Nie wiemy co by było, gdyby car Rosji Aleksander II nie sprzedał Alaski Amerykanom w roku 1867. Niewykluczone, że do bezpośredniego konfliktu amerykańsko-rosyjskiego doszłoby już pod koniec XIX wieku. Ale sprzedał, dzięki czemu Władimir Władimirowicz Putin – obecny car Rosji – mógł się odwołać do owocnej współpracy rosyjsko-amerykańskiej trwającej ponad 300 lat. To za czasów Piotra Wielkiego pierwsza ekspedycja rosyjska pojawiła się na terytorium Ameryki Północnej, kolonizując i przyłączając Alaskę do Imperium carów.
150 lat później trzeba było spłacać długi wojenne i Rosja słabo rokującą finansowo Alaskę sprzedała Stanom Zjednoczonym. Krytyków tego wybryku w Ameryce nie brakowało. Dopiero po odkryciu jej naturalnych bogactw cena transakcji okazała się mało wygórowana.
Kupiecki rys przetrwał w amerykańskim myśleniu o polityce do dziś. Ma go na pewno obecna amerykańska administracja, w której biznesmeni, na czele z Donaldem Trumpem, odgrywają czołowe role.
To handlowe myślenie jest nieustannie krytykowane przez polityków europejskich, gotowych doprowadzić do upadku nie tylko swoje państwa, ale cały kontynent (vide: Zielony Ład). Mają oni słuszność i wielkie idee na językach. Nie mają jednak ani chęci, ani możliwości nie tylko wyparcia Rosjan z zajętego przez nich terytorium Ukrainy, ale też obrony jej niezajętego jeszcze terytorium … a Rosjanie stale napierają.
Najbardziej kuriozalna okazała się tzw. koalicja chętnych, zrzeszająca państwa europejskie gotowe wysłać swoje wojska na Ukrainę wtedy, gdy Rosja im na to pozwoli i nie będzie do europejskich żołnierzy strzelać. Jest to działanie ośmieszające Europę.
Zetrzeć uśmiech z oblicza Putina mogłaby tylko akcja militarna, wysłanie na Ukrainę wojska państw europejskich i bezpośrednia walka z wojskiem rosyjskim. Ponieważ na to się nie zanosi, Europa w obecnej amerykańskiej grze o świat zostanie zmarginalizowana. Zasługuje na to.
Dlatego jedynym rozwiązaniem, mogącym ocalić niepodległość okrojonej o Krym i Donbas Ukrainy, jest podpisanie przez nią pokoju na warunkach amerykańsko-rosyjskich. Pisałem o tym przed czterema miesiącami.
Cztery miesiące minęły. Zginęło kolejne kilkanaście tysięcy Ukraińców. Rosjanie zdobyli kolejne kilometry kwadratowe ukraińskiego terytorium, nie oglądając się na buńczuczne wypowiedzi przywódców europejskich i prezydenta Zełenskiego.
Czy trzeba jeszcze więcej tego samego, żeby zrozumieć co się stanie, jeżeli Amerykanie wycofają się z negocjacji ze „zbrodniarzem Putinem”?
Na koniec pocieszę wszystkich jastrzębi walecznych głęboko za linią frontu. Jeżeli wynegocjowanego przez USA porozumienia Rosjanie nie będą przestrzegać, na Ukrainie szybko wylądują amerykańscy chłopcy.
Jan A. Kowalski



