Śledzie z Jednej Beczki. Punktem odniesienia dla opozycji sprzed 1989 r. nie było społeczeństwo, a Władza

Po raz pierwszy w historii Polski po roku 1989 stare śledzie z beczki, z ławicy pod nazwą Prawo i Sprawiedliwość, odwołały się do rybek spoza swojej beczki, odwołały się do społeczeństwa. Po ostatnim tekście jeden z internautów zarzucił mi, że niczego nie wiem i nie rozumiem. Wszystko wiedzą i rozumieją Aleksander Ścios, Matka Kurka i Jerzy Targalski, a ja próbuję istotę polskiego sporu ściągnąć gdzieś na manowce. Kiedyś w tym zestawie znalazłby się jeszcze Rafał Ziemkiewicz, […]
Podziel się tym artykułem:

Po raz pierwszy w historii Polski po roku 1989 stare śledzie z beczki, z ławicy pod nazwą Prawo i Sprawiedliwość, odwołały się do rybek spoza swojej beczki, odwołały się do społeczeństwa.

Po ostatnim tekście jeden z internautów zarzucił mi, że niczego nie wiem i nie rozumiem. Wszystko wiedzą i rozumieją Aleksander Ścios, Matka Kurka i Jerzy Targalski, a ja próbuję istotę polskiego sporu ściągnąć gdzieś na manowce. Kiedyś w tym zestawie znalazłby się jeszcze Rafał Ziemkiewicz, ale widać popadł w niełaskę obozu dobrej zmiany. Przyjąwszy w pokorze krytykę, spróbuję się wytłumaczyć.

Uwaga, zaczynam! To POPiS powinien dziś rządzić Polską. IV RP była przecież pomysłem wspólnym, jeśli nie wcześniejszym PO i to z roku 2002. Dlaczego tak się nie stało? Odpowiedź na to cuchnące naftaliną pytanie będzie zarazem odpowiedzią na zarzut mojego niezrozumienia świata.

O scenie politycznej Polski po roku 1989 decydował generał bezpieki Czesław Kiszczak. Rok wcześniej, w lutym roku 1988 jako przedstawiciel Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość byłem uczestnikiem spotkania opozycji niepodległościowej. Inicjatorem był lider Konfederacji Polski Niepodległej Leszek Moczulski. Jego intencja ujawniła się niedługo potem, a została potwierdzona wiele lat później w dokumentach IPN.

Zaraz po spotkaniu Leszek Moczulski pognał z listą uczestników do generała Kiszczaka i zaproponował ugodę z inną częścią opozycji, niesolidarnościową, jako jej rzekomy lider. Generał Kiszczak musiał mieć z tego niezły ubaw, bowiem w nagrodę Konfederacja Polski Niepodległej objęła dwa tytuły prasowe i oba niebawem położyła. W sumie logiczne; ówczesny młodzieżowy kapeenowiec Grzegorz Hajdarowicz też potrafił położyć każdy tytuł.

Napisałem to, co powyżej, nie bez powodu. Punktem odniesienia dla opozycji sprzed roku 1989 była Władza, mówiona i pisana z dużej litery. Władza to jest słowo – klucz do zrozumienia mentalności opozycji i jej późniejszego zachowania. Tu nie było miejsca na społeczeństwo, na opinię publiczną, bo ich nie było. Władza nobilitowała poprzez represje, internowanie lub więzienie.

Dlatego trudno jest nawet mówić o opozycji, bo opozycja solidarnościowa i nieliczna niepodległościowa była raczej zbiorem dysydentów. Punktem odniesienia, odwołania i własnej identyfikacji na drabinie ważności społecznej była Władza. Najpierw Partia (PZPR), a potem od połowy lat osiemdziesiątych Służba Bezpieczeństwa i osobiście Czesław Kiszczak.

Znamy się jak śledzie z jednej beczki – powiedział w roku 2002 Jarosław Kaczyński, lider Prawa i Sprawiedliwości, partii zebranej z rozbitków z Porozumienia Centrum i współpracowników jego brata Lecha z Najwyższej Izby Kontroli. Partii wydobytej z odmętów niebytu przez premiera Buzka, za sprawą mianowania śp. Lecha Kaczyńskiego ministrem sprawiedliwości.

Wtedy, w roku 2002 zdumiały mnie te słowa, bo świadczyły o braku dobrego rozpoznania rzeczywistości. Bo w tej jednej starej beczce miały pływać również śledzie z PO, z późniejszym głównym śledziem Donaldem Tuskiem na czele. Już wtedy w roku 2002 opisałem Platformę Obywatelską jako nową partię władzy, nie dziwcie się mojemu zdumieniu.

Oprócz zdumienia, ja, Jan Kowalski – przeciętny obywatel III RP, byłem przerażony takim rozumieniem rzeczywistości. Bo znaczyło to tyle, że dla pretendującej do zarządzania Polską partii punktem odniesienia nie jestem ja, Jan Kowalski ze swoimi problemami (piętro niżej w Kolegium Witkowskiego był Instytut Psychologii), ale stare śledzie z jednej politycznej beczki.

Nadzieja na zmianę tego beczkowego, hermetycznego myślenia o polityce nie przyszła wcale w roku 2005. Bolesne rozpoznanie miało przyjść pięć lat później. Chociaż wtedy wielu świetnych publicystów prawej strony ogłaszało zaistnienie POPiS-u czyli wspólnych rządów PO i PiS, rzeczywistość polityczna nie pozostawiała złudzeń.
Że taka koalicja, koalicja IV Rzeczypospolitej nie nastąpi, było wiadomo najpóźniej w momencie zażądania przez PO wszystkich resortów siłowych. Co zostało wyartykułowane ustami Jana Marii Rokity, niedoszłego premiera z Krakowa. Człowieka, który się szczycił się tym, że zdołał wskoczyć do pociągu z napisem polityka, zanim Czesław Kiszczak odgwizdał moment odjazdu.

