Okupowana Białoruś jako gigantyczny przyczółek dla rosyjskiej inwazji

Data

Polecamy

Maria Demidiuk, Wrażenia z pobytu w Polsce

Czerwono-czarna flaga kojarzy mi się z walką narodowowyzwoleńczą, protestami na Majdanie i nie ma znaczenia antypolskiego. Często się zdarza, że osoba dokonująca bohaterskich czynów, popełnia też zbrodnie. Powinniśmy je wyjaśniać.

Próby współpracy polskich i ukraińskich środowisk patriotyczno-narodowych w latach 1945-2022 (2)

Jednym z obszarów, który miał stale podzielić Polaków i Ukraińców jest historia. Oba narody, im dalej od tragicznych wydarzeń, tym bardziej idealizują swoich niezłomnych "bohaterów". Tworzą się mity, z którymi trudno jest walczyć.

Próby współpracy polskich i ukraińskich środowisk patriotyczno narodowych w latach 1945-2022 (1)

Polsko-ukraińskich stosunków nie da się zrozumieć bez znajomości historii. Walczyliśmy z sobą i urządzaliśmy mordy, ale w warunkach wspólnego zagrożenia potrafiliśmy współpracować. Te próby agentura rosyjska zawsze nazywała zdradą
Białoruś jest teraz okupowana de facto i de iure. W kierunku Ukrainy i Litwy suną kolumny rosyjskich wojsk. Białoruś stała się pierwszą ofiarą rosyjskiego Drang nach Westen - jak w 1938 pierwszą ofiarą Hitlera stała się Austria.

Świat spodziewał się, że 21 lutego, po zakończeniu rosyjsko-białoruskich ćwiczeń wojskowych, Rosja wyprowadzi swoje wojska z terytorium Białorusi (choć  uprzedzano Zachód, że wprowadzenie jednostek rosyjskich oznacza de facto okupację naszego kraju).

Teraz mamy okupację de facto i de iure. Zrozumieli to Białorusini, widząc, jak pod oknami ich domów  w stronę granicy z Ukrainą i Litwą suną nieprzerwanie kolumny rosyjskich wojsk, czołgów i wyrzutni rakietowych.

A nad ich głowami wciąż lecą samoloty i helikoptery moskiewskiego okupanta.

Początkowo   na prowincji zbierano się wokół czołgów i oklaskiwano piosenkarzy w mundurach rosyjskich, jak podczas „wyzwoleńczej wyprawy” 17 września 1939 roku. Teraz jednak ogarnęła  ludzi trwoga przed wojną.

Nikt już nie podziwia Łukaszenki, obiecującego kupić najnowocześniejszą rosyjską broń i walczyć razem z Moskwą przeciwko Zachodowi. Jest on powszechnie znienawidzony i to nawet przez najbliższe otoczenie.

W strefie przygranicznej z Ukrainą Rosjanie rozlokowali wiele szpitali wojskowych i zmagazynowali duże zapasy krwi. Co dzień z Rosji przybywają tam pociągi sanitarne i personel medyczny. Są informacje o zmagazynowaniu 80. tysięcy sztuk worków na zwłoki.  Moskwa przygotowuje się na  wielkie straty (zgodnie z  jej tradycją militarną: „Nie liczyć się ze stratami”) i nie kryje się ze swoimi zamiarami, ale obwieszcza  je demonstracyjnie (co rejestrują filmy cywilów i amerykańskie zdjęcia satelitarne). Nad granicą z Ukrainą przelatują najnowocześniejsze samoloty (nazywane „rosyjskimi AWAKS”), a na polach stoją setki helikopterów. Ostatnio Rosjanie przywieźli do tej strefy kilka baterii potężnych miotaczy ognia.

Armia białoruska milczy. Jej generałowie, wyselekcjonowani przez Moskwę, są gotowi wykonać każdy rozkaz  z Kremla.

Co myślą białoruscy żołnierze i młodsi oficerowie?  Nie wiadomo, bo armia jest odizolowana od społeczeństwa, od informacji, poddawana rusyfikacji i intensywnemu „praniu mózgów”. Ale można być pewnym, że w razie wybuchu wojny białoruska młodzież szybko wszystko zrozumie i  odmówi walki w tej obcej wojnie. Na armię białoruską Putin liczyć nie może. Na poparcie społeczeństwa białoruskiego też.

Tak więc Białoruś stała się pierwszą ofiarą rosyjskiego Drang nach Westen, jak w 1938 roku Austria  pierwszą ofiarą Hitlera. 

Zachód nie zauważa tego i nie zamierza zastosować sankcji wobec Białorusi, wciąż traktując reżim Łukaszenki jak legalną władzę. A przecież w 2020 r. społeczeństwo białoruskie wyraźnie określiło swój stosunek do Łukaszenki i jego promoskiewskiej dyktatury. Zachód szybko zapomniał o powszechnym sprzeciwie Białorusinów wobec reżimu, który został uratowany jedynie dzięki rosyjskiej pomocy.

Teraz miliony Białorusinów stały się zakładnikami  zbrodniczej polityki Łukaszenki.

O nich Zachód zapomniał, ale oportuniści (grupa Cichanouska-Łatuszko) są zapraszani w roli  „przedstawicieli demokratycznej Białorusi” na konferencje międzynarodowe w europejskich stolicach. Politycy i dziennikarze zachodni nie zauważają, że wg S. Cichanouskiej i P. Łatuszki wszystkiemu jest winny wyłącznie Łukaszenka. Putin, Rosja i Moskwa nie pojawiają się w żadnym z ich przemówień i jakiejkolwiek wypowiedzi. Tak mogą przemawiać tylko pachołkowie Kremla, którym w Moskwie przygotowuje się teksty wystąpień. Powstaje kuriozalna sytuacja:

niebezpieczeństwo wojny jest realne, a Zachód podejmuje  decyzje,  ufając fałszywym i sterowanym przez Moskwę „działaczom opozycyjnym”. Cenę tej przebiegłej gry mogą w bliskiej przyszłości zapłacić swoją krwią żołnierze ukraińscy, litewscy, polscy…

Nie słychać głosu prawdziwych patriotów białoruskich – ich lidera Zianona Pazniaka (przebywającego w Polsce). Prawda nie interesuje zachodnich mediów i zachodnich polityków.

Przypominamy, że Zianon Pazniak jeszcze 9. lutego wezwał naród białoruski do obrony własnego kraju z bronią w ręku. Skąd się mają dowiedzieć o tym Białorusini i świat, jeśli wciąż działa blokada informacyjna wobec patriotów białoruskich, a Zachód ufa  agenturze Moskwy?

Sytuacja zmienia się błyskawicznie i to na gorsze. Nie zmienia się tylko zachodnia realpolitik, której tragiczne następstwa niedługo odczują  społeczeństwa przede wszystkim naszego regionu – Europy Środkowej.

Valery Buival

Tekst ten dotarł do nas tuż przed jawną napaścią Rosji i Białorusi na Ukrainę. Zdecydowaliśmy go opublikować, bo warto poznać stanowisko białoruskiego patrioty – inne niż to prezentowane przez duet Cichanouska – Łatuszka (red.)

Ostatnie wpisy autora