Wywiad z Andrzejem Voigtem

Data

Polecamy

V Kolumna

Pośród Ukraińców przekraczających naszą granicę zapewne są również potencjalni przestępcy, co okaże się poniewczasie, ale profilaktyczne ich wyłowienie jest niemożliwe.

Refleksje na koniec roku

W dziejach Polski trudne czasy były właściwie zawsze, dlatego rok 2022 (podobnie jak 2020 i 2021) nie stanowi wyraźnego odstępstwa od normy. Nasi przodkowie w trudnych czasach jakoś sobie radzili, więc i my musimy sobie poradzić.

Dziady

Lewactwo porzuciło „klasę robotniczą”, która nie dorosła do szczytnych ideałów komunizmu i znalazło sobie inną, doświadczalną klasę „ciemiężonych” zboczeńców. Wzorem Hindusów okaleczających dzieci, też zaczęło od psychicznego okaleczania dzieci, wprowadzając im lekcje „seksu”.
Niestety w Polsce kłamstwo stało się normalnym narzędziem rozmowy w negocjacjach o Polskę, a zakłamani politycy  bez konsekwencji dalej funkcjonują w przekazach publicznych. Niewiele jest już rzetelnego dziennikarstwa.

Wywiad z Andrzejem Voigtem – od 2018 roku ekspertem Komisji Europejskiej w ramach EIC (Europejskiej Rady ds.Innowacyjności), zaangażowanym w tworzenie instytucji demokratycznych w Polsce po 1989 roku.

Mariusz Patey: Wydał Pan książkę o historii swojego, przyznajmy, nietuzinkowego życia.

Andrzej Voigt: Tak, miałem szczęście i zaszczyt w bardzo młodym wieku pełnić wysokie funkcje polityczne i rządowe w Polsce w latach 1990-2000 i nie chcąc, aby to poszło w zapomnienie, wydałem książkę w 2010 r. pod banalnym tytułem : „Abecadło wg Andrzeja Voigta. Co Nas nie zabije, to Nas wzmocni”. Pierwotnie miała być ona formą intelektualnego zmierzenia się z książką mojego mentora Stefana Kisielewskiego „Alfabet Kisiela” z 1991 r. w 20 lat od jej wydaniu.

Brakowało mi na rynku polskim książki autentycznego świadka przemian po 1990 r., który zarazem trochę z dystansem do siebie opisze polskie elity po 1990 roku, do których w części postsolidarnościowej mnie niektórzy zaliczają. Przyjechałem z Gdańska do Warszawy w 1990 roku, aby „przewietrzyć warszawkę” (śmiech), co zrobiliśmy skutecznie. Polska jest w NATO i w UE, a to się samo nie zrobiło.

Urodziłem się 1966 roku – w 1000-lecie istnienia państwa polskiego i chrztu Polski, a to w pewnym sensie naznaczenie na całe życie polskiego obywatela z tego rocznika. Wychowałem się na Kaszubach w rodzinie o ponad 700 -letnich korzeniach – katolickiej i wielodzietnej. Historia ze słynnego już na całym świecie filmu “ Kamerdyner” (The Butler) Filipa Bajona to częściowo opowieść o mojej wielonarodowej rodzinie – burzliwych przeżyciach Polaków o korzeniach z Kaszub, Saksonii oraz (jak w naszym przypadku) z Ukrainy, Szwecji i Jordanii.

Pytają mnie często: „co u Angeliny Jolie (córki Johna Voigta), „czy Mieczysław Voit to Pana tata”? Uśmiecham się. Nazwisko mam po dziadku Arturze. Gdy pracowałem w rządzie, ktoś rozprowadził plotkę, że jestem kuzynem Danuty Wałęsowej, bo jako młody wtedy człowiek trwałem na stanowisku, a premierzy i ministrowie się zmieniali. Czuję się zaszczycony takimi plotkami.

Czuję się Polakiem i mam wyłącznie paszport polski, choć prominentna osoba próbowała mnie szantażować (sfałszowanymi dokumentami) podczas wyborów parlamentarnych moim niby niemieckim przodkiem uwikłanym w II wojnę światową. Służby pochodzące z PRL-u są zdolne do wszystkiego, o czym przekonałem się niejednokrotnie. Drugie wydanie tej mojej książki ukaże się niebawem i będzie zabawniejsze.

Mariusz Patey: W Pana życiu pojawiły się historie nadające się na scenariusz filmowy do filmu „Układ zamknięty 2”. Czy doczekamy się szerszego opisu historii, jakie pana spotkały, ale już z happy endem?

