Artykuł Marka Budzisza i Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego, opublikowany na łamach „Rzeczypospolitej” pt. „Spór o UPA to tylko pretekst. Zełenski chce konfliktu z Polską”, stanowi interesujący głos w debacie o relacjach polsko-ukraińskich. Autorzy trafnie wskazują, że spory historyczne nie powinny przesłaniać strategicznych interesów Polski oraz Ukrainy, a trwałe osłabienie współpracy między Warszawą a Kijowem byłoby korzystne dla przeciwników stabilności regionu. Trudno jednak zgodzić się z główną tezą tekstu, zgodnie z którą obecny kryzys w relacjach polsko-ukraińskich jest przede wszystkim rezultatem świadomej, konfrontacyjnej polityki prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.
Kryzys nie zaczął się od UPA
Największą słabością analizowanego artykułu jest odwrócenie kolejności przyczyn i skutków. Napięcia między Polską a Ukrainą nie rozpoczęły się bowiem od sporów historycznych ani od nagłych, jednostronnych decyzji dotyczących polityki pamięci. Ich pierwotnym i strukturalnym źródłem uruchamiającym relację prezydenta Żeleńskiego był przede wszystkim kryzys gospodarczy związany z handlem zbożem oraz produktami rolnymi w latach 2022–2024, a także napięcia na rynku transportu drogowego.
Pełnoskalowa agresja zbrojna Federacji Rosyjskiej oraz jej decyzje ekonomiczne doprowadziły do głębokich zaburzeń na światowym rynku zbóż. Rosja, będąca jednym z największych eksporterów pszenicy na świecie, drastycznie ograniczyła i instrumentalizowała własny eksport. Jednoczesna blokada ukraińskich portów czarnomorskich znacząco zmniejszyła podaż wolumenu rolnego na rynku globalnym, co w efekcie doprowadziło do gwałtownego wzrostu cen zbóż na giełdach światowych w 2022 roku.
Sytuacja uległa zmianie wraz z częściowym odblokowaniem ukraińskiego eksportu poprzez korytarze solidarnościowe i czarnomorskie oraz sukcesywnym powrotem rosyjskiego zboża na rynki globalne. Ceny zaczęły spadać, wracając do poziomów bliższych rzeczywistym, długookresowym relacjom podaży i popytu. Wielu producentów rolnych w Polsce znalazło się jednak w trudnej sytuacji finansowej, ponieważ planowało swoją działalność operacyjną oraz zakupy środków produkcji przy założeniu utrzymania rekordowo wysokich cen z pierwszej fazy konfliktu.
Problem polegał na tym, że naturalna korekta rynkowa została w debacie publicznej przedstawiona niemal wyłącznie jako efekt tzw. „dumpingu ukraińskiego”. Tymczasem znaczącą część presji cenowej wywołały obiektywne procesy zachodzące na makroekonomicznym rynku światowym, których bezpośrednim źródłem była rosyjska agresja i powiązane z nią manipulacje globalną podażą zbóż. W podobny sposób politycznie wykorzystano spadek popytu na przewozy drogowe – spowodowany spowolnieniem gospodarki niemieckiej – wskazując ukraińskie przedsiębiorstwa jako jedynych winnych zaniżania stawek transportowych. W tym przypadku na szczęście zaangażowanie rządów Polski i Ukrainy ostatecznie rozładowało napięcie.
Błędy Warszawy i Brukseli
Odpowiedzialność za eskalację tego kryzysu nie spoczywa wyłącznie na Kijowie. Państwo polskie oraz instytucje unijne nie przygotowały w odpowiednim czasie adekwatnych instrumentów osłonowych dla producentów rolnych. Możliwe i uzasadnione ekonomicznie były systemowe działania kompensacyjne, programy celowego magazynowania nadwyżek czy czasowe, bezpośrednie wsparcie dochodów gospodarstw rolnych dotkniętych anomaliami rynkowymi. Działania te, połączone z rzetelną kampanią informacyjną, mogłyby zapobiec masowym protestom rolników na polsko-ukraińskiej granicy. Zamiast tego doszło do politycznych decyzji jednostronnie ograniczających handel z Ukrainą ze strony Polski, a z drugiej unijne działania zaradcze, które uderzały w rząd w Warszawie omijając jednak kluczowe źródło konfliktu.
