back to top
More

    Wszystko jedno, czy Andrzej Duda stał, czy siedział. Ważne, że nie klęczał

    Strona głównaFelieton sobotni Jana A. KowalskiegoWszystko jedno, czy Andrzej Duda stał, czy siedział. Ważne, że nie klęczał

    Polecamy w dziale

    Do chrześcijan w Polsce. Marnujemy czas (ost.)

    My, chrześcijanie, nie mamy prawa do istnienia społecznego, jeżeli nie zaproponujemy niewierzącym w Chrystusa lepszego życia. Tu i teraz. Jeżeli proponujemy im tylko wyrzeczenia, a sobie zaszczyty, to znaczy, że nasz czas minął.

    Do chrześcijan w Polsce. Niemieckie oszustwo i polski brak rozumu (7)

    Niemcy emitują 184 x więcej CO2 niż deklarują - donoszą niemieccy ekolodzy. Brawo! Gdzie byli D. Tusk i M. Morawiecki, i nasi patrioci w PE, że tego nie dostrzegali, tylko niszczyli polskie górnictwo w imię ograniczania emisji?

    Do chrześcijan w Polsce. Komu, komu mieszkanie w Krk po 8 tys. za 1 m2? (5)

    Dlaczego mieszkanie w Wwie lub Krk kosztuje 16 000 zł za 1 m2, a w Gorlicach tylko 6 000? To wina systemu zarządzania Polską. Tam biją źródła, z których wypływają strumienie pieniędzy. A ludzie od zawsze wędrują za pieniędzmi.

    Do chrześcijan w Polsce. Co to jest prawda? (4)

    Mamy Credo, dogmaty z roku 381, Dekalog i Ewangelię – wystarczająco dużo dla wszystkich chrześcijan. Nie tylko do wspólnej obrony przed nadciągającymi prześladowaniami, ale też do przywrócenia bożego porządku w naszej ojczyźnie.
    Prezydent Duda chłopcem na posyłki? Wielu wielkich graczy zaczynało światową karierę od podawania piłek. Stulecie wielkości Polski, które za chwilę ma nadejść, może właśnie w ten sposób się zaczęło. Fantastycznie, jak na razie, rozwija się nam sytuacja geopolityczna. Od roku już, od wizyty prezydenta Trumpa w Polsce, podczas której wygłosił tak nas dowartościowujące przemówienie. Żeby jednak ta optymistyczna sytuacja się ustabilizowała, potrzebujemy dwóch rzeczy. Po pierwsze, […]

    Prezydent Duda chłopcem na posyłki? Wielu wielkich graczy zaczynało światową karierę od podawania piłek. Stulecie wielkości Polski, które za chwilę ma nadejść, może właśnie w ten sposób się zaczęło.

    Fantastycznie, jak na razie, rozwija się nam sytuacja geopolityczna. Od roku już, od wizyty prezydenta Trumpa w Polsce, podczas której wygłosił tak nas dowartościowujące przemówienie. Żeby jednak ta optymistyczna sytuacja się ustabilizowała, potrzebujemy dwóch rzeczy. Po pierwsze, kolejnej kadencji Trumpa na stanowisku prezydenta Stanów Zjednoczonych. Po drugie, drugiej kadencji Prawa i Sprawiedliwości i drugiej prezydenta Dudy.

    Druga kadencja Donalda Trumpa pozwoli ugruntować zmianę w polityce amerykańskiej względem Europy. Bo, przypomnijmy, do połowy lat dziewięćdziesiątych głównym sojusznikiem Ameryki na naszym kontynencie były Niemcy, po II wojnie światowej podbite i zwasalizowane narzuconą konstytucją i stałą obecnością okupacyjnego wojska. Ale też Niemcy, które dla odgrywania roli wielkiego europejskiego sojusznika zostały przez USA ogromnie wsparte finansowo. Na początku lat dziewięćdziesiątych, w trakcie wojny bałkańskiej, po raz ostatni widzieliśmy zgodne funkcjonowanie tego amerykańsko-niemieckiego sojuszu. Dzięki niemu wojska serbskie zostały pozbawione wsparcia lotnictwa i zniszczone logistycznie. A Serbia została zbombardowana, upokorzona militarnie i odebrana politycznie Matce Rosji. To było jednak ostatnie takie współdziałanie niemiecko-amerykańskie przeciwko Rosji.

