A gdyby było tak

Data

Polecamy

V Kolumna

Pośród Ukraińców przekraczających naszą granicę zapewne są również potencjalni przestępcy, co okaże się poniewczasie, ale profilaktyczne ich wyłowienie jest niemożliwe.

Refleksje na koniec roku

W dziejach Polski trudne czasy były właściwie zawsze, dlatego rok 2022 (podobnie jak 2020 i 2021) nie stanowi wyraźnego odstępstwa od normy. Nasi przodkowie w trudnych czasach jakoś sobie radzili, więc i my musimy sobie poradzić.

Dziady

Lewactwo porzuciło „klasę robotniczą”, która nie dorosła do szczytnych ideałów komunizmu i znalazło sobie inną, doświadczalną klasę „ciemiężonych” zboczeńców. Wzorem Hindusów okaleczających dzieci, też zaczęło od psychicznego okaleczania dzieci, wprowadzając im lekcje „seksu”.
No i w końcu czołgi ruszyły. Szybko zmiażdżyły pracowicie układane zasieki i poradziły sobie bez trudu z budowanym murem. Wbrew jednak sceptykom i defetystom, Polacy byli przygotowani i odpowiedzieli ogniem.

A gdyby było tak?

„No i w końcu czołgi ruszyły. Szybko zmiażdżyły pracowicie układane zasieki i poradziły sobie bez trudu z budowanym murem. Wbrew jednak sceptykom i defetystom, Polacy byli przygotowani i odpowiedzieli ogniem. Test odporności pancerzy wypadł negatywnie i większość czołgów zamieniła się w słupy ognia. Z płonących wozów wyskakiwały żywe pochodnie. Wkrótce w Internecie pojawiły się zdjęcia poparzonych czołgistów. Młode, szczere, słowiańskie twarze wykrzywione w grymasie bólu.

Temat ochoczo podjęły opozycyjne media i zaroiły się od komentarzy: Czy naprawdę trzeba tak ostro? Czy musimy strzelać? Może najpierw zapytać o co chodzi? Może te czołgi wjechały przypadkiem, bez złych zamiarów? Dlaczego rząd nie użył środków dyplomatycznych, nie zwrócił się do Unii Europejskiej o pomoc w negocjacjach, tylko strzela do czołgów czym się da?

Sytuacja uległa zaostrzeniu, gdy polska artyleria trafiła w autobus z cywilną obsługą wojska, przypadkowo przejeżdżający w pobliżu pola walki. Podobno były tam też dzieci. A zupełnym przypadkiem była tam też ekipa białoruskiej telewizji.

Totalna opozycja wniosła się na wyżyny. Patocelebryci prześcigali się w potępianiu wojska i rządzących, na wyścigi biegli z kwiatami i zniczami pod ambasady Rosji i Białorusi. Oskarżeniom o krew na rękach i ludobójstwo nie było końca”.

Czy to rzeczywiście możliwy scenariusz? Obyśmy nie musieli się przekonać. Opisując tę fikcję, dokonałem pewnej ekstrapolacji, biorąc pod uwagę to, co już się wydarzyło na białoruskiej granicy i dotychczasowe zachowanie opozycji.

A czy można porównywać atak czołgów z forsowaniem granicy przez bezbronnych uchodźców? Można. Przede wszystkim nie są bezbronni. Mamy już z obrażeniami kilku żołnierzy obrzuconych kamieniami. Kamień też jest bronią, kamieniem też można zabić.

Sprawa jest prosta: każde siłowe przekraczania granicy jest agresją – czy to przez kolumnę czołgów, czy tłum nachodźców. Zresztą ci nachodźcy sami są bronią w ręku rzeczywistego agresora. Różnica jest taka, że nikt nie ma moralnych rozterek w kwestii strzelania do czołgów, do uchodźców strzelać trudniej. I na tym polega idea wojny hybrydowej. Na tym, by prowadzić działania agresywne poniżej poziomu powodującego zbrojną odpowiedź zaatakowanego. Płynne podnoszenie tego poziomu spowoduje dezorientację zaatakowanego, utrudnia podjęcie działań obronnych, a w końcu je uniemożliwi.

Obserwując reakcję opozycji i sprzyjających jej mediów, widzimy zalew niesprawdzonych informacji, półprawd i zwykłych kłamstw, podręcznikową ilustrację działania sowieckiej, a teraz rosyjskiej machiny propagandowo – destrukcyjnej: orkiestry, pudła rezonansowe, agenci wpływu, pożyteczni idioci, poputnicy, a wreszcie zwykli zdrajcy. Zdrajcy, bo obrona granic jest obowiązkiem państwa, a kto temu przeszkadza, jest zwykłym zdrajcą. Koniec, kropka.

Ostatnie wpisy autora