Z perspektywy Kijowa było to rozwiązanie szczególnie trudne do zaakceptowania. Ukraina prowadziła i nadal prowadzi kosztowną wojnę obronną, angażującą całość zasobów państwa, i potrzebowała pilnego utrzymania ciągłości eksportu, stanowiącego jedno z podstawowych, strategicznych źródeł wpływów dewizowych finansujących budżet. Warto również pamiętać, że Polska od lat utrzymuje znaczącą nadwyżkę eksportu nad importem w ogólnych relacjach gospodarczych z Ukrainą. W oczach wielu ukraińskich obserwatorów oraz elit politycznych polskie ograniczenia handlowe mogły więc wyglądać nie jak uzasadnienia ochrona rynku, lecz jak próba doraźnego rozwiązania wewnętrznego problemu politycznego kosztem państwa walczącego o przetrwanie.
Z drugiej strony na prezydenta Zełenskiego naciskała krajowa opinia publiczna, domagając się stanowczych reakcji – tym bardziej że konflikt z Rosją toczy się przecież między innymi o suwerenne prawo do wyboru opcji europejskiej i atlantyckiej. Co istotne, dynamika tych napięć pokazuje, że kwestie gospodarcze stały się katalizatorem dla ponownego otwarcia sporów na tle historycznym.
UPA jako problem realny, ale nie główny
Nie oznacza to oczywiście, że polskie wątpliwości związane z polityką historyczną Ukrainy są nieuzasadnione lub sztucznie wykreowane. Dla polskiego społeczeństwa pamięć o zbrodniach popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów, w tym przede wszystkim o rzezi wołyńskiej, pozostaje jednym z najważniejszych, najbardziej bolesnych i wciąż nierozliczonych tematów historycznych. Jednak również w tym obszarze warto unikać monokauzalnych uproszczeń.
Współczesna ukraińska polityka pamięci jest w znacznej mierze wewnętrznym efektem przyspieszonego poszukiwania własnej tradycji niepodległościowej i państwowej w całkowitym oderwaniu od totalitarnego dziedzictwa sowieckiego. W rezultacie część elit ukraińskich odwołuje się do formacji i postaci takich jak Stepan Bandera lub Roman Szuchewycz, akcentując niemal wyłącznie ich determinację w walce przeciw Związkowi Sowieckiemu, a systemowo pomijając lub relatywizując ich odpowiedzialność za masowe zbrodnie wobec ludności polskiej i żydowskiej.
Kulisy szeroko komentowanego incydentu z nadaniem jednemu z oddziałów imienia Bohaterów UPA mają jednak swoje drugie dno. Początkowo planowano nadać temu oddziałowi patronat Kłyma Sawura – dowódcy UPA-Północ, któremu przypisuje się bezpośrednią odpowiedzialność za czystki etniczne na Wołyniu. Inicjatywa kancelarii prezydenta, by ostatecznie formacja otrzymała ogólną nazwę „Bohaterów UPA”, była w tej interpretacji propozycją kompromisową. Dla polityków, którzy dopiero od niedawna wykazują jednoznacznie patriotyczne postawy, uwiarygodnienie się w środowiskach najbardziej ideowo zmotywowanych żołnierzy nie jest łatwe. Poziom zaufania do prezydenta w armii, mimo wielu wysiłków, pozostaje niski, a odmowne załatwienie wniosku żołnierzy jednego z najlepszych oddziałów mogło prowadzić do pogłębienia konfliktu wojska z władzą cywilną. Na marginesie warto dodać, że niezależnie od naszych dążeń, obecnie na Ukrainie funkcjonują dwa przeciwstawne mity historyczne. Jeden związany jest z przynależnością do Imperium Rosyjskiego i ZSRR, co wprost uzasadnia dominację Kremla nad Ukrainą. Zwolennicy tego mitu co prawda przestali być widoczni w przestrzeni publicznej, ale nie opuścili kraju – czekają na ostateczne rozstrzygnięcie wojny. Drugi to mit walki o niepodległość, prowadzony m.in. przez OUN-UPA właśnie przeciwko Kremlowi. Innych znaczących środowisk ideowych obecnie tam nie ma.