Andrzej Voigt: Książka opisuje w sposób bezpośredni moje życie wśród elit politycznych oraz gospodarczych Polski i Europy lat 1990 – 2010 oraz ponad 270 osób, które znałem osobiście. Po 10. kwietnia 2010 r. – katastrofie pod Smoleńskiem – postanowiłem, że napiszę o nich tylko dobrze, bardzo dobrze, albo wcale. Dość miałem tej wojny polsko-polskiej, obwiniania się. Straciłem wtedy kilku moich bardzo bliskich znajomych, jak choćby Macieja Płażyńskiego i Arama Rybickiego.

Książka zaczęła żyć jednak swoim życiem. Okładka, na której ja jako czterolatek w bereciku idę po krawędzi flagi polskiej obok rozbitego na dwie części samolotu TU-144, została odebrana jako promocja „jednego z braci, co ukradli księżyc”. Ta sztuka i książka zarazem została doceniona przez ekspertów i jest w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie jako świadectwo swoich czasów, historii.

Świadomie wycofałem się z życia politycznego, bo niskie zarobki w administracji rządowej w tym czasie (rzędu 300-400 USD miesięcznie) nie dawały mi szans na godne życie i utrzymanie rodziny. Poza tym nie chciałem mojej kariery politycznej opierać wyłącznie na doświadczeniu z pracy w administracji. Chciałem zobaczyć, jak wygląda życie przedsiębiorcy w Polsce i sam na siebie sam zarobić, gdyż zawsze ceniłem sobie niezależność finansową.

Mając sprawę karną w toku od 2001 roku czyli od 9 lat – tą książką chciałem przerwać milczenie na temat okoliczności mojego zatrzymania. Wówczas jednak nie mogłem zbyt wiele napisać wprost, gdyż toczyło się śledztwo, więc i przesłuchania świadków. W 2018 roku zostałem całkowicie oczyszczony ze stawianych mi zarzutów.

Ta wg mnie prosta sprawa toczyła się17 lat! Przesłuchano 136. świadków. Książki szkoleniowe NKWD/ KGB: “Znaleźć hak, oczernić, posadzić w areszcie, powołać mnóstwo świadków i rozmyć sprawę w czasie – niech taki zuchwalec chodzi wiele lat w kagańcu oskarżonego” – mocno przesiąknęły rzeczywistość polskiego wymiaru sprawiedliwości. Sprawa ta, jak wielu tysiącom innych ludzi w Polsce, zabrała mi dużą część majątku rodzinnego, zdrowie, rozbiła rodzinę.

Nie poddałem się naciskom, aby na przykład zeznawać na niekorzyść polskich elit postsolidarnościowych, na niekorzyść konkretnych osób, celem wypuszczenia mnie z aresztu wcześniej. Takie naciski były już po 4. godzinach od mojego zatrzymania i były ponawiane w dniu 31 maja 2001 r. podczas przesłuchania w UOP w Gdańsku. Na mnie presja i zagrożenie nie działają – boję się tylko Pana Boga i jego wyroków, a czasy kształtowania się sił politycznych typu KLD, PC czy UD uważam za bardzo dobre dla polskiej demokracji lat 1990-95.

Żadnego odszkodowania do tej pory nie otrzymałem, a straciłem całkowicie aktywa swojej fabryki, zadłużyłem się i dopiero po 4. latach od wyjścia z aresztu wyszedłem na przysłowiowe zero. Dałem radę i rozwinąłem się jeszcze bardziej, jednak nie na długo. W 2013 roku kolejny raz dostałem cios od ludzi ze środowisk, które mnie chciały już wcześniej wykorzystać, a kiedy im się to nie udało – zniszczyć. Zagarnięto nam nowo wybudowaną fabrykę w Wielkopolsce, wartą ponad 65 mln PLN. Znowu z akcjonariuszami, tym razem także z zagranicy, wszystko straciliśmy. Koszmar.

Scenariusz na „Układ zamknięty 2” pisze się ciągle i film czeka na kolejną premierę. A ja czekam na propozycje branży.

Trzeba te praktyki pokazywać publicznie, pokazywać palcem te często skuteczne działania celem zniszczenia ludzi, rodzin, firm przez część wymiaru sprawiedliwości i na zlecenie konkretnych środowisk przestępczych, mających nierzadko korzenie w służbach specjalnych rodem z PRL i ich młodszych wychowanków.

Jak w soczewce skupiają się powiązania biznesu z byłymi pracownikami służb wymiaru sprawiedliwości.

Oskarżono mnie o sprzedaż/kupno za drogo/za tanio akcji pomiędzy naszymi firmami w ramach naszej grupy przemysłowej DMO SMAKU (branża rolno-spożywcza, razem ponad 120 mln PLN przychodów rocznie i ponad 1000 pracowników) i chodziło o kwoty rzędu 2-3 mln PLN, a tak naprawdę (wiedziałem o tym od początku zatrzymania) o wyeliminowanie mnie z finału negocjacji zakupu akcji Rafinerii Gdańskiej SA (RG SA) przez Konsorcjum Gdańskie SA (KG SA) , w którym byłem wiceprezesem Zarządu i głównym negocjatorem w finale prywatyzacji.

