back to top
More

    Wybory coraz bliżej

    Strona głównaOpinieWybory coraz bliżej

    Polecamy w dziale

    Co to, kurwa, ma być! – Canal+ promuje przemoc i patologię! [18+]

    Na konferencji przed sobotnią walką została przekroczona granica patologii – jeden z zawodników, po nazwaniu go „transem, który co najwyżej może fiuta do gęby wziąć”, rzucił się na przeciwnika rozcinając mu skórę głowy mikrofonem.

    Czy projekt CPK ma szansę na realizację? 

    Podyskutujmy o CPK. Połączenie kilku lotnisk, aglomeracji warszawskiej i "lotniczych" ośrodków miejskich szybkimi kolejami i drogami, pozwoliłoby na powstanie CPK z tymi lotniskami w roli jego terminali.

    Ślubuję. Tak mi dopomóż Bóg!

    Po decyzji Sejmu o dalszych pracach o zabijaniu dzieci i wyjaśnieniach M. Morawieckiego, że "przez pomyłkę zagłosował przeciw", zapytajmy: jak ma na imię Twój bóg?, bo nasz Bóg mówi: Nie zabijaj!

    Żydowskie ludobójstwo

    Poniedziałkowa śmierć Polaka, cywilnego wolontariusza zabitego przez żołnierzy Izraela, przypomniała nam, co dzieje się od kilku miesięcy w Izraelu. A dzieje się ludobójstwo na miarę holokaustu - eksterminacja miejscowej ludności.
    W Tageszeitung ukazał się artykuł nazywający polskie władze mordercami, a nas społeczeństwem morderców. Takie oskarżenie w ustach niemieckiego dziennikarza ma swoją wymowę. W końcu Niemcy na mordowaniu się znają.

    W lutym minęła rocznica rosyjskiej napaści na Ukrainę. W ciągu tego roku jedynie zupełnie zaślepieni wyznawcy materializmu historycznego nie byli w stanie przekonać się, że historia jest nieprzewidywalna. Podążając za wydarzeniami, zmieniamy naszą świadomość i poglądy, przyjmując zachodzące wydarzenia za oczywiste, choć jeszcze chwilę wcześniej takie oczywiste dla nas nie były. By uświadomić to sobie, wystarczy przypomnieć, co myśleliśmy w przeddzień rosyjskiej agresji.

    Ilu z nas nie wierzyło w wybuch wojny, sądząc, że to tylko straszenie w celu wymuszenia ustępstw? Sam byłem, przyznaję, w grupie niedowiarków. Ilu z nas wierzyło, że Ukraina będzie broniła się tak skutecznie? Mylili się też eksperci, a przynajmniej ci, którzy za takich się uważali. W dniu wybuchu wojny jeden z najwyższych niemieckich generałów zapewniał w telewizji, że jest już po wojnie. Lotniska i centra dowodzenia zniszczone i już po Ukrainie. To samo usłyszał ambasador Ukrainy w Berlinie, gdy w niemieckim MZS prosił o pomoc. Kijów miał upaść w ciągu kilku godzin, góra dni i tyle.

    A przypomnijmy sobie ten, co tu dużo mówić, strach, gdy oglądaliśmy długą na sześćdziesiąt kilometrów kolumnę rosyjskich czołgów w drodze na Kijów. Kto mógł uwierzyć, że wkrótce ulegnie ona dematerializacji?

    Kto spodziewał się, że Polacy, którym totalna opozycja przyprawiała maskę ksenofobów, tyle serca okażą milionom Ukrainek, przyjmując je do swych domów? A państwo polskie, czyli według opozycji pisowskie państwo z dykty, stanie się liderem pomocy Ukrainie. I to pomocy tak skutecznej, że bez niej Ukrainy już by nie było, jak stwierdził doradca prezydenta Żełeńskiego.

    Rok temu z niepokojem w Warszawie i Waszyngtonie, a niecierpliwością w Moskwie, oczekiwano dnia, gdy rosyjski führerek odbędzie triumfalny wjazd do Kijowa. Tymczasem rok później po Kijowie spacerował prezydent Stanów Zjednoczonych, dodając ducha Ukraińcom i upokarzając moskiewskiego satrapę.

    Propaganda Moskali nadrabiała miną zapewniając, że to oni właśnie zgodzili się na wizytę Bidena w Kijowie. Zgodzili się tak, jak Niemcy zgodziły się na wysłanie Leopardów na Ukrainę, gdy Polska zapowiedziała wysłanie nawet bez ich zgody. Lepiej udawać, że panuje się nad sytuacją. A wyglądało to pewnie tak, że do Putina dotarł komunikat: „Słuchaj, Wołodia, podokazywałeś na tej Ukrainie, ale jutro ma być spokój, bo jadę do Kijowa”. I Wołodii pozostało tylko ułożyć ruki po szwam i wykonać. Co gorsze, dla kremlowskiego kacyka jego upokorzenie nie było celem Bidena, a jedynie środkiem do rozpoczęcia kampanii wyborczej.

