Nic o nas bez nas? – jak elita zmienia się w klikę

Data

Polecamy

Wszyscy potrafią grać w piłkę nożną, tylko nie my!

Wyszliśmy z grupy po żałosnej grze. Bo Argentyńczycy postanowili nie strzelać nam więcej bramek. Jako kibic i patriota oświadczam: drużyna narodowa w piłce nożnej ośmiesza Polskę. Boimy się walczyć! Kto za to odpowiada? Bagno PZPN

Czy polski węgiel bardziej niszczy Ziemię niż kolumbijski lub gaz … i w czyim interesie?

Przyjmując kolejne europejskie "pakiety" pomocowe zgadzamy się na likwidację polskiej niezależności gospodarczej i politycznej oraz na systemową demoralizację naszej młodzieży przez lgbt+. Jakie zatem będą przyszłe Rzeczpospolite?

Dla Chińczyków wszystko jest wojną! – gen. Robert Spalding: Wojna bez zasad

Po incydencie w Przewodowie ruszyła lawina emocji. A emocje nie służą myśleniu. Osadźmy ten odprysk wojny w szerszym, światowym kontekście - żeby zrozumieć. Pomoże nam w tym dwóch chińskich pułkowników i jeden amerykański generał.
O tym jak Niemcom udało się przekupić i podporządkować sobie elity przywódcze państw przystępujących do Unii Europejskiej pisałem już parę razy. Również tydzień temu. Przekupienie elit politycznych stało się równoznaczne z podporzadkowaniem interesów tych państw interesowi Republiki Federalnej Niemiec. Słowo „federalnej” nie jest tu bez znaczenia. Żeby zrozumieć, jak taki proces mógł zaistnieć, przy braku […]

O tym jak Niemcom udało się przekupić i podporządkować sobie elity przywódcze państw przystępujących do Unii Europejskiej pisałem już parę razy. Również tydzień temu. Przekupienie elit politycznych stało się równoznaczne z podporzadkowaniem interesów tych państw interesowi Republiki Federalnej Niemiec. Słowo „federalnej” nie jest tu bez znaczenia.

Żeby zrozumieć, jak taki proces mógł zaistnieć, przy braku istotnego oporu społecznego wewnątrz tych państw, zajmę  się tu  elitami. Procesem ich powstawania i sensem ich trwania. Na przykładzie Polski, co chyba oczywiste.

Elity polityczne, rządzące Polską po roku 1989, powstały z nadania szefa tajnych komunistycznych służb, generała Czesława Kiszczaka. Dla zapewnienia bezpieczeństwa dotychczasowych komunistycznych towarzyszy, dobrano opozycjonistów o odpowiednim profilu osobowym.

O tym również pisałem, na przykład:

I znowu sukces! Jeszcze jedne takie zwycięskie negocjacje i będzie po nas (refleksje po grudniowym szczycie w Brukseli)

Interesuje mnie tu nie sensacja, a reguła. Elita przywódcza została powołana odgórnie. Zatem w sposób niemający nic wspólnego z klasyczną demokracją. Członkowie elity przywódczej nie są naturalnymi liderami społeczności lokalnych. Nie reprezentują ich interesów, ale rzekomo ogólnopolskie. Wybory w obecnej ordynacji są formą ludycznej rozrywki. A nie podstawowym mechanizmem demokracji, w wyniku którego wyborcy  dokonują korekty swoich oczekiwań. I korekty składu osobowego elity politycznej. Teraz o jej składzie decydują liderzy partyjni. I wybierają spośród osób oddanych sobie, dla realizacji interesów własnych.

W (normalnej) demokracji awans polityka zaczyna się od gminy, poprzez województwo, a na szczeblu państwowym kończy.

Przy czym awans na stanowisko ogólnopaństwowe nie zwalnia nikogo od  zależności od społeczności lokalnej. Odwołanie poparcia dla polityka państwowego w jego gminnym okręgu wyborczym oznacza koniec jego kariery na szczeblu państwowym. Ten sposób doboru elit politycznych państwa wystarczająco zabezpiecza interesy mieszkańców gminy i całego państwa, z gmin się przecież składającego.

Elita państwa, która nie wyrasta z korzenia gminnego, podejmuje decyzje rzekomo w interesie całego państwa, często sprzeczne z interesami społeczności lokalnych, a w ostateczności całego narodu.

Ponieważ ma ogromny wpływ na media i kształtowanie opinii wyborców, ten ostateczny rachunek ujawnia się bardzo późno. Czasem za późno.

Obserwujemy obecnie krach polityki unijnej, upadek dogmatu o zielonej energii, która miała zbawić cały świat i zahamować topnienie lodowców. Oczywiście, że stały za tym Niemcy, chcące z pomocą taniego rosyjskiego gazu dokończyć podbój Europy. I przekształcić ją w Federację Europejską Narodu Niemieckiego. Na szczęście Putin temu procesowi zapobiegł – prawda, że zabawne?

Rozumiem Niemców (przynajmniej na użytek tego tekstu). Zawsze starają się prowadzić politykę w interesie Niemiec. Od czasów ostatniego, pruskiego zjednoczenia w roku 1871, chcą podbić jak największy teren i nim zarządzać. Nie ma to nic wspólnego z naszym polskim interesem. W tym kontekście ostatnie oburzenie na Niemców ze strony polskich polityków jest mniej niż śmiesznie.

Zadajmy zatem podstawowe pytanie: dlaczego wcześniej, przez tyle lat i do ostatniej chwili, właśnie oni – nasza patriotyczna elita polityczna – godzili się na to?  Dlaczego na użytek wewnętrzny wycierają sobie gęby patriotyzmem i barwami narodowymi, a w Brukseli bez mrugnięcia okiem rezygnują z naszej suwerenności?

Przypadek naszego najlepszego patriotycznego premiera jest tu najbardziej wymowny. Po zgodzie na warunkowość, po krachu KPO, Mateusz Morawiecki opowiedział się za jej dalszą centralizacją i federalizacją. Kiedy? Ostatnio. Występując za europejskim opodatkowaniem firm energetycznych od ponadnormatywnych zysków. Jest to jego kolejne wystąpienie za europejskim budżetem centralnym i wspólnymi europejskimi podatkami, czyli wspólnym europejskim państwem. O jakie europejskie stanowisko aplikuje Mateusz Morawiecki dowiemy się wkrótce.

Zatem zadam jeszcze jedno pytanie: czy politycy typu MM powinni nas reprezentować, jeżeli nie pilnują naszych interesów, ani lokalnych, ani narodowych?

Na naszych oczach bankrutuje polityka pełnej michy w zamian za poddaństwo polityczne, gospodarcze i obyczajowe. Polityka uprawiana przez aktualną polską elitę polityczną, której zasadniczą wadą jest to, że reprezentuje samą siebie. Co jest następstwem jej systemowo wadliwego doboru.

Jak to zmienić i o tym, że właśnie z wolności bierze się polska zamożność i siła państwa napiszę za tydzień. Aha, i o tym co to jest dobro wspólne.

Jan Azja Kowalski

 

Jan A. Kowalski
Jan A. Kowalski
Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.

Ostatnie wpisy autora