back to top
More

    Oddajcie nam pieniądze i władzę. Patrioci za nasze pieniądze (2)

    Strona głównaFelieton sobotni Jana A. KowalskiegoOddajcie nam pieniądze i władzę. Patrioci za nasze pieniądze (2)
    Pod koniec listopada odczuwam potrzebę kolejnego powstania. Takiego, które wyzwoli nas z biurokratycznej niewoli. Zawdzięczamy ją po kolei: Fryderykowi, Katarzynie, Piłsudskiemu, Stalinowi, Kiszczakowi i Jarosławowi Kaczyńskiemu.

    Pod koniec listopada, na szczęście minął, od wielu już lat odczuwam potrzebę kolejnego polskiego powstania. Takiego, które wyzwoli nas, Polaków, z biurokratycznej niewoli w jakiej nas trzymają partie polityczne. Wszystkie partie polityczne.

    W kolejności historycznej to wina: zaborców (Katarzyny i Fryderyka), Piłsudskiego, Stalina, Kiszczaka i … Jarosława Kaczyńskiego. 

    Zaborców mogę zrozumieć – chcieli zniewolić Polaków. Rosyjscy, pruscy i austriaccy urzędnicy mieli za zadanie nie dopuścić do odrodzenia polskiego ducha i polskiego pomysłu na państwo. Pomysłu, że to obywatele rządzą swoim państwem dla zachowania własnej wolności, a nie władca za pomocą swoich urzędników.

    Pisałem o tym parę razy, zatem przypomnę😉 Józef Piłsudski, chociaż o partiach politycznych wyrażał się w sposób mało cenzuralny, był germanofilem zapatrzonym w skuteczność państwa niemieckiego. I przeciwnikiem polskiego pomysłu na państwo z czasów I Rzeczpospolitej. Dlatego, po zamachu majowym, jego rząd obciął o 40% fundusze samorządowe już w budżecie na rok 1928. II Rzeczpospolitą mieli rządzić piłsudczycy za pomocą urzędników. I rządzili. Urzędników w II RP było 350 tysięcy. Sami patrioci. Byli przekonani, że to oni wywalczyli państwo (częściowo słusznie) i dlatego im się należy (niesłusznie).

    Stalin, świadomy, że komunizm pasuje do Polaków jak siodło do krowy, zniewolił Polskę przywiezionymi przez siebie bolszewikami. Największym urzędem, zarządzającym PRL-em, stał się Urząd Bezpieczeństwa. Rządził przy pomocy (tu zaskoczenie) tylko 140 tysięcy urzędników. Jednak wiele zadań urzędniczych wykonywali funkcjonariusze jednej Partii – PZPR (jako jedyna w demoludach nie miała w nazwie „komunistyczna”, dla zmyłki).

    Gdy pomysł na komunizm zaczął się walić w jego ojczyźnie, sowieckie politbiuro wyznaczyło reformatora do wprowadzenia głasnosti i pierestrojki, Michaiła Gorbaczowa, sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Postanowiono jawnie przebudować komunizm, władzę ideologii zastępując władzą dotychczasowych jego dygnitarzy, zwłaszcza tych z najważniejszego Urzędu. 

    W proces pierestrojki włączyła się aktywnie również „robotnicza” Polska. Do wczoraj komuniści, a teraz demokraci pełną gębą i rzutcy przedsiębiorcy, uwłaszczający się od 1983 roku, a pełną parą od roku 1988, dzięki napisanej w tym celu Ustawie Wilczka (szkoda, że on sam w wieku 82 lat „wyskoczył” z 2. piętra swojego mieszkanka na Saskiej Kępie … przed publikacją wspomnień). 

    Opisałem tę rewolucję komunistyczną w roku 1994 w pracy: Dziury w mózgu.

