Tolerancja – nie ma takiego słowa w Piśmie Świętym! Grzechu nie można akceptować

Data

Polecamy

Wszyscy potrafią grać w piłkę nożną, tylko nie my!

Wyszliśmy z grupy po żałosnej grze. Bo Argentyńczycy postanowili nie strzelać nam więcej bramek. Jako kibic i patriota oświadczam: drużyna narodowa w piłce nożnej ośmiesza Polskę. Boimy się walczyć! Kto za to odpowiada? Bagno PZPN

Czy polski węgiel bardziej niszczy Ziemię niż kolumbijski lub gaz … i w czyim interesie?

Przyjmując kolejne europejskie "pakiety" pomocowe zgadzamy się na likwidację polskiej niezależności gospodarczej i politycznej oraz na systemową demoralizację naszej młodzieży przez lgbt+. Jakie zatem będą przyszłe Rzeczpospolite?

Dla Chińczyków wszystko jest wojną! – gen. Robert Spalding: Wojna bez zasad

Po incydencie w Przewodowie ruszyła lawina emocji. A emocje nie służą myśleniu. Osadźmy ten odprysk wojny w szerszym, światowym kontekście - żeby zrozumieć. Pomoże nam w tym dwóch chińskich pułkowników i jeden amerykański generał.
Zachłysnęliśmy się namiastką wolności, która zawitała do nas po roku ’89. Tym, że możemy już wszystko, bo komuna się skończyła. A okazało się, że możemy jedynie oddać się swobodzie obyczajowej. Jest za to słowo miłość, o czym przypomniał w swoim kazaniu ksiądz proboszcz małej nadmorskiej parafii. Miłość, która każe nam kochać bliźniego pomimo jego grzechu; z samej racji bycia dzieckiem bożym. To miłość każe nam iść do tego, który grzeszy, […]

Zachłysnęliśmy się namiastką wolności, która zawitała do nas po roku ’89. Tym, że możemy już wszystko, bo komuna się skończyła. A okazało się, że możemy jedynie oddać się swobodzie obyczajowej.

Jest za to słowo miłość, o czym przypomniał w swoim kazaniu ksiądz proboszcz małej nadmorskiej parafii. Miłość, która każe nam kochać bliźniego pomimo jego grzechu; z samej racji bycia dzieckiem bożym. To miłość każe nam iść do tego, który grzeszy, i zaoferować mu naszą pomoc w przezwyciężeniu grzechu. Nawet i najczęściej narażając się na wyśmianie i wyzwiska. Donośny śmiech i głośne wyzwiska, bo szatan – pan grzechu – jest hałaśliwy. Dla chrześcijanina nie ma i nie może być zgody na grzech. Dlatego chrześcijanin nie może być tolerancyjny. Nie może być tolerancyjny w sprawach dotyczących wiary, jeżeli miałoby to oznaczać akceptację dla grzechu, cudzego lub własnego.

W takim rozumieniu słowa Pan Jezus nie był tolerancyjny. Nie znajdziemy w Ewangeliach ani jednego przypadku, mogącego sugerować zgodę Chrystusa na inny model życia. Na odmienność bądź rozwiązłość seksualną. Na to, czego od nas, chrześcijan, domagają się wszelkiej maści zboczeńcy i ich poplecznicy.

W scenie z jawnogrzesznicą nasz Pan nie mówi przecież: idź i uważaj na siebie, żeby już nikt cię nie przyłapał. Mówi: idź i nie grzesz więcej!

Nie potępia jej, wykazując zarazem jej prześladowcom żądnym mordu, że nikt z nas, ludzi, nie jest bez grzechu. I to, że zła i grzechu nie da się zabić, jak często w ułomnym oglądzie rzeczywistości śmiemy uważać. Zło i grzech może być przezwyciężony jedynie ogromnym wysiłkiem własnym grzesznika i łaską bożą.