Polska może zatem wybierać między Ukrainą podporządkowaną Rosji a Ukrainą niepodległą, ale z kontrowersyjnymi bohaterami. Próby narzucania Kijowowi innej wizji historycznej z zewnątrz jedynie zmobilizują zwolenników OUN-UPA do twardszej obrony ich miejsca w narodowym panteonie. Polska nie dysponuje przy tym odpowiednimi narzędziami – poza perswazją – by te mity zmienić.
Z kolei próby blokowania wejścia Ukrainy do UE i NATO przez polskie środowiska patriotyczne z powodu interpretacji historii mogą przynieść efekt odwrotny do zamierzonego po zmianie rządów w Polsce. Nasz eksport może gwałtownie spaść (Polska nie eksportuje unikalnych produktów opartych na wiedzy, ale z tzw. średniej półki cenowej jako substytucja dawnego importu z Rosji), a w Kijowie znów zaczną być słyszalne głosy politycznych „realistów”, sugerujących zwrot ku Rosji, skoro Europa ich nie chce. Wejście Ukrainy do UE mimo sprzeciwu Polski przekształci ten kraj z partnera wspierającego polską politykę w UE w partnera nieprzychylnego. Nasza pozycja w UE zamiast rosnąć – spadnie. Oczywiście Ukraina również nie uzyska w pełni synergii wynikających z integracji europejskiej bez współpracy z Polską, jednak w polityce emocje społeczne odgrywają ogromną rolę. Może więc warto nadmiernie nie eskalować konfliktu z Kijowem w imię moralnej wyższości, jeśli brak jest widoków na realne zwycięstwo? Zmiany mitów narodowych mogą dokonać tylko sami Ukraińcy i ten fakt należy w polityce uszanować.
W analizie mechanizmu tworzenia się współczesnej narracji historycznej nie można wykluczyć także czynnika zewnętrznego. Zarówno dawne służby sowieckie, jak i współczesna Federacja Rosyjska wielokrotnie w sposób celowy i zorganizowany wykorzystywały konflikty pamięci historycznej do antagonizowania narodów Europy Środkowo-Wschodniej. W okresie zimnej wojny środowiska emigracyjne były przedmiotem intensywnej infiltracji i prowokacji ze strony KGB. Nie można więc całkowicie odrzucić hipotezy, że przez dziesięciolecia zewnętrznie stymulowano lub wzmacniano radykalne narracje historyczne, które trwale utrudniają Ukrainie budowanie zrównoważonych relacji z Polską oraz środowiskami żydowskimi na Zachodzie. Choć nie ma wystarczających dowodów empirycznych, by uznać ten mechanizm za główne lub jedyne źródło obecnej polityki pamięci Ukrainy, można z pełną pewnością stwierdzić, że najbardziej kontrowersyjne i raniące stronę polską elementy tej polityki od lat pozostają wyjątkowo użytecznym, darmowym narzędziem w rękach rosyjskiej propagandy wojennej.
Kto najbardziej korzysta z konfliktu?
Autorzy komentowanego artykułu słusznie zauważają, że osłabienie współpracy polsko-ukraińskiej może przynosić określone korzyści również innym państwom europejskim, realizującym własne interesy geopolityczne lub gospodarcze. Jednak trudno uznać ten zachodnioeuropejski czynnik za kluczowy motor napędowy obecnego regresu dyplomatycznego w stosunkach polsko-ukraińskich.
Niezaprzeczalnie największym beneficjentem pogorszenia dwustronnych relacji między Warszawą a Kijowem pozostaje Federacja Rosyjska. To Kreml wywołał pełnoskalową wojnę, która bezpośrednio wygenerowała kryzys zbożowy. To Rosja od lat systematycznie wykorzystuje spory historyczne w operacjach psychologiczno-informacyjnych. To ona jest egzystencjalnie zainteresowana osłabianiem wszelkich formatów współpracy regionalnej państw wspierających militarnie i logistycznie Ukrainę.
Geopolityczne obawy Marka Budzisza i prof. Andrzeja Żurawskiego vel Grajewskiego wobec intencji Berlina są w pełni uzasadnione. Niemcy pod wodzą Friedricha Merza grają twardą, egoistyczną grę o status europejskiego lidera i głównego architekta architektury bezpieczeństwa na Wschodzie. Warto jednak zauważyć, iż rządząca w Berlinie wielka koalicja (Große Koalition), składająca się z bloku chadeckiego CDU/CSU oraz socjaldemokratycznej partii SPD, prowadzi jednak inną politykę niż poprzednie rządy Gerharda Schrödera, Angeli Merkel czy Olafa Scholza. Ruszyła realna pomoc dla walczącej Ukrainy.
