozwiązaniami IT dla transportu.

Ostatnie wpisy autora