Chaos w naszych chrześcijańskich głowach. Sex to znaczy po prostu płeć (3)

Data

Polecamy

150 posłów w Sejmie – dlaczego tak dużo?

63% Polaków chce ograniczenia liczby posłów do najwyżej 150. Jednak czy potrzebujemy aż tylu w warunkach klubowej dyscypliny? A może zmieńmy zasadę liczenia i powróćmy do koncepcji z I Rzeczpospolitej. Sejm będzie liczył 78 osób.

Finlandia jest gotowa na wojnę z Rosją. A Polska?

Tak twierdzi wódz fińskiej armii, gen. Timo Kivinen. Znając historię wojny rosyjsko-fińskiej 1939/40, powinniśmy mu uwierzyć. Finowie dysponują 280 000 armią i posiadają 1,5 mln sztuk osobistej broni palnej. A czym my dysponujemy?

Towarzystwo jednego mordu – przedostatniego

Jak się pewnie domyślacie, chodzi o towarzystwo mordu ukraińskiego. Wołyń nie był ostatni, ale to on jest eksponowany jako najważniejszy. Zwłaszcza teraz, gdy Rosjanie mordują Ukraińców. Zatem przypomnijmy kilka innych mordów...
Do czego służy ta rzekomo najważniejsza dziedzina naszego zachowania i życia, opisywana przez seksuologów? Do rozważania problemów związanych z pożądaniem i cudzołóstwem, zjawiskami starymi jak świat. Wiem, wiem, czekaliście z niecierpliwością, a niektórzy z obawą, na mój felieton o seksie. Zatem do dzieła! Na początku, w zgodzie z własnym doświadczeniem, rozumem i sumieniem, pragnę Was poinformować: nie ma czegoś takiego jak seks. Nie występuje w przyrodzie. To tylko nasze zdemoralizowane mózgi, ulegając pokusom szatana, wykreowały tę fikcję. […]

Do czego służy ta rzekomo najważniejsza dziedzina naszego zachowania i życia, opisywana przez seksuologów? Do rozważania problemów związanych z pożądaniem i cudzołóstwem, zjawiskami starymi jak świat.

Wiem, wiem, czekaliście z niecierpliwością, a niektórzy z obawą, na mój felieton o seksie.

Zatem do dzieła! Na początku, w zgodzie z własnym doświadczeniem, rozumem i sumieniem, pragnę Was poinformować: nie ma czegoś takiego jak seks. Nie występuje w przyrodzie. To tylko nasze zdemoralizowane mózgi, ulegając pokusom szatana, wykreowały tę fikcję. Jak Yeti, potwora z Loch Ness i Jednorożca. Fikcję mającą usprawiedliwić nasz grzech. Bo do czego służy ta rzekomo najważniejsza dziedzina naszego zachowania i życia, opisywana przez seksuologów? Do rozważania problemów związanych z pożądaniem i cudzołóstwem, zjawiskami starymi jak świat. Starymi jak grzech pierworodny.

Dlaczego jednak takie zjawiska jak seks i seksualność zostały udanie wykreowane i wszczepione do naszych mózgów? Powód jest banalnie prosty, jak w przypadku każdej udanej mistyfikacji. Kto z Was, chrześcijan, dałby się przekonać do przyjęcia wprost grzechu śmiertelnego? Do zaakceptowania pożądania, nieczystości i cudzołóstwa? Potrzebny był bardziej subtelny zamysł, bardziej wyrafinowane kłamstwo. To dlatego dzisiejszy świat nie mówi już, że ktoś popełnia zdradę i cudzołoży. O nie, on/ona ma romans. Romans – jakie piękne słowo. Prawie jak ballada.

W przypadku większości z nas zaczyna się niewinnie – jak w reportażu z lat osiemdziesiątych, opisującym makabryczną zbrodnię – od dwóch butelek wina.

Kobieta chce się podobać mężczyznom, a mężczyzna chce mieć powodzenie u kobiet. Co w tym zdrożnego? Liczba mnoga, Moi Drodzy. Wszystko byłoby w porządku, gdyby kobieta chciała być zdobyta przez upatrzonego przez siebie mężczyznę. A mężczyzna chciał zdobyć na zawsze tę jedyną.

Oznajmił mi kiedyś 40-latek, zdeklarowany katolik, że ma problem z kobietami. Nie, nie z kobietą, ale z kobietami. Już po nawróceniu wiedziałem, że nie ma on żadnego problemu z kobietami, tylko ze sobą. Nie zdołałem go przekonać i dalej szuka tej jedynej, która potrafiłaby spełnić jego oczekiwania. Niszcząc życie drugiej osoby, opuszczonego dziecka i swoje własne. I dalej pięknie mówi o Bogu.

