Pod koniec zeszłego roku w Iranie rozpoczęły się masowe protesty związane z rosnącymi kosztami życia i kryzysem walutowym. Postulaty z ekonomicznych szybko stały się polityczne, a ludzie coraz głośniej domagali się zmiany władzy, opanowując szereg miast i miasteczek.
Do protestów dołączyły mniejszości etniczne takie jak Kurdowie, którzy domagają się niezależności, a przynajmniej szerokiej autonomii. Z drugiej strony stanowiący znaczny procent populacji Iranu Azerowie, do których należą zarówno ajatollah Ali Chamenei, jak i prezydent Iranu Massoud Pezeszkian, zachowali w większości lojalność wobec reżimu.
Przebywający na Zachodzie irański książę i następca tronu Reza Pahlawi wezwał protestujących do obalenia reżimu ajatollahów.
Władza odpowiedziała represjami, których skala i brutalność jest szokująca. Według doniesień prestiżowego magazynu Times, powołującego się na zeznania pracowników irańskiego ministerstwa zdrowia, w ciągu zaledwie 48 godzin zabito ponad 30 tysięcy ludzi. Ofiar czystek było tak dużo, że w całym Iranie zabrakło worków na zwłoki. Jednocześnie, aby obrazy ludobójstwa nie przedostały się do światowej opinii publicznej, reżim ustanowił pełną blokadę informacyjną i odciął Iran od internetu.
Warto pamiętać, że protesty z przełomu grudnia i stycznia są kolejnymi z wielu, a Irańczycy już nieraz wychodzili na ulice, żeby zamanifestować swoje niezadowolenie z polityki władz. Nigdy jednak nie miały tak masowego charakteru i nie wiązały się z tak wielką liczbą ofiar.
Niestety bez pomocy z zewnątrz Irańczykom nie uda się wywalczyć wolności. Władza ajatollahów ma cały czas silne oparcie w wojsku i służbach bezpieczeństwa, które całkowicie kontrolują sytuację w kraju.
Elitarny Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, który jest oczkiem w głowie ajatollahów od momentu sformowania go w 1979 roku, składa się nie z zawodowych wojskowych, a dobrze uzbrojonych ideologicznych fanatyków, którzy wykonają każdy rozkaz Najwyższego Przywódcy, nawet jeśli będzie to oznaczało mordowanie własnych rodaków.
Sytuacja w Iranie stwarza jednak ogromną szansę dla wszystkich wrogów Republiki Islamskiej. Reżim jeszcze nigdy nie był tak słaby jak obecnie, a co za tym idzie jego zdolność do samoobrony jest poważnie ograniczona. Teokratyczna dyktatura może utopić we krwi krajowe protesty nieuzbrojonych cywilów, ale nie ma jak się obronić przed zewnętrzną interwencją takich molochów jak USA.
Władze w Waszyngtonie zdają sobie z tego sprawę i koncentrują wokół Iranu coraz większe siły. Oficjalnie po to, aby zmusić Iran do ustępstw. Nieoficjalnie, aby przeprowadzić błyskawiczne i precyzyjne uderzenie w czołowych liderów reżimu i pozbawić Republikę dowództwa.
Państwa Bliskiego Wschodu reagują nerwowo na poczynania Amerykanów. Turcy chcą pośredniczyć w dwustronnych negocjacjach amerykańsko-irańskich. Arabia Saudyjska i ZEA zapowiedziały, że nie zgodzą się na żadne działania ofensywne wobec Iranu z ich terytoriów.
Z drugiej strony Izrael wywiera silne naciski na Stany Zjednoczone, aby jak najszybciej rozwiązać kwestię irańską. Wynika to z tego, że Żydzi w dużej mierze wykorzystali już swój potencjał obronny i nie mają czym zestrzeliwać tysięcy pocisków balistycznych, które posiada Iran.
To właśnie rozwój irańskiej broni balistycznej, w szczególności rakiet dalekiego zasięgu, jest kością niezgody, a nie wzbogacanie uranu i produkcja broni jądrowej, z której Iran jest gotów zrezygnować.
USA i Izrael byłyby skłonne dogadać się z reżimem Ajatollahów, gdyby ten oddał albo zniszczył swój arsenał, przez co przestałby być zagrożeniem dla Izraela. W tej kwestii Iran jest jednak nieustępliwy. Władze w Teheranie zdają sobie bowiem sprawę, że to właśnie irańskie rakiety balistyczne, mogące w każdej chwili uderzyć w cele na terytorium całego Izraela, są głównym narzędziem nacisku Iranu na Izrael i USA.
Tym razem jednak mogą się przeliczyć. Do Zatoki Perskiej wpłynął właśnie lotniskowiec USS Abraham Lincoln, a stacjonująca na jego pokładzie grupa uderzeniowa jest gotowa do działania. Donald Trump cały czas zapewnia, że wolałby rozwiązanie dyplomatyczne, ale wydaje się, że w tym momencie jest to już tylko blef.
Iran zapowiedział, że jakiekolwiek działania agresywne ze strony Ameryki i jej sojuszników spotkają się z natychmiastowym i bezlitosnym odwetem. Stany muszą więc działać błyskawicznie i za jednym zamachem dokonać dekapitacji reżimu, aby nie dopuścić do działań odwetowych.
Czy reżim, który przetrwał półwiecze załamie się pod ciosami Amerykanów? A może w ostatniej chwili któraś ze stron ustąpi? Wydaje się, że obie strony grają już va banque i niebawem okaże się, kto przelicytował, a kto miał mocniejsze karty.
Patryk Patey



