Stanisław Florian, Chwilowy brak węgla, czy likwidacja suwerenności energetycznej Polski?

Data

Polecamy

Perspektywy polsko-ukraińskiej współpracy gazowej (2)

Negatywny wpływ na rozwój rynku gazu w Polsce mają ograniczenia prawne. Nieuwzględnienie ukraińskich magazynów, jako miejsca przechowywania rezerw obowiązkowych, ogranicza możliwości polskich firm. Już korzystają z nich firmy z UE

Czy możemy już spać spokojnie?

Jakie pomysły ma rząd na brak pieniędzy? 1.Założenie niższej inflacji niż prognoza NBP. 2.Przywrócenie wyższego VAT. 3.Ustąpienie KE i odblokowanie KPO. Ponieważ nawet nie myśli o cięciach wydatków własnych, to kto za to zapłaci?

Perspektywy polsko-ukraińskiej współpracy gazowej (1)

W 2004 rząd Marka Belki zaproponował Rosji budowę II nitki gazociągu Jamalskiego. I wyraził gotowość do uczestnictwa w gazociągu Amber, omijającego Ukrainę i Białoruś. Kreml przechytrzył wszystkich sąsiadów, wybrał Nord Stream I.
Martwimy się już nie tylko o to po ile kupimy węgiel na zimę, ale czy go w ogóle kupimy. Autor próbuje odpowiedzieć na pytanie kto odpowiada za taki stan rzeczy w kraju śpiącym na złożach własnego węgla. I co zrobi(ł) polski rząd.

Dziwne i sprzeczne opinie pojawiły w przestrzeni medialnej. Oficjalne, że musimy sprowadzać zza granicy i nieoficjalne, że mamy wystarczająco dużo polskiego węgla w dobrej cenie! Co jest prawdą?

Warto zacząć od opinii eksperta, absolwenta Wydziału Przemysłu Akademii Ekonomicznej (dziś Uniwersytetu) w Katowicach, prezesa Stowarzyszenia Polskiej Myśli Strategicznej w Katowicach, dr Wojciecha Błasiaka.

Na tak postawione pytanie autor książki „Zdrada węglowa i jej narodowa alternatywa. Niszczenie polskiego górnictwa węglowego a narodowa strategia rozwoju Polski” (Wyd. Siedem Dni, Katowice 2021) stwierdził:

I jedno i drugie twierdzenie jest prawdziwe. Mamy wystarczające zasoby taniego węgla, dostępne do eksploatacji. Tyle, że rząd i skorumpowana branża elektroenergetyki zwiększała import droższego węgla rosyjskiego i ograniczała wydobycie polskiego. Sprowadziliśmy w zeszłym roku ponad 10 mln ton węgla rosyjskiego i grubo ponad 3 mln ton z innych krajów. Problem w tym, że nie da się z miesiąca na miesiąc zwiększyć mocy wydobywczych o 10 mln ton. Podobno, bo rząd milczy na ten temat, w ostatnich 3 latach wysłano na płatne urlopy górnicze 10 tys. górników. Rządowa polityka likwidacji górnictwa była osłaniana oficjalnym milczeniem.

W książce, która jest encyklopedią wiedzy o polskim górnictwie W. Błasiak napisał:

25 września 2020 postsolidarnościowy rząd premiera Mateusza Morawickiego niespodziewanie ogłosił zawarcie porozumienia ze związkami zawodowymi, na czele z górniczą „Solidarnością”, z Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego, o całkowitej likwidacji polskiego górnictwa węgla kamiennego do roku 2050. Była to decyzja zdumiewająca, gdyż kilkanaście miesięcy wcześniej przedstawiciele tegoż rządu oficjalnie mówili o konieczności budowy nowych kopalń węgla. [Zaś w swoim expose w 2017 roku premier polskiego rządu zapewniał, iż „węgiel jest podstawą naszej energetyki, nie możemy i nie chcemy z niego rezygnować …”]

Tak więc po 5-ciu latach dezinformowania polskiej opinii publicznej, a śląskiej społeczności regionalnej w szczególności, (…) rząd M. Morawickiego ujawnił rzeczywiste, a ukrywane cele i intencje swej polityki energetycznej (…). Co przy tym istotne, decyzja ta spotkała się z milczącą akceptacją wszystkich parlamentarnych ugrupowań politycznych oraz środowisk naukowych i opiniotwórczych.

