Różnica zdań – początek czy koniec dyskusji?

Data

Polecamy

A może, za przykładem Giorgii Meloni zrobimy Rzym w Warszawie?

Rzym w Warszawie? Dlaczego nie? Jak to zrobić pokazała nam Giorgia Meloni. Należy stworzyć patriotyczny obóz odwołujący się do tradycyjnych wartości, proponujący inny niż PiS, obywatelski sposób zarządzania państwem. Lepszy sposób

Nic o nas bez nas? – jak elita zmienia się w klikę

O tym jak Niemcom udało się przekupić i podporządkować...

Niemiecka biurokracja kiedyś nas wykończy!

A może weźmiemy przykład z Wielkiej Brytanii? Anglicy opuścili UE ponieważ dalsze w niej pozostawanie było dla nich nieopłacalne. Niemiecka, biurokratyczna organizacja UE była dla nich nie do przyjęcia. Polskę również to wykańcza.
Kiedyś różnica zdań stanowiła początek dyskusji. Teraz oznacza koniec rozmowy. To wynik drastycznej zmiany, jaka się dokonała w polskim szkolnictwie w latach 90. Zamiast uczyć samodzielnego myślenie, szkoła produkuje konformistów.

Gdy dorastałem, a było to jeszcze w komunizmie, różnica zdań stanowiła początek dyskusji. Teraz oznacza koniec i usunięcie z „mojego” Facebooka. Szczególnie, jeżeli chcemy podyskutować z pokoleniem 30- i 40-latków. Jak to się stało, że 30 lat po odzyskaniu niepodległości nie potrafimy już ze sobą rozmawiać mając różne poglądy?

Winna jest szkoła i najpoważniejsza zmiana, jaka się dokonała w latach 90-tych, czyli wyrzucenie do kosza myślenia krytycznego i logicznego związku przyczyna-skutek. W zamian nasze dzieci dostały papkę rozmiękczającą mózgi, streszczenia lektur i słowa-klucze. Obowiązkowe słowa-klucze, których użycie, zamiast logicznej obrony swojej tezy, zaczęło decydować o ocenach i  wynikach egzaminów.

Szkoła zamiast uczyć samodzielnego myślenia, zaczęła uczyć umiejętności zdawania egzaminów według odgórnych oczekiwań. Tak wyrosło pokolenie  pozbawione umiejętności myślenia krytycznego i rozwiązywania problemów, i umiejętności dyskutowania. Albo się ze mną zgadzasz i lajkujesz moje posty, albo wypad.

Młodzież uczona jest autopromocji, graniczącej niebezpiecznie z narcyzmem. Mogliśmy to w formie tragikomicznej zaobserwować po najeździe Rosji na Ukrainę.

Tylko kilku dziennikarzy przekazywało to, co tam się rzeczywiście dzieje. Większość zasypywała nas swoimi cierpiącymi lub bohaterskimi pozami z daleka od frontu. Oczekując na lajki w mediach społecznościowych.

Jeden z takich dziennikarzy, zawsze na pierwszym planie (ruiny i cierpienie w tle), usunął mnie właśnie ze „swojego” Facebooka. Jego ego nie zniosło mojej opinii na temat ułożenia jego palców, dla mnie satanistycznego – oczywiście, że jestem przewrażliwiony na tym punkcie z racji osobistych przeżyć. Dla jasności, nie zarzuciłem mu propagowania satanizmu, tylko zapytałem czy musi demonstrować rogi kozła zamiast zwyczajnie pokazać V.

Najbardziej przykre jest to, że jest to „nasz” dziennikarz, prawy katol – jak sam siebie określa – z krzyżem na wierzchu. Na dodatek uczeń nieodżałowanego Jerzego Targalskiego. Może dlatego zaprosił mnie kiedyś na FB?

Nie ma znaczenia kto ma/miał rację. Nie muszę mieć racji. Ale uważam, że zadawanie się tylko z ludźmi, którzy się z nami we wszystkim zgadzają jest ograniczające i ogłupiające.

Za komuny, gdy okazywało się, że w kilkoro mamy takie samo zdanie, jedna osoba z obowiązku musiała mieć inne. To dzięki różnicy poglądów, popartej dyskusją na argumenty, rozwija się nasz umysł. I znajdujemy najbardziej optymalne rozwiązanie nurtującego nas problemu. Dyskusja to dla naszego mózgu trening, jak dla mięśni wysiłek fizyczny. Bez dyskusji nasze szare komórki obumierają.

To może zacytuję największy dla nas chrześcijan (i katoli?) autorytet:

Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?

W czasach Pana Jezusa nie było Facebooka, dlatego nie mógł zadać współczesnego pytania:)

Jeżeli nie zmienimy systemu ogłupiania naszych dzieci, jakie proponuje obecna polska szkoła, zginiemy. Garstka ludzi myślących zostanie zneutralizowana przez zewnętrze, wrogie Polsce ośrodki, zainteresowane trwałą słabością naszej Ojczyzny. I przez centrale partyjne, które sugerują, że to dla dobra Polski nie powinniśmy dyskutować, a jedynie manifestować nasze poparcie.

Mam nadzieję, że trochę nonkonformistów jednak prześlizgnęło się przez sito szkolnej cenzury. I występują także w pokoleniu 30+. Najwyższy już czas, żeby zaczęli dyskusję nad ustrojem naszego państwa. Po to, żeby znaleźć najlepsze rozwiązanie.

Jan Azja Kowalski

PS. Odwiedził mnie wczoraj 38-letni znajomy (wykształcony, również za granicą), który potwierdził wszystkie moje lęki i tym samym napełnił mnie odrobiną nadziei. Dzięki, Marku😊

Jan A. Kowalski
Jan A. Kowalski
Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.

Ostatnie wpisy autora