    Wizyta Joe Bidena spowodowała rozpoczęcie kampanii również polskiej opozycji. Totalsi zadziałali jak zwykle nieudolnie. Najpierw usiłowali zdeprecjonować znaczenie tej wizyty, przekonując, że Warszawa jest tylko przystankiem w drodze do Kijowa. Gdy jednak okazało się, że amerykański prezydent planuje wygłosić ważne przemówienie, rozpoczęli dziecinną licytację, kto z nich ważniejszy, czyli komu Joe Biden ściskał rękę 20, 25 czy nawet 30 sekund. Na dodatek nie upubliczniono zdjęcia lidera opozycji ściskającego dłoń Joe Bidena, co mogło sugerować popadnięcie w niełaskę. Na szczęście po dwóch dniach intensywnych poszukiwań zdjęcie odnaleziono i uratowano pozycję Donalda Tuska.

    Gdy czytałem serię egzegez, co takiego ważnego powiedział lub chciał powiedzieć Joe Biden w ciągu tych krótkich chwil, przypomniałem sobie moje doświadczenie. Tak się złożyło, że w czasie „karnawału Solidarności” reprezentowałem wraz z kolegą Niezależne Zrzeszenie Studentów na kongresie American Student Association w Waszyngtonie. Wśród gości był znany i wpływowy senator Edward Kennedy. Koniecznie chciał z nami porozmawiać i pytał o sytuację w Polsce, a my poczuliśmy w sobie misję i wzbijając się na wyżyny naszej skromnej znajomości angielskiego, zaczęliśmy tłumaczyć skomplikowaną polską rzeczywistość. Nagle błysnęły flesze, a senator w pół naszego zdania obrócił się i oddalił. Nazajutrz w prasie pojawiły się zdjęcia senatora Kennedy’ego rozmawiającego z przedstawicielami studenckiej Solidarności. I o to tylko chodziło.

    Urzędujący prezydent poważnie rozmawia ze sprawującymi władzę. Z opozycją spotyka się kurtuazyjnie, ściskając dłoń i pytając o zdrowie. Jeśli chce również z opozycją poważnie porozmawiać, zaprasza ją na 30, ale nie sekund, a minimum 30 minut. 

    By poprawić nastrój totalsów, proponuję spojrzeć, jak Joe Biden potraktował ich pryncypała. Z przecieków na temat wypadu do Kijowa wynika, że lądował w Ramstein – amerykańskiej bazie na terenie Niemiec. Tym razem kanclerz federalny nie został zaszczycony ani uściskiem dłoni, ani nawet pomachaniem z daleka. Terytorium jego kraju zostało potratowane jak stacja benzynowa: tankowanie, toaleta, kubek kawy i w drogę. W tym zestawieniu sekundy Donalda Tuska wyglądają naprawdę imponująco. Niemiecki kanclerz, by uzyskać posłuchanie, musiał pofatygować się do Waszyngtonu.

    A w kraju totalna opozycja stosuje to, co umie najlepiej, czyli wzbudzanie kolejnych tsunami nienawiści i sprawdzony taniec nad trumnami. Tym razem użyto samobójczej śmierci syna posłanki, by oskarżyć dziennikarza Radia Szczecin, media publiczne i cały PiS o krew na rękach.

    Tak, ujawnianie danych ofiary jest karygodne. Jednak o „synu znanej parlamentarzystki” pisały też inne media, w tym wściekle antypisowskie. Praktycznie po nazwisku mówił o późniejszym samobójcy partyjny kolega jego matki. A jeśli prawdą są pojawiające się informacje, że była to kolejna próba samobójcza zgwałconego chłopca, to trudno obronić tezę, że informacja Radia Szczecin była bezpośrednią przyczyną tragedii. 

    Mało słychać o odpowiedzialności pedofilskiego gwałciciela i tych, którzy powinni opiekować się dzieckiem, pomagać w przezwyciężeniu traumy. Winny jest tylko dziennikarz. A winny być musi, bo to on ujawnił aferę kopertową marszałka Grodzkiego i przez niego trzecia osoba w państwie musi chować się za immunitetem. Takich rzeczy wybaczyć nie można.