    Po upływie 25 lat wydaje się, że strona niemiecka w tym samym czasie jedynie markowała swoje rzeczywiste zamiary. Z prostego powodu: Niemcy potrzebowali amerykańskiej i europejskiej akceptacji dla osiągnięcia strategicznego celu – swojego zjednoczenia. Odgrywając rolę przyjaznego, handlowego narodu, cel ten osiągnęli bez najmniejszego nawet sprzeciwu sąsiadów i Amerykanów.

    I dopiero parę lat później, właśnie od połowy lat dziewięćdziesiątych, zaczęli ujawniać swoje rzeczywiste zamiary. Teraz już je znamy: zjednoczone Niemcy chcą znowu stać się światowym mocarstwem. Wcześniej podbijając Europę. A jednocześnie zrzucając amerykański protektorat.

    Nie spotkałem przed rokiem 1989, i później również, ani jednego głosu polskiego sprzeciwiającego się ponownemu zjednoczeniu Niemiec. Tak nas Niemcy perfekcyjnie ograli. Ale nie tylko nas. Ograli Stany Zjednoczone i całą Europę, poza jej wschodnią częścią opartą o Ural. Bo silne Niemcy są jak najbardziej w interesie mocarstwowej Rosji. A silne Niemcy i silna Rosja to dla Polski gotowe nieszczęście. Cóż, za późno jest na to, żeby do zjednoczenia Niemiec nie dopuścić. Nie da się ich też bez kolejnej wojny rozbić. Choć szkoda, bo tylko Niemcy podzielone z powrotem na niezależne państwa, jak Bawaria, Saksonia, Szwabia, Brandenburgia itd., przestałyby nas straszyć kolejną wojną lub podbojem od zachodu. Brak zagrożenia z tej strony odsunąłby niejako automatycznie zagrożenie z kierunku wschodniego (ale nie ukraińskiego i białoruskiego, podpowiadam rosyjskim agentom).

    W obecnym czasie jedyne, co mogą zrobić Stany Zjednoczone dla obrony swojej pozycji w Europie, to zneutralizowanie tej niekorzystnej sytuacji poprzez wykreowanie przeciwwagi dla niemiecko-rosyjskiego sojuszu. I, jak się wydaje, zrozumienie tego dokonało się w głowach amerykańskich strategów już w czasie drugiej kadencji prezydenta Obamy. Projekt Trójmorza, z główną w nim rolą Polski jako największego państwa regionu, jest tego najlepszym świadectwem.

    Rzecz jasna, w projekcie Trójmorza nie może uczestniczyć ani Rosja, ani też Niemcy. Bo nie leży w interesie Polski i USA ani niemiecka Mitteleuropa, ani rosyjska Jewropa od Władywostoku po Porto.

    Stąd obecny sojusz amerykańsko-polski jest tak zwanym sojuszem naturalnym. W odróżnieniu od sojuszy fantastycznych, jakie kiełkują czasem w zaburzonych mózgach różnych mitomanów, nazwiska Kornela Morawieckiego przez grzeczność nie wspominając.

    Przeciwnicy takiego sojuszu (lub agentura niemiecka i rosyjska) histerycznie wrzeszczą, że nie jesteśmy pełnoprawnym partnerem USA, a jedynie chłopcem na posyłki. I właśnie stojąca sylwetka prezydenta Dudy, obok siedzącego prezydenta Trumpa, ma być tego widomym przykładem. Tak jakby drugi Donald polityki, Donald Tusk, był kiedykolwiek partnerem dla Angeli Merkel lub Władimira Putina. A tymczasem nie był nawet chłopcem na posyłki, ale chłopcem do bicia.

    Cóż, wielu wielkich graczy zaczynało swoją światową karierę od podawania piłek. Nie ma w tym niczego dziwnego i niespotykanego. Stulecie wielkości Polski, które za chwilę ma nadejść, może właśnie w ten sposób się zaczęło.

    Jan A. Kowalski

    Jan A. Kowalski
    Jan A. Kowalski
    Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.

    Ostatnie wpisy autora

    Nowa Konstytucja