Rząd M. Morawieckiego zaakceptował w pełni politykę klimatyczną Unii Europejskiej, która zakłada de facto całkowitą likwidację wydobycia polskiego węgla. Unia zastąpiła więc Bank Światowy w destrukcji polskiego górnictwa, tak jak rząd Niemiec zastąpił w tej destrukcji rząd Stanów Zjednoczonych. Rząd M. Morawieckiego zaś okazał się równie kompradorski, jak jego poprzednicy poczynając od 1989 roku. Decyzja o całkowitej likwidacji wydobycia węgla kamiennego w kraju, który posiada 85 procent zasobów najtańszego na świecie źródła energii w Unii Europejskiej, jest rzeczą bez precedensu w historii gospodarczej świata. Jest to bowiem likwidacja całej branży stanowiącej największe bogactwo naturalne Polski (…) Zgoda na likwidację górnictwa węglowego w Polsce jest w istocie zgodą na zagraniczną kontrolę źródeł energii Polski. Kontrola źródeł energii oznacza zagraniczną kontrolę rozwoju gospodarczego Polski, a w konsekwencji otwiera możliwości blokowania jej rozwoju przemysłowego, a szerzej gospodarczego. Utrata suwerenności energetycznej grozi wprost utratą suwerenności gospodarczej w polskiej sytuacji geopolitycznej i geoekonomicznej. Przejście zaś na znaczący udział odnawialnych źródeł energii oznacza skokowy wzrost cen energii elektrycznej i całkowitą utratę konkurencyjności polskiej gospodarki oraz istotne podrożenie kosztów życia ludności.

To druzgocąca opinia. Stanowisko NSZZ „Solidarność”-80 pod adresem premiera Morawieckiego jeszcze 26 kwietnia b.r. wyraził przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki tego Związku, Krzysztof Brzeźniak. Nawiązując do swojego udziału w posiedzeniu Zespołu Parlamentarnego ds. Energetyki oraz Transformacji Energetycznej i Górniczej w Polsce podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, gdzie prelegenci „zaprezentowali możliwości wykorzystania węgla kamiennego z zastosowaniem projektów czystych technologii IGCC, CCS, CCU”, K. Brzeźniak napisał:

 Wiemy, że wykorzystywanie czystych technologii węglowych, kiedyś ekonomicznie nieopłacalnych, dziś staje się realną perspektywą w dobie Pandemii, Wojny. Niezbędne są kluczowe inwestycje finansowane przez Bank Światowy, Fundusz Europejski etc… w ich rozwój na szeroką skalę, które mogą zaowocować w przyszłości przełomem w energetyce konwencjonalnej, w tym zapewnieniem optymalnych magazynów mocy wytwórczych w miksie energetycznym kraju. Niemniej jednak nie możemy zapominać (…), że w czasie brutalnej Wojny tuż za granicą naszego kraju, surowce i minerały dostępne na terenie Polski, muszą być wykorzystane w jak najefektywniejszy sposób celem zapewnienia Niezależności Energetycznej Kraju. Ze względu na obecnie drastyczny wzrost poziomu inflacji, stóp procentowych, kosztów produktów podstawowych, usług itd. musimy zadbać w pierwszej kolejności o nasze dobro narodowe, gdyż nie sztuką jest sprowadzać węgiel z Australii, RPA, tzw. krajów ościennych, ale wykorzystać dostępne i szczegółowo rozeznane pokłady/złoża (z listu przesłanego m.in. do Jacka Sasina – Ministra Aktywów Państwowych, Anny Moskwy – Minister Klimatu i Środowiska).

Oba te głosy wydają się głosami wołających na pustyni. Podobnie jak opracowania Marka Adamczyka i innych ekspertów publikowane na łamach „Śląskiego Kuriera WNET”, dotyczące m.in. opatentowanego od 2014 r. przez Główny Instytut Górnictwa procesu gazyfikacji węgla kamiennego w złożach, co pozwoliłoby udostępniać jego zasoby do głębokości 2,5-3 tys. metrów.

Zapytajmy zatem: czy Polska ma jeszcze suwerenne prawa do własnego węgla?

Czy w wyniku zgody  rządu Morawieckiego na gwarantowanie Wieloletniego Budżetu Unijnego (WRF) oraz pakietu Next Generation EU (NGEU) zasobami naturalnymi państw członkowskich możemy jeszcze swobodnie wykorzystywać i inwestować w te zasoby? Skoro w oficjalnym dokumencie Biura Analiz Sejmowych podano:

Zabezpieczeniem dla wypłacalności Unii jest m.in. art. 9 decyzji, wskazujący, iż w przypadku, gdy zatwierdzone środki zapisane w budżecie UE będą niewystarczające, aby mogła ona wywiązać się ze swoich zobowiązań wynikających z pożyczek, a Komisja nie będzie w stanie zapewnić koniecznej płynności poprzez uruchomienie innych środków, państwa członkowskie winny udostępnić niezbędne zasoby, przy czym maksymalna łączna roczna kwota takich zasobów nie może przekroczyć odpowiedniego – opartego na DNB – udziału danego państwa w nadzwyczajnym i tymczasowym zwiększaniu pułapu zasobów własnych. (Zofia Szpringer, Plan odbudowy Unii Europejskiej, INFOS BAS, nr 8(289), 30 września 2021).

A jeżeli przymusowa dekarbonizacja państw Unii, w tym Polski, jest wynikiem długoletniej rosyjskiej infiltracji politycznych elit unijnych? I stąd wynika obecny szantaż kamieni milowych, narzuconych Polsce nie tylko w zakresie sądownictwa, ale – zwłaszcza – suwerenności energetycznej?

I ostatnie pytanie: kto po stronie polskiej jest za to wszystko odpowiedzialny?

Stanisław Florian

Ostatnie wpisy autora