Z tego to powodu bardzo zmartwił mnie wpis aktora młodego pokolenia, Macieja Musiała: „Love is love” z okazji parady zboczeńców (czyli Równości wszystkich zboczeńców względem siebie), przy szatańskiej tęczy. Tego samego Macieja Musiała, który nie tak dawno manifestował swoją katolicką wiarę. A teraz zdobył się na zakrycie swojego młodzieńczego torsu – co za poświęcenie – koszulką z gejowską, szatańską tęczą i napisem „love”. I komentarz na Twitterze: love is love. A przecież to nieprawda. Seksualne wykorzystywanie innych dla zaspokojenia własnej żądzy nie ma nic wspólnego z miłością. Jest wręcz jej zaprzeczeniem. Bo miłość, jak naucza nas Pismo Święte, jest poświęceniem dla drugiego człowieka, aż do poświęcenia swojego życia w przypadku miłości doskonałej, absolutnej.

Jeżeli kochasz kogokolwiek z ludzi biorących udział w tej paradzie, Maćku Musiale, to idź do niego i zaproponuj mu zerwanie z grzechem. Nie utwierdzaj go w grzechu, bo w ten sposób sam grzeszysz!

Przywołałem tu Maćka Musiała tylko w charakterze głosu pokolenia, a nie żeby się znęcać. Sam mam dzieci odrobinę tylko starsze i niestety tak samo zagubione w swych ocenach. Dlatego współczując rodzicom Maćka, współczuję także sobie. Gdzieś musieliśmy popełnić błąd. I to koszmarny błąd. Zachłysnęliśmy się namiastką wolności, która zawitała do nas po roku ’89. Tym, że możemy już wszystko, bo komuna się skończyła. A okazało się, że możemy jedynie oddać się swobodzie obyczajowej. Takiej samej, jaką w roku 1918 wprowadzała w Rosji bolszewicka minister Aleksandra Kołłątaj. A teraz na dodatek ta „wolność” nadchodziła z Zachodu, wymarzonego Zachodu, do którego za wszelką cenę chcieliśmy dołączyć.

To my, rodzice, jesteśmy głównymi sprawcami popadnięcia naszych dzieci w tę nową herezję. Herezję, która wszystko relatywizuje, odrzuca bojaźń bożą i każe nam akceptować=tolerować grzeszne zboczenia. Niepostrzeżenie, indywidualnie, a po zsumowaniu – w liczbie 25 milionów dorosłych Polaków, zaakceptowaliśmy systemowe demoralizowanie naszych dzieci. Rzadkie przypadki dorosłych świadomych zagrożenia nie na wiele się zdały. Bo na dzieci największy wpływ, choć rodzicom inaczej się czasem wydaje, ma otoczenie rówieśników. Problem z akceptacją bądź odrzuceniem przez środowisko jest największym wyzwaniem każdego dorastającego człowieka.

Pozwoliliśmy zwyciężyć bolszewikom z ich wizją świata, człowieka i szczęścia. Pozwoliliśmy im zawłaszczyć pojęcia i codzienny język. Najpierw pozwoliliśmy oddzielić miłość od seksualności, a teraz pozwalamy nazywać miłością mechaniczną czynność seksualną. Już nie „kochamy kogoś”, ale „kochamy się”. A kochać się możemy z kimkolwiek, byle sprawił nam przyjemność. Co ja mówię, jaką przyjemność, niebo i raj – największe dobro, jakie może człowiek posiąść tu i teraz. Bo wieczności przecież nie ma, a jeżeli jest, to z definicji każdy zostanie zbawiony lub odrodzi się w nieskończonym procesie reinkarnacji.

Pozwoliliśmy też zawłaszczyć bolszewikom instytucje społeczne, które nie służą już dobremu dorastaniu naszych dzieci, ale je systemowo demoralizują. Utraciliśmy media, instytucje kultury, masową rozrywkę, modę. A teraz jeszcze próbuje się nam odebrać szkołę i zniszczyć Rodzinę i Kościół. I wydaje się, że jest to proces postępujący i nieuchronny.

Hej, Ludzie!, chrześcijanie wszelkich odłamów! A może byśmy trochę powalczyli, prawdziwie po chrześcijańsku? Zaczynając od usunięcia źdźbła z własnego oka, dla lepszego oglądu rzeczywistości?

Jan A. Kowalski

Jan A. Kowalski
Jan A. Kowalski
Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.

Ostatnie wpisy autora