Zanosiło się na to od dawna. Najpóźniej od dnia, w którym nasz najlepszy premier zrozumiał, że więcej premierem z nominacji PiS nie będzie. To był zbyt duży cios w jego ambicje polityczne, żeby w partii pozostać, skoro nie udało mu się jej przejąć.
Decyzji tej należy tylko przyklasnąć. Jest korzystna dla Prawa i Sprawiedliwości. To byłemu premierowi należy w dużej mierze przypisać odpowiedzialność za porażkę w wyborach 2023 roku. Blamażu w decydującej debacie telewizyjnej, w której nie potrafił na bieżąco reagować i powtarzał wyuczoną mantrę w kierunku Donalda Tuska, nie dało się niczym przykryć.
Teraz PiS będzie mógł się od byłego premiera całkowicie odciąć, od odpowiedzialności za błędną politykę jego rządu również. Czy to pomoże partii, zobaczymy. Na pewno jej nie zaszkodzi.
Czy pomoże nam?
PR to jedno, a rzeczywiste działania rządu Morawieckiego to drugie. Te w dużej mierze pogorszyły sytuację Polski. Wpędziły nas w inflację, wyhamowanie gospodarki i drastyczne podwyżki cen energii.
Jego rząd okazał się od roku 2020 jedynie wysuniętą na wschód placówką agendy globalistycznej, realizując jej wszelkie polecenia. Zamykając gospodarkę i życie społeczne w areszcie domowym (lockdown), zrujnował tysiące małych biznesów. Interes WHO, globalistów i Big Pharmy był dla niego ważniejszy niż interes Polaków (czy Amerykanie od Trumpa o tym wiedzą?).
Rząd Morawieckiego zdecydował o likwidacji 14 kopalń węgla kamiennego (rząd Tuska 5). Zgodził się na realizację Zielonego Ładu, na „kamienie milowe” dla pozyskania pożyczki w ramach KPO (Next Generation Found) – projektu zniszczenia dotychczasowej Europy w celu powołania nowej.
Za jego rządów zaczęła się masowa imigracja. Za swój wielki sukces uznał przecież ściągnięcie do Polski amerykańskiej korporacji Uber. Polska w jego wizji miała stać się państwem ogromnej imigracji zarobkowej, pracującej dla zagranicznych korporacji. W ostatniej chwili szalony plan ściągania 400 tysięcy „lekarzy i inżynierów” z Pakistanu i Indii rocznie zablokował sam Jarosław Kaczyński.
Mateusz Morawiecki realizował tę samą politykę, którą teraz realizuje rząd Koalicji 13 XII. Trochę inne rozłożenie akcentów, bardziej patriotyczna a nie europejska narracja, nie zmienia istoty rzeczy. Dumne plany rozwojowe pozostały na papierze i wcale nie jest powiedziane, że zostałyby wdrożone (Izera, CPK, atom).
I jeszcze jedno, Mateusz Morawiecki pod pretekstem pomocy przedsiębiorcom (wcześniej zamykając im biznes) najpierw zalał rynek pustym pieniądzem, a potem wprowadził dla nich dodatkowy podatek (składka zdrowotna). W największym stopniu przyczyniło się to zniszczenia drobnej polskiej przedsiębiorczości. Podniosło próg wejścia w biznes do rozmiaru niespotykanego w rozwiniętych gospodarkach.
To on też rozpoczął niepohamowane zadłużanie Polski, które podjęte przez rząd Koalicji, wkrótce zderzy nas ze ścianą.
Zatem nowa partia Mateusza Morawieckiego to żadne zmartwienie dla Polski, dla PiS również. Niech odbiera głosy Platformie i Trzeciej Drodze.
Bartosz Jasiński
PS. W płaczliwe brednie o rozbijaniu prawicy nie wierzą już chyba nawet ich autorzy.