KG SA składało się ze sprawdzonych i rzetelnych 17. firm polskich, mających 135 stacji benzynowych w swojej grupie, sprzedających ponad 1,5 mln ton paliwa rocznie, dających po ewentualnym połączeniu wielką wartość dodaną dla rozwoju RG SA. Dowiedzieliście się z Komisji ds. ORLEN-u, co działo się wokoło tej prywatyzacji po 3 latach.

Co się później wydarzyło? Przewodniczący poseł Gruszka dostał wylewu, a jego asystent został oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji. Po latach został oczyszczony przez wymiar sprawiedliwości. Komisja przestała istnieć, jednak udało się zatrzymać tę bardzo nieprzejrzystą prywatyzację ORLEN SA i LOTOS SA i utrzymano je w rękach państwa polskiego, a polski sektor paliwowy prywatny dalej rozwijał się, korzystając z namiastki konkurencji tych podmiotów na rynku polskim. Dzisiaj wprowadzanie projektu łączenia ORLEN i LOTOS to śmierć ekonomiczna sektora prywatnego w Polsce w tej branży i pochodnych.

Mariusz Patey: Pana historia opisana została w książce. Czy coś się zmieniło?

Andrzej Voigt: Moja sprawa główna z 2001 r. zakończyła się dopiero w 2018 roku! Jednak Sędzia doszukał się niejasności w rozliczeniu jednej niewielkiej zaliczki z firmy i ten wątek jest jeszcze wyjaśniany w sądzie już 4 lata, mimo że już raz prokuratura ten sam wątek w 2002 r. umorzyła! Wymiar sprawiedliwości po prostu broni się przed odpowiedzialnością za to, co zrobiono mnie i mojej rodzinie w 2001 r., gdyż wiadomo, że wystąpię o wielkie odszkodowanie. Byłem osobą publiczną, w tym czasie szanowaną i moje działania w sferze gospodarczej nie budziły żadnych zastrzeżeń służb skarbowych.

Mariusz Patey: Co zrobić, by zorganizowane grupy cwaniaków nie były bezkarne?

Andrzej Voigt: Ujawniać publicznie ich nazwiska, nie promować w pracy sądów czy prokuratur, karać sędziów, ale i prokuratorów za przestępstwa. Może warto rozszerzyć kompetencje i urzeczywistnić funkcjonowanie Trybunału Stanu w Polsce? Absolutnie nie może być tak, że sędziowie sami siebie rozliczają ze spraw dyscyplinarnych w ramach swojego środowiska.

Politycy wybierani z mandatu demokratycznego mają obowiązek kontrolować władze sądownicze poprzez przede wszystkim ustanowienie takiego prawa, które umożliwi rozliczanie sędziów mających związki ze światem przestępczym. Absolutnie trzeba powrócić do rozdziału funkcji prokuratora oraz ministra sprawiedliwości oraz ich budżetów rocznych.

Według mnie zasadnicze zmiany w wymiarze sprawiedliwości są możliwe, gdyż jest mnóstwo uczciwych sędziów i polityków w Polsce. Nasza obecność w UE daje gwarancję, że można zawsze wygrać swoją sprawę za granicą. W takiej Kanadzie de facto politycy obsadzają sądy i prokuratury i nie ma skutecznej procedury odwołania się od wyroków sądów krajowych. Doceńmy to, co obowiązuje w Unii Europejskiej.

Mariusz Patey: W Polsce od dawna mówi się o naprawie wymiaru sprawiedliwości, bo sądy od lat są przez Polaków oceniane źle. Poziom zaufania Polaków do sądów jest na nieakceptowalnie niskim poziomie. W międzynarodowych rankingach właśnie wymiar sprawiedliwości od lat ciągnie Polskę w dół. Kolejne ekipy ogłaszały swoje pakiety reform, ale zmian na lepsze w odczuciu społecznym nie ma. Zapytam teraz Pana jako kandydata na Prezydenta RP z 2020 roku: czy jest szansa na naprawę Rzeczypospolitej? Jakie są Pana plany na przyszłość? Czy mimo tak przykrych doświadczeń wiąże Pan swoje plany z Polską?

Andrzej Voigt: Uważam, że w Polsce wiele dobrego wydarzyło się po 1989 roku. Ruch Solidarności w 1980 roku to 10 milionów członków, w tym prawie 2 mln wówczas wywodzących się z PZPR.