Rząd Niemiec, przekazując Kijowowi ogromne środki, umożliwia swoim rodzimym firmom częściowe ich wykorzystanie. Prywatny niemiecki biznes otwiera tam firmy produkcyjne i doskonali swoje produkty, bazując na unikalnych, ukraińskich doświadczeniach wojennych.
A Polska? Zredukowaliśmy naszą pomoc instytucjonalną dla Ukrainy, a polskie firmy – głównie te z udziałem Skarbu Państwa – często jedynie wynajdują preteksty, by unikać aktywnego działania.
Błędem jest redukowanie marginalizacji Polski na Ukrainie wyłącznie do „niemieckich spisków” czy „dyplomatycznego wypychania”. Berlin wygrywa na Ukrainie, ponieważ ma do dyspozycji sprawne, zglobalizowane, prywatne narzędzia przemysłowe. Warszawa natomiast przegrywa, gdyż próbuje odpowiedzieć na to wyzwanie za pomocą niewydolnego, upolitycznionego i scentralizowanego molocha, jakim jest Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ).
Jeśli Polska chce realnie rzucić wyzwanie polityce wschodniej Niemiec, musi najpierw wyleczyć własny przemysł zbrojeniowy ze strukturalnej niemocy. Prawdziwa suwerenność strategiczna nie rodzi się z deklaracji politycznych, ale z elastyczności menedżerskiej i przewagi technologicznej. Optymizmem tchnie tu jedynie działalność polskich przedsiębiorstw prywatnych, ale nie jest ona powiązana z systemową aktywnością polskiego państwa.
W oficjalnych rejestrach makroekonomicznych widać wyraźnie realną skalę wymiany gospodarczej. Według ujednoliconych danych Eurostatu oraz Głównego Urzędu Statystycznego polski eksport do Ukrainy osiągnął poziom 13,12 mld EUR (wzrost o 15,8% rok do roku), przy imporcie z Ukrainy wynoszącym 4,76 mld EUR (wzrost o 7,3% rok do roku), co generuje olbrzymie, dodatnie saldo rzędu +8,36 mld EUR na korzyść Polski (Eurostat, 2024; Główny Urząd Statystyczny, 2024). Wyniki niemieckiego biznesu, raportowane przez Federalny Urząd Statystyczny Niemiec (Destatis), choć wsparte potęgą tamtejszego państwa, okazują się w tym ujęciu niższe – niemiecki eksport do Ukrainy w analogicznym okresie wyniósł około 9,1 mld EUR, a import około 3,3 mld EUR, co daje saldo +5,8 mld EUR (Destatis, 2024). Polskie firmy, które już są obecne na Ukrainie, z pewnością wezmą udział w jej powojennej odbudowie. Jednak jeśli państwo polskie nie uruchomi własnych funduszy celowych, trudno oczekiwać, by kraje finansujące tę pomoc pozwoliły na „jazdę na gapę” polskiej konkurencji.
W tym kontekście znacznie bardziej przekonująca staje się interpretacja, zgodnie z którą obecne napięcia dyplomatyczne są przede wszystkim obiektywnym skutkiem ubocznym brutalnej wojny i jej globalnych konsekwencji gospodarczych, a dopiero w drugiej kolejności bezpośrednim efektem błędów politycznych i taktycznych kalkulacji popełnianych przez rządy w Warszawie i Kijowie. Rząd Ukrainy szuka wsparcia w wielu krajach: w Niemczech, we Francji, w Wielkiej Brytanii (Państwowa Służba Statystyki Ukrainy, 2024). Nie oznacza to, iż działania te mają wymiar antypolski. Wojna toczy się dalej, a armii niezbędne są środki do walki. Polska od 2024 roku z różnych przyczyn przestała być jednym z głównych darczyńców, co siłą rzeczy osłabia polityczną pozycję Warszawy w Kijowie.
