A może, za przykładem Giorgii Meloni zrobimy Rzym w Warszawie?

Data

Polecamy

Wszyscy potrafią grać w piłkę nożną, tylko nie my!

Wyszliśmy z grupy po żałosnej grze. Bo Argentyńczycy postanowili nie strzelać nam więcej bramek. Jako kibic i patriota oświadczam: drużyna narodowa w piłce nożnej ośmiesza Polskę. Boimy się walczyć! Kto za to odpowiada? Bagno PZPN

Czy polski węgiel bardziej niszczy Ziemię niż kolumbijski lub gaz … i w czyim interesie?

Przyjmując kolejne europejskie "pakiety" pomocowe zgadzamy się na likwidację polskiej niezależności gospodarczej i politycznej oraz na systemową demoralizację naszej młodzieży przez lgbt+. Jakie zatem będą przyszłe Rzeczpospolite?

Dla Chińczyków wszystko jest wojną! – gen. Robert Spalding: Wojna bez zasad

Po incydencie w Przewodowie ruszyła lawina emocji. A emocje nie służą myśleniu. Osadźmy ten odprysk wojny w szerszym, światowym kontekście - żeby zrozumieć. Pomoże nam w tym dwóch chińskich pułkowników i jeden amerykański generał.
Rzym w Warszawie? Dlaczego nie? Jak to zrobić pokazała nam Giorgia Meloni. Należy stworzyć patriotyczny obóz odwołujący się do tradycyjnych wartości, proponujący inny niż PiS, obywatelski sposób zarządzania państwem. Lepszy sposób

Zachwyt naszych mediów nad zwycięstwem Meloni jest zdumiewający. I cokolwiek zadziwiający. Liderka włoskiej prawicy wygrywa z włoską lewicą, a cieszy się z tego patriotyczna polska lewica. Czy piłsudczycy cieszyli się ze zwycięstwa Benito Mussoliniego? Ale, skoro stan zachwytu nie daje się racjonalnie wytłumaczyć, nie tłumaczmy tego 😉

Dzisiaj miałem się zająć największym problemem polskiej sceny politycznej. Tym, że polska elita polityczna reprezentuje samą siebie. Samą siebie, a nie wyborców. Jak to możemy zmienić? Właśnie tak, jak za chwilę zrobi to Giorgia Meloni. Zdobywając wraz ze swoim zwycięskim  obozem większość konstytucyjną, ma możliwość dokonania zmiany systemu zarządzania Włochami. I zmiany państwa włoskiego w interesie jego obywateli. Ze źle zarządzanego i chaotycznego politycznie (sejmokracja), w gospodarne i prezydencko silne.

Problemem, z którym będziemy musieli się zmierzyć w polskim przypadku, nie jest Prawo i Sprawiedliwość. Nie można wymagać od lewicowej, socjalistycznej partii, która jednak działa w polskim interesie, żeby była inna niż jest. Żeby była prawicą wolnorynkową.

Nawet można zrozumieć jej fałszywe podszywanie się pod prawicę. Dla odróżnienia od lewicy postkomunistycznej i zbałamucenia  wyborców tak się stało. I tak trwa.

Problemem jest brak na polskiej scenie właśnie wolnorynkowej prawicy, która zaproponuje Polakom inny sposób zarządzania państwem. Lepszy sposób polegający na  odrzuceniu systemu redystrybucji. Systemu pozbawiającego nas decydowania o tym, na co wydamy własne pieniądze, bo jaśnie oświecona Centrala wie lepiej. W zamian za tę usługę żyjącą na nasz koszt wraz z olbrzymią grupą partyjnych obiboków.

Jeżeli pojawi się na polskiej scenie polityk formatu Giorgii Meloni i przedstawi czarno na białym program uzdrowienia państwa – z korzyścią dla każdego – może doczekamy się Rzymu w Warszawie.

Budapeszt nie mógł zaistnieć z prostej, wyżej podanej przyczyny. Lewicowy przywódca, Jarosław Kaczyński, nie mógł zastosować recepty prawicowego polityka, Victora Orbana.

Największym niebezpieczeństwem jest upływający czas. Jesteśmy coraz bliżej kryzysu gospodarczego, który dotknie polskie rodziny. Kryzysu będącego w dużej mierze produktem obecnego lewicowego (=złego) systemu zarządzania naszym dobrem wspólnym – Polską.

W kryzysie większość wyborców przestaje myśleć o niewątpliwych zasługach aktualnego rządu i głosuje za zmianą. Według błędnego schematu, że gorzej być nie może. A jedyną obecnie realną w Polsce zmianą jest totalna opozycja – Patologia Obywatelska.

Jako dorastający chłopiec, o lekko historycznym zacięciu, nie mogłem zrozumieć jak mogło dojść do rozbiorów i upadku Rzeczpospolitej. Teraz, trochę starszy, już to wiem. Właśnie w takiej potencjalnie rozbiorowej scenerii się znajdujemy. I to od kilkunastu lat co najmniej.

Dlaczego? Bo jako naród zostaliśmy skonfliktowani do tego stopnia, że dopuszczamy możliwość współpracy z obcymi jako lepszą, niż współpraca z inaczej myślącymi Polakami. Podobnie jak przed rozbiorami zatraciliśmy rozumienie dobra wspólnego. Już go właściwie nie mamy.

Ale czy my Polacy, zwykli Janowie Kowalscy, nie uważamy już Polski za dobro wspólne? Oczywiście, że nie. Uważamy nadal Polskę za dobro nas wszystkich. I tak samo było w czasie rozbiorów. Ówcześni Polacy, po obu stronach barykady, daliby się posiekać za Rzeczpospolitą. Ówcześni zwykli Polacy. Jednak ich przywódcy, zdemoralizowani i przekupieni przez wrogów naszej ojczyzny, chcieli wygrać rządy nad Polską za wszelką cenę. Właśnie tak straciliśmy niepodległość.

Czy dzisiaj jest inaczej? Czy myślenie im gorzej dla rządu, z którym się nie zgadzam, tym lepiej, nie funkcjonuje w najlepsze w elitach przywódczych partii opozycyjnych? A nawet w nas samych?

Sami odpowiedzcie na te pytania. A jeżeli tkwi w Was patriotyzm i zdolności przywódcze, to czym prędzej budujcie swój obóz polityczny. Po to, żeby zmiana władzy w Polsce nie oznaczała kolejnej utraty niepodległości.

Po to, żeby Polacy odsuwając od władzy Prawo i Sprawiedliwość (co kiedyś nastąpi – demokracja), mogli poprzeć inne ugrupowanie patriotyczne. Ugrupowanie mające jedynie inny pomysł (może lepszy) na zarządzanie naszym dobrem wspólnym – Polską, a nie jej sprzedaż.

Jan Azja Kowalski

Jan A. Kowalski
Jan A. Kowalski
Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.

Ostatnie wpisy autora