Z tej przyczyny nie doszło do wspólnego rządu – Czesław Kiszczak i jego ludzie z WSI nie życzyli sobie tego. Słabe koalicyjne rządy, z co chwilę zmienianymi premierami i ministrami, to była podstawa do przekształcenia państwa polskiego w jedno wielkie żerowisko dla swoich. I gwarancja ich bezkarności.

Rok 2015 szczęśliwie zmienił prawie wszystko. Po raz pierwszy w historii Polski po roku 1989 stare śledzie z beczki, z ławicy pod nazwą Prawo i Sprawiedliwość, odwołały się do rybek spoza swojej beczki, odwołały się do społeczeństwa. Stąd wzięła się cała wygrana roku 2015, prezydencka i parlamentarna. Inaczej by jej nie było. Przecież w mediach i sondażach na długo przed wyborami zwyciężył Bronisław Komorowski. To, co mnie niepokoi, to obawa, że Prawo i Sprawiedliwość może o tym zapomnieć. A jak już wspominałem, chcę, żeby rządziło przynajmniej osiem lat (o powodach pisałem już kilka razy, a za tydzień podpowiem niezawodny sposób).

Myślę, że wszystko jest już jasne. Jakiekolwiek śledzie i ich rozgrywki o dominację nie są dla mnie istotą rzeczy. Z racji samego nazwiska, punktem odniesienia do oceny sytuacji politycznej jest dla mnie tylko i wyłącznie interes społeczny. Interes państwa i narodu polskiego, całego narodu polskiego. Łącznie z lemingami.

Każdemu, kto w interesie jakiejkolwiek hałaśliwej grupki, chciałby narzucić wykoślawione partyjne myślenie ogółowi Polaków, mogę jedynie współczuć. Ale nigdy tego nie zrozumiem, pomimo bagażu pięćdziesięciu czterech lat. Uff.

Jan Kowalski

Podziel się tym artykułem:
Jan A. Kowalski
Jan A. Kowalski
Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.

300 złotych za powrót do szkoły. Skuteczny pomysł na to, jak nie uzdrowić naszego państwa

300 zł należy się każdemu uczniowi w pełni sprawnemu do 20 roku życia i niepełnosprawnemu do 24 roku życia. Powtarzam: każdemu. Po co w związku z tym wypełnianie liczącego 9 stron formularza? Co parę lat powtarza...

Grzegorz Braun na prezydenta Rzeszowa, potem Podkarpacia i wreszcie całej Polski!

Gdyby Grzegorz Braun został prezydentem Rzeszowa i miał władzę przywrócenia normalnej normalności całemu Podkarpaciu, moglibyśmy sami sprawdzić, jaki wariant w walce z Covid-19 jest lepszy. Ale po kolei. Nie udało się Grzegorzowi Braunowi...

Lekarzu, ulecz samego siebie! O tym, dlaczego w Chinach nie ma kolejek do lekarzy

Należy zlikwidować możliwość podwójnej pracy lekarzy. Od chwili podjęcia prywatnej praktyki lekarz nie może być pracownikiem lecznictwa państwowego. I nie może posługiwać się państwowym sprzętem. Chiny to nie tylko Wielki Mur, największa...

Ostatnie wpisy

Finlandia jest gotowa na wojnę z Rosją. A Polska?

Tak twierdzi wódz fińskiej armii, gen. Timo Kivinen. Znając historię wojny rosyjsko-fińskiej 1939/40, powinniśmy mu uwierzyć. Finowie dysponują 280 000 armią i posiadają 1,5 mln sztuk osobistej broni palnej. A czym my dysponujemy?

Status kandydata do UE dla Ukrainy i Mołdawii

Wyprawa prezydenta Rumunii do Kijowa, z Macronem i Scholzem, okazała się bardzo opłacalna. Przy okazji Ukrainy status kandydata do UE nadano też Mołdawii. To pierwszy krok do przyłączenia tej byłej sowieckiej republiki do Rumunii

Hipersoniczny kindżał Putina

Hipersoniczne pociski Kindżał są lotniczą wersją pocisku balistycznego Iskander, zostały ujawnione przez samego Władymira Putina w marcu 2018 roku.

Telewizja dla przygniecionych

O tym jak Putin ukrywa swój majątek u kolegów, o odejściu Jarosława Kaczyńskiego z rządu, o powrocie do węgla, o tym jak największe fundusze inwestycyjne przejmują kontrolę nad żywnością.

Jerzy Targalski, Skretynienie

Obraz przyszłego społeczeństwa w filmie „Idiokracja” potwierdzają badania norweskie i angielskie pokazujące, że od lat 70. XX wieku iloraz inteligencji spada obecnie w tempie 7 punktów na każde pokolenie, czyli co 30 lat.

Rosja podchodzą pod Lisiczańsk

PODSUMOWANIE 118. dnia wojny + MAPY

Siły Zbrojne Republiki Słowacji

W dzisiejszym odcinku Armii Świata przyjrzymy się siłom zbrojnym jednego z dwóch południowych sąsiadów Polski, czyli Słowacji.

Popularne w tym dziale