Musimy wspólnie jako pokolenie przełomu i młodsze zapracować na odbudowanie zaufania. Ciążą nam czasy stanu wojennego, tysiące aresztowań, aresztów wydobywczych, 3 miliony ludzi (i to głównie młodych), którzy wyjechali bez wiary w nowoczesną Polskę po 1990 roku. Ta naprawa nie nastąpi z dnia na dzień. Zaufanie w polityce to dotrzymywanie słowa na każdym poziomie, realizacja programów. Zaufanie buduje się przede wszystkim na poziomie rodzinnych relacji oraz w swoich firmach i pomiędzy pracownikami. Nasza mentalność jest w tym obszarze na bardzo niskim poziomie.

Za komuny oceniano, że jak nie kradłeś, to byłeś frajerem i takie postrzeganie wg mojego doświadczenia ciągle pokutuje w klasie pracującej. Z fabryk, po zakończeniu ich prywatyzacji, dziesiątki pracowników zostało zwolnionych w ciągu pierwszych 3. lat za pijaństwo i za kradzież, mimo że de facto okradali swoje, gdyż byli w 15 procentach akcjonariuszami tych fabryk. To są fakty.

Co można więcej zrobić dla ludzi ? Trzeba uwierzyć, że warto dotrzymywać słowa, być uczciwym. Kościół i środowiska mediów powinny przemyśleć swoje postępowanie w ostatnich szczególnie latach. Politycy powinni dawać w tym względzie przykład. Charyzmatyczne i świetnie wykształcone osoby są w Polsce, ale trzeba im pozwolić współrządzić, wypowiadać się w mediach.

Niestety w Polsce kłamstwo stało się normalnym narzędziem rozmowy w negocjacjach o Polskę, a zakłamani politycy  bez konsekwencji dalej funkcjonują w przekazach publicznych. Niewiele jest już rzetelnego dziennikarstwa. Zabieganie o trwałość relacji międzyludzkich i rozwój kultury debaty w Polsce o Polsce powinniśmy zacząć od siebie.

Zarazem na stanowiska polityczne w rządzie RP – szczególnie w wymiarze sprawiedliwości, w opiece zdrowotnej, w nauce i szkolnictwie, obronie narodowej – wybierajmy w sposób bardzo przemyślany. Karuzela stanowisk i nazwisk w tych resortach dotychczas nie doprowadziła do zmian jakościowych, a to te obszary życia i stopień zadowolenia obywateli zdecyduje o tym, kto będzie rządził w Polsce niebawem.

Wzmocnienie roli Prezydenta RP w zarządzaniu państwem uważam za niezbędny element zwiększenia skuteczności wprowadzania zmian systemowych w tych wrażliwych sektorach życia publicznego w następnych latach. Nowy prezydent RP powinien zacząć swoją kadencję w 2025 roku od powołania Nadzwyczajnej Komisji Ustawodawczej ds. Konstytucji RP i przeglądu jej dotychczasowych zapisów oraz praktyki ich stosowania celem stworzenia nowych ram prawnych funkcjonowania Polski na miarę potrzeb XXI wieku i jej obywateli.

Zmiana ordynacji wyborczej na jednomandatowe okręgi wyborcze z listą krajową da poczucie ludziom większego wpływu na swoje sprawy. Nie obawiałbym się tu koncentracji życia publicznego do 2-3 ugrupowań politycznych w Polsce. To i tak już zaistniało.

Chodzi mi o danie możliwości wyboru do pełnienia służby publicznej ludzi, mających uznanie środowisk lokalnych i ich zaufanie. Ze względu na mój stosunkowo jak na polityka młody wiek (55 lat) pewnie bardziej nadaję się do aktywnej pracy codziennej i wprowadzaniu zmian w ramach administracji rządowej, aniżeli do pełnienia funkcji mocno reprezentacyjnej, jakim jest funkcja Prezydenta RP w obecnym kształcie prawnym.

Czasy po COVID-19 to bardzo trudne 3-4 lata w odbudowie kraju, zmniejszaniu jego zadłużenia. Ekonomia jest jedna i warto o tym pamiętać, a ja jestem ekonomistą z dużym doświadczeniem w rządzeniu na poziomie ministerialnym czy dużych organizacji. Inflacja, i to wysoka, jest dużym problemem dla milionów pracujących i wynika ona wprost z wielkiego i nowego zadłużenia Polski.

 

Mariusz Patey
Mariusz Patey
Absolwent Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Publicysta specjalizujący się problematyce ekonomii Międzymorza, bezpieczeństwa energetycznego. Były doradca wojewody lubuskiego, były członek rad nadzorczych spółek prawa handlowego związanych z transportem, rozwiązaniami IT dla transportu.

Ostatnie wpisy autora