Warto tu odnotować, że Polska – oprócz interesów rozbieżnych z Berlinem – ma też (zwłaszcza z dochodzącymi obecnie do władzy politykami CDU/CSU) interesy zbieżne. Jest ich zdecydowanie więcej niż za rządów Schrödera, Merkel czy Scholza. Dla obiektywności obrazu warto o tym głośno i wyraźnie mówić.
Wnioski
Relacje polsko-ukraińskie znajdują się dziś pod silną presją zarówno bieżących problemów makroekonomicznych, jak i historycznych zaszłości. Nie ma jednak wystarczających podstaw analitycznych, by pełną odpowiedzialność za ten stan rzeczy przypisywać wyłącznie prezydentowi Ukrainy lub intencjonalnej, konfrontacyjnej strategii Kijowa wymierzonej w Polskę.
Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że obecny kryzys stanowi rezultat skomplikowanego splotu kilku niezależnych czynników: permanentnej rosyjskiej agresji (także w sferze działań informacyjnych i wojny kognitywnej), strukturalnych zaburzeń na światowych rynkach rolnych, błędów i opóźnień w polityce krajowej oraz unijnej, a także nierozwiązanych, głębokich problemów pamięci zbiorowej.
Dlatego zamiast szukać pojedynczego winnego i personalizować ten kryzys strukturalny, polska i ukraińska klasa polityczna powinny skupić się na pragmatycznej odbudowie wzajemnego zaufania oraz kanałów współpracy. Zarówno Polska, jak i Ukraina posiadają bowiem nadrzędne, wspólne interesy strategiczne oraz bezpieczeństwa i nie mogą pozwolić na to, aby spory historyczne lub krótkoterminowe konflikty handlowe przesłoniły wyzwania o charakterze egzystencjalnym dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.
Mariusz Patey
Bibliografia
Budzisz, M., & Żurawski vel Grajewski, P. (2024, 21 marca). Spór o UPA to tylko pretekst. Zełenski chce konfliktu z Polską. Rzeczpospolita. https://www.rp.pl
Chwaszczewski, J. (2023). Kryzys na rynku zbóż i jego konsekwencje dla Europy Środkowo-Wschodniej w obliczu agresji Federacji Rosyjskiej. Wydawnictwo Instytutu Europy Środkowej.
Destatis (Statistisches Bundesamt). (2024). Außenhandel: Rangfolge der Handelspartner im Außenhandel der Bundesrepublik Deutschland. Statistisches Bundesamt. https://www.destatis.de
Eurostat. (2024). International trade in goods – Germany and Poland trade flows with Ukraine (Comext database). European Commission. https://ec.europa.eu/eurostat
Główny Urząd Statystyczny (GUS). (2024). Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń–grudzień 2023 roku. GUS. https://stat.gov.pl
Kowal, P. (2023). Geopolityka pamięci: Ewolucja relacji polsko-ukraińskich w cieniu konfliktu zbrojnego. Sprawy Międzynarodowe, 76(2), 89–112. https://doi.org/10.35757/SM.2023.76.2.04
Motyka, G. (2021). Wołyń ’43: Walka o pamięć i polityka historyczna w relacjach polsko-ukraińskich. Wydawnictwo Literackie.
Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW). (2023). Korytarze solidarnościowe i ukraiński eksport rolny: Wyzwania dla rynków sąsiedzkich (Komentarze OSW nr 412). OSW. https://www.osw.waw.pl
Państwowa Służba Statystyki Ukrainy. (2024). Handel zagraniczny Ukrainy towarami i usługami w latach 2022–2023 (Зовнішня торгівля України). Ukrstat. http://www.ukrstat.gov.ua
Patey, M. (2023, 17 kwietnia). Czy ograniczenie wwozu ziarna ukraińskiego do Polski ma sens? ABC Niepodległość. https://abcniepodleglosc.pl
Patey, M. (2023, 21 kwietnia). Czy polskie embargo na ukraińskie produkty rolne to koniec Międzymorza? ABC Niepodległość. https://abcniepodleglosc.pl
Snyder, T. (2022). Skrwawione ziemie: Europa między Hitlerem a Stalinem (wyd. 4). Świat Książki.
Zięba, R. (2024). Bezpieczeństwo regionalne w Europie Środkowo-Wschodniej po 2022 roku: Wyzwania dla polskiej polityki zagranicznej. Wydawnictwo Naukowe Scholar.