    A ja chciałbym wiedzieć, jak to się stało, że pedofil został dopuszczony do bliskich kontaktów z dziećmi? Jak to się stało, że dealer narkotykowy był pełnomocnikiem marszałka województwa do spraw uzależnień? Nie, to nie żart, to zachodniopomorska rzeczywistość. I ciekawi mnie powód zastanawiająco jak na mój gust łagodnej kary, jaką otrzymał pedofilski gwałciciel, faszerujący dzieci narkotykami.

    Cztery lata wydaje się dużo dla normalnego człowieka. Ale za zabawy seksualne z małoletnim kara wynosi według Kodeksu karnego od 3 do 12 lat. Za podawanie małoletniemu narkotyków Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii mówi o karze od 6 miesięcy do 8 lat. Dochodzi do tego też karalne posiadanie narkotyków w większej ilości. I za to wszystko kara łączna to 4 lata i 10 miesięcy? Mniej już chyba nie można. Co musiałby delikwent, zdaniem sądu, zrobić, by zasłużyć na 8 lub 12 lat? Ciekawy jestem, jakie były okoliczności łagodzące. Czy była to legitymacja partyjna i zadziałała doktryna Neumanna, czy też lista klientów dealera? Wiem, te pytania mogą być insynuacjami. Trudno jednak tych pytań nie zadać.

    W Brukseli europosłanka Ochojska zorganizowała wystawę pokazującą Polskę jako kraj mordujący biedaków, którzy usiłują nielegalnie sforsować granicę. Efekt przekroczył chyba oczekiwania. W Tageszeitung ukazał się artykuł nazywający polskie władze mordercami, a nas społeczeństwem morderców. Takie oskarżenie w ustach niemieckiego dziennikarza ma swoją wymowę. W końcu Niemcy na mordowaniu się znają.

    W Polsce tymczasem nagonka na nieżyjących św. Jana Pawła II i kardynała Sapiehę. Paskudna. O tendencyjnej i ahistorycznej interpretacji wątpliwych dowodów napisano już tyle, że nie będę się powtarzał. Środowiska, które kiedyś zarzucały prawicy grzebanie w życiorysach, uprawianie pornografii politycznej i wiarę w wątpliwej wartości dokumenty SB, teraz byle papier ubecki uważają za prawdę absolutną. Oczywiście, można sprawę odwrócić i stwierdzić, że prawica, opierająca się kiedyś na dokumentach SB, teraz je kwestionuje. Tu jednak nie ma symetrii. Prawica mówiła o dokumentach, których autorami były osoby oskarżane o agenturalność, a totalsi mówią o donosach na oskarżane osoby. To jednak zasadnicza różnica.

    Polska opozycja jako jedyna w Europie, a chyba i na świecie, nie ustaje w dążeniu do deprecjonowania swojego kraju za granicą, w myśl zasady „im gorzej, tym lepiej”. Nie rozumie tego, że ta paskudna opinia, jaką wyrabia Polsce, będzie trwała nawet, gdy ona przejmie władzę. Przeciętny Polak nie zauważa zmiany władzy w takich Czechach, Litwie, czy Słowacji, nie mówiąc o krajach bardziej odległych. Przeciętny Europejczyk też nie zauważy zmiany władzy w Polsce. Ale będzie wiedział, że Polska to kraj faszystów i morderców. Kto będzie chciał przyjechać do takiego kraju? Kto będzie chciał robić tu interesy? Już prędzej na Białorusi. Tam przynajmniej jest porządek i nie mordują ludzi.

    Przed ostatnimi wyborami we Włoszech ostrość kampanii i podziałów zbliżała się do polskiej. Wygrali ci, których nie kochali włoscy euroentuzjaści, Komisja Europejska i cała postępowa ludzkość. Ursula von den Leyen zapowiedziała zastosowanie odpowiednich środków, by zawrócić Włochy na właściwą drogę. Włoska opozycja nie odtańczyła wtedy tańca zwycięstwa, lecz zawołała: Hola, hola, my nie lubimy włoskiego rządu, ale to są nasze włoskie sprawy i nasz włoski rząd, a Komisji Europejskiej nic do tego. Czujecie różnicę?

    W tym roku mija 230 lat od II rozbioru Rzeczypospolitej po przegranej wojnie z Rosją. Rosyjską napaść spowodowała prośba Konfederacji Targowickiej do carycy o…, no właśnie, obronę wolności, którą ponoć odbierała Konstytucja 3 Maja i despotyczny (dziś napisaliby faszystowski) rząd. Dzisiaj mamy powtórkę. Karol Marks twierdził, że historia powtarza się jako farsa. Pozostaje mieć nadzieję, że w tej kwestii się nie mylił.

    Ostatnie wpisy autora

    Nowa Konstytucja