    Polskim komunistom, zwłaszcza tym z najważniejszego Urzędu (Bezpieczeństwa) i Wojskowej Służby Wewnętrznej (potem WSI) udało się zrealizować wszystkie swoje cele. Stało się to kosztem majątku narodowego, gwałtownego zubożenia społeczeństwa i wyprzedaży polskiej gospodarki w zachodnie ręce. Komunistyczne służby, nadzorujące proces polskiej pierestrojki, nie mogły w swoim planie pominąć opozycji solidarnościowej. Bez ogłoszenia wielkiego zwycięstwa Solidarności, plan Kiszczaka mógłby się nie powieść. 

    Oczekiwania (byłych) komunistów i działaczy opozycji solidarnościowej spotkały się w jednym pomyśle na państwo. Wbrew zapowiedziom premiera Tadeusza Mazowieckiego z roku 1991, nie ograniczono liczby urzędników (110 tyś.), ale postanowiono ją drastycznie zwiększyć. Wszystkie urzędy, zanim jeszcze zapełniły budynki, już miały skompletowane składy, wywodzące się z opozycji solidarnościowej. To była armia 200 tysięcy ludzi, którzy rzekomo wywalczyli niepodległość w roku 1989. 

    Te 200 tysięcy ludzi miało swoje rodziny, dorastające dzieci, które przecież też powinny zostać docenione za wiekopomne czyny rodziców. W ten sposób w roku 2012 liczba urzędników w Polsce przekroczyła 1 milion (słownie: jeden milion), co wyliczyłem nie ja, ale Eurostat. Polska statystyka przyznawała się w tym czasie do tylko(!) 650 tysięcy.

    Ta armia, obecnie już 1,5 milionowa (tak szacuję, włączam w to bez sensu zatrudnionych) jest największą przeszkodą na drodze do naprawy Polski. Generuje ogromny koszt, około 300 mld zł rocznie i uniemożliwia budowę polskiej narodowej gospodarki i silnego państwa. To ile i na co mamy dostać z KPO?

    Co teraz sugerują solidarnościowi beneficjenci komunistycznej przebudowy i ludzie ogłupiani przez ostatnie 8 lat przez rządową propagandę? – że nie dorośliśmy jako naród. Polska niepodległa ma się opłacać im (urzędniczymi stanowiskami), a my mamy pracować na utrzymanie siebie, swoich rodzin i ich – patriotów. 

    Został nam na koniec Jarosław Kaczyński, podobnie jak Piłsudski zwolennik niemieckiego zarządzania państwem, niemieckiej biurokracji. Gdy w roku 2005 Prawo i Sprawiedliwość po raz pierwszy zdobywało władzę, głosowało na nie tylko 1% urzędników. Dla mnie wtedy sprawą oczywistą było to, że Jarosław Kaczyński nie musi zatem liczyć się z poparciem urzędników. Mógł w budowie Polski obywatelskiej oprzeć się na oddolnej inicjatywie Polaków. Stało się inaczej, na co wystarczającym dowodem jest ostatnie głosowanie z 15.10.2023. Na PiS zagłosowało 30% urzędników, tylko o 1% mniej niż na PO. 

    Zamiast zbudować Polskę na fundamencie wolności i przedsiębiorczości obywateli, Jarosław Kaczyński postawił na rozbudowę urzędniczego zamordyzmu, nieudolnie wzorowanego na niemieckiej biurokracji. Zamiast niemieckiego porządku dostaliśmy mentalną Rosję, wrzeszczącą Bóg Honor Ojczyzna. Za polskie pieniądze, w interesie Niemiec. 

    Wyjaśnię to niebawem, jak również to, że służymy temu, kto nam płaci. 

    Jan Azja Kowalski

    PS. Dobiega końca czas mojej krytyki PiS. Zgodnie z sensem istnienia 4. władzy będziemy uważnie przyglądać się poczynaniom aktualnego obozu rządowego. MTC już zaczął, za wiatraki: https://abcniepodleglosc.pl/gospodarka/nowi-poslowie-chca-wywlaszczac-polakow-i-budowac-farmy-wiatrowe-300-m-od-domow/mtc/6711

    Jan A. Kowalski
    Jan A. Kowalski
    Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.

    Pozostałe wpisy

    Nowa Konstytucja