Tu dochodzimy do sedna problemu z „seksem”. Gdy zaakceptujemy nadrzędną rolę płci w naszym życiu i myśleniu o życiu, przestajemy widzieć świat oczami bożymi. I zaczynamy błądzić jak dziecko we mgle. Przestajemy wiedzieć, jak żyć. Zaczynamy dostrzegać braki w naszym płciowym (= seksualnym) wykształceniu. Fizyczna strona miłości nie uzupełnia już miłości duchowej, chrześcijańskiej. Wręcz przeciwnie, zostaje jej pozbawiona. A potem, od strony potrzeby fizycznej, zaczynamy szukać zaspokojenia własnej duchowości. Z drogi Wiary wchodzimy na manowce New Age, poletko szatana. I zaczynamy budować swoją fałszywą duchowość, wypierając zarazem z duszy Ducha Świętego.

Zaczynamy wygadywać idiotyczne teksty: bo my/wy kobiety, bo my/wy mężczyźni – na każde usprawiedliwienie naszej słabości, naszego grzechu. I wierzyć w nie. A ponieważ straciliśmy drogowskaz dany od Boga, musimy szukać poradników świeckich (= antychrześcijańskich), jak odnaleźć prawdziwą miłość według naszych naturalnych potrzeb kobiecych lub męskich. Oczywiście z podręczników udanego życia (seksualnego) dowiemy się, jakie są to potrzeby i czego nam brakuje. To znaczy nauczymy się tego, bo często nawet nie podejrzewaliśmy, że właśnie tego oczekujemy. I od tej pory możemy domagać się, zgodnie z przyswojoną wiedzą, pełnego zaspokojenia fizycznego i duchowego od partnera, aktualnego lub idealnego, którego mamy nadzieję wkrótce spotkać.

Jeżeli chcemy dostrzec na przestrzeni lat regułę, to jest jedna: im więcej poradników i im większa nasza wiedza płciowo-emocjonalna, tym więcej nieudanych związków, rozwodów, nieszczęśliwych dzieci i aborcji. I kozetek w poradniach psychoanalityków i seksuologów. Może zatem dajmy sobie spokój z tą wyimaginowaną sferą naszego życia i zajmijmy się tym, co ma sens?

Zajmijmy się miłością. Miłością chrześcijańską, która stoi w całkowitej opozycji do zjawiska przedstawionego przeze mnie powyżej. Nikt tak pięknie jak święty Paweł nie pisał o miłości, dlatego w wolnej chwili przypomnijcie sobie jego Pierwszy list do Koryntian. Na takiej właśnie miłości do Boga i do bliźniego powinien być budowany nasz doczesny świat i nasza nadzieja na życie wieczne. To nią przesiąknięte są wszystkie Przykazania. Bo bez niej to tylko puste formuły.

Jednak miłość dwojga ludzi, zwieńczona wspólnym potomstwem, jest szczególna. Dotyczy konkretnego mężczyzny i konkretnej kobiety. Jej nieodłącznym atrybutem jest wierność, cierpliwość, gotowość do poświęceń. A wszystko to w kontekście miłości otrzymanej przez każdego z nas od Pana Boga. I wyeksponowanej przez jego Syna dwa tysiące lat temu. Piszę o każdym z nas dla podkreślenia różnicy pomiędzy płciowym i każdym innym kolektywnym postrzeganiem rzeczywistości a chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo, chrześcijański personalizm, zakłada zawsze odrębność, wolną wolę i odpowiedzialność każdego człowieka za swoje życie i swoje wybory.

Chrześcijańska miłość dwojga ludzi to zarazem nie zapatrzenie w siebie, jak u pogan, ale wspólna droga ku zbawieniu, którą nam wytyczył Jezus Chrystus. Droga, którą jest Jezus Chrystus. Kochamy współuczestnika tej wędrówki nie dla, ale pomimo jego wad. A z własnych wad i grzechów staramy się w świetle bożej prawdy wzajemnie wyzwolić. Gdy jedno próbuje zejść z Drogi, bo pociągają go/ją manowce tego świata, partner trzyma mocno za rękę i na to nie pozwala. Nie pozwala siłą miłości otrzymanej od Boga. Czasem się nie udaje. Nie z braku podręcznikowej wiedzy jednak, ale z braku prawdziwej, bożej miłości.

Wiem, miało być o seksie. Jak widzicie, chrześcijanin – jakkolwiek by zaczął, to i tak kończy na miłości 

Jan Azja Kowalski

PS Lekturę Hymnu o miłości świętego Pawła polecam szczególnie wszystkim uczestnikom ostatniego Święta Niepodległości, bez różnicowania stron.

Jan A. Kowalski
Jan A. Kowalski
Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.

Ostatnie wpisy autora