Kto stoi za ostatnimi wydarzeniami w Kosowie?

Data

Polecamy

Aleja Obrońców Mariupola w Warszawie

W rosyjskiej niewoli wciąż znajduje się ponad 2500 bohaterskich obrońców Mariupola. Najwyższy czas upomnieć się o jeńców i upamiętnić poległych. Zmieńmy nazwę warszawskiej alei, z Armii Ludowej na Aleję Obrońców Mariupola.

Rosyjskie zasoby kadrowe w Europie

Największym bogactwem naturalnym Moskwy, poza ropą i gazem, jest rosyjska agentura ulokowana w strukturach władzy państw demokratycznych. Rosjanie mogą zorganizować pożar w amerykańskim terminalu LNG, strajk lub wymienić premiera.

Grzegorz Górski. Czas przeciąć królewiecki wrzód

Wielka gra wokół Królewca już się toczy. Nieważne, czy nam się to podoba, czy nie. Wyłączenie Królewca - rosyjskiej enklawy - z sankcji przeciwko Rosji, zainicjowane przez Niemcy, powinny uruchomić także nasze myślenie polityczne.
Za ostatnimi wydarzeniami w Kosowie, poza miejscowymi Serbami, może stać nie tylko Serbia, ale też Rosja. Powstanie nowego ogniska wojny w Europie osłabiłoby politykę sankcji wobec Moskwy. I osłabiłoby pomoc dla walczącej Ukrainy.

Od czasu ustania zbrojnej  fazy konfliktu serbsko-albańskiego, co jakiś czas dochodzi do eskalacji na linii Prisztina-Belgrad. Serbia nie pogodziła się z utratą Kosowa, a Kosowo pod osłona sił pokojowych buduje swoją państwowość. Mimo trudności gospodarczych, problemów z przestępczością zorganizowaną, udaje się utrzymywać demokratyczny porządek prawa. Działają różne partie polityczne, odbywają się wolne, niezależne wybory.

W 2021 r doszło do dużych zmian na kosowskiej scenie politycznej.  Dawne partie polityczne zaangażowane wcześniej  w walkę o niepodległość kraju zostały odsunięte od władzy. Wyborcy powierzyli losy kraju nowej generacji polityków.

Społeczeństwo zmęczone korupcją i brakiem sukcesów gospodarczych postawiło na zmiany. Nowy rząd nie zaprzestał działań zmierzających do wzmocnienia państwowości kraju. To nie podoba się Serbom, którzy marzą o ponownym przejęciu kontroli nad Prisztiną.

W miejsce byłych partyzantów albańskich na których ciążyły zarzuty popełniania zbrodni wojennych, jak i czynów kryminalnych, doszli do władzy politycy, którzy nie uczestniczyli w działaniach zbrojnych w latach dziewięćdziesiątych. Premier Albin Kurti był więźniem politycznym służb serbskich , a prezydent  Vjosa Osmani została wypędzona wraz z rodziną  przez armię serbską.

Politycy ci znaleźli partnerów wśród mniejszości serbskiej, gotowych do zaakceptowania niepodległości Kosowa. Ich pojawienie się w parlamencie,  w miejsce członków  kontrolowanej  przez Serbię partii Serbska Lista, może skłonić władze w Belgradzie, tracące już nadzieję na „organiczny” upadek państwowości Kosowa i pokojową “reintegrację”, po sięgnięcie do rozwiązań siłowych. Zwrócona na Ukrainę uwaga krajów Zachodu, może rodzić taką pokusę.

Według chorwackiego dziennikarza  Leo Marića, rząd z Prisztiny prowadzi konsekwentnie politykę budowania państwowości Kosowa. Napotyka przez to na opór Serbii, mającej duży wpływ na mniejszość serbską zamieszkującą północne rejony kraju. Obecny konflikt zaczął się, gdy Prisztina chciała utworzyć normalne międzypaństwowe przejścia graniczne z Serbią, wydać paszporty Kosowa Serbom zamieszkałym w północnym Kosowie i wprowadzić własne tablice samochodowe.

Liczni Serbowie mieszkający w północnym Kosowie chcą zachować obecne status quo, czyli brak uregulowanego stosunku z Serbią. Zorganizowali oni protesty, blokując drogi drzewami (to samo zrobiono w Chorwacji w latach 1990-1991 przed wybuchem zbrojnego buntu tamtejszych Serbów), próbując utrudnić normalne funkcjonowanie służb państwowych Kosowa. Niewykluczone, że są one inspirowane przez Kreml po to, by odwrócić uwagę od Ukrainy.

Rząd Kosowa, chcąc deeskalacji konfliktu, zdecydował się odłożyć wdrożenie budzących kontrowersje rozwiązań do 1 września. Jednak Serbowie wykorzystują sytuację do eskalacji napięcia i starcia z rządem z Prisztiny. Ich strategia to demonstrowanie braku uznania dla  suwerenności Kosowa i podważanie  jego zwierzchności na terenach zamieszkałych przez mniejszość serbską.

Istnieje obawa, że serbskie grupy dywersyjne mogą spróbować sprowokować działania kosowskich służb porządkowych po to, by pojawiły się ofiary wśród ludności cywilnej. To dałoby Serbii pretekst do interwencji zbrojnej.

Taki scenariusz nie jest nieprawdopodobny. W publicznej wypowiedzi prezydent Serbii Aleksandar Vučić miał stwierdzić, „jeśli  Albańczycy chcą zabijać Serbów, Serbia wygra”.

Mariusz Patey (współpraca: Leo Marić)

Mariusz Patey
Mariusz Patey
Absolwent Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Publicysta specjalizujący się problematyce ekonomii Międzymorza, bezpieczeństwa energetycznego. Były doradca wojewody lubuskiego, były członek rad nadzorczych spółek prawa handlowego związanych z transportem, rozwiązaniami IT dla transportu.

Ostatnie wpisy autora