Wybory prezydenckie w Peru wygrała Keiko Fujimori. Jej zwycięstwo zostało potwierdzone po ponad 3 tygodniowym procesie liczenia głosów, spowodowanym licznymi protestami lewicy. Zwyciężyła większością kilkadziesiąt tysięcy głosów. Keiko Fujimori to córka kontrowersyjnego prezydenta Alberto Fujimoriego (1990-2000), skazanego za korupcję i kilkadziesiąt morderstw na opozycjonistach, dokonanych przez szwadrony śmierci.
Keiko zostanie tym samym 9 prezydentem Peru na przestrzeni ostatnich 10 lat. Tak często rotacja jest związana z niestabilnością polityczną i ekonomiczną tego 35-milionowego, latynoamerykańskiego kraju. Stojąca na czele populistyczno- prawicowej partii Fuerza-Popular Fujimori obiecuje walkę z przestępczością, która jest olbrzymim problemem w Peru, a także ochronę i wspieranie wolnego rynku, prywatnej własności oraz zagranicznych inwestycji.
Również Kolumbia, inny południowoamerykański kraj tydzień temu wybrał prawicowego kandydata na Prezydenta. Abelardo de la Espriella również obiecywał w swojej kampanii poprawę bezpieczeństwa wewnętrznego i wspieranie wolnego rynku. Nazywany „Tygrysem”, podobnie jak Fujimori wygrał większością kilkudziesięciu tysięcy głosów; przy 60% frekwencji. Ma zreformować podzielone i targane licznymi kryzysami państwo.
To co zadecydowało o zwycięstwie obu kandydatów to jednak nie kwestie gospodarcze, lecz bezpieczeństwo, szczególnie w targanej wojną domową Kolumbii. W kraju tym działają lewicowe grupy rebelianckie, które kontrolują przeszło 40% terytorium państwa, terroryzują jego obywateli i szerzą przemoc. W zeszłym roku zabiły konserwatywnego kandydata na prezydenta Miguela Uribe Londono, który miał kandydować w tegorocznych wyborach.
Sytuacja jest tak zła, że ludzie są napadani i ograbiani a czasem zabijani już 10 km od Bogoty, stolicy kraju. Dodatkowo w Kolumbii szaleje przestępczość zorganizowana w postaci karteli narkotykowych, często powiązanych z rebeliantami. Z tego powodu „Tygrys” przemawiał do zgromadzonych tłumów w koszulce piłkarskiej reprezentacji Kolumbii wewnątrz kuloodpornej klatki. Obiecał bezwzględną walkę z przestępczością i zbudowanie 10 wielkich więzień, w których zatrzymani będą trzymani o chlebie i wodzie oraz zabicie tych rebeliantów, nazywanych przez niego bandytami, którzy się nie poddadzą i nie złożą broni. Zdobył tym serca Kolumbijczyków.
Mówiąc o rządach silnej ręki nawiązał on do dziedzictwa prezydenta Kolumbii z lat 2002-2010 Alvaro Uribe, który przez wielu jest uznawany za najlepszego prezydenta w dziejach Kolumbii. Faktem jest, że był prezydentem Kolumbii najdłużej rządzącym i jedynym, który został wybrany na drugą kadencję co umożliwiła zmiana konstytucji. Być może rządziłby również trzecią kadencję ze względu na sporą popularność wśród społeczeństwa, któremu podobała się polityka brutalnych represji wobec terrorystów i przestępców, ale sąd konstytucyjny zablokował taką możliwość. Przez to Uribe nie zdążył całkowicie wyeliminować rebeliantów i karteli narkotykowych. Zdołał je jednak znacznie osłabić. W związku z tym w 2016 roku doszło do porozumienia między częścią rebeliantów z grupy FARC a nowym, tym razem lewicowym prezydentem.
Umowa pokój za amnestię nie została jednak zrealizowana. Spora część rebeliantów wróciła do dawnej aktywności i to pomimo, że prezydent, lewicowiec Gustavo Petro, osobiście mocno zaangażowany w tegoroczne wybory, sam wywodził się z partyzantki FARC i obiecywał „totalny pokój”. Zamiast totalnego pokoju w Kolumbii zapanował jednak totalny chaos, który uniemożliwia przezwyciężenie poważnych problemów socjoekonomicznych.
Bez wątpienia nie pomagała też konfrontacyjna polityka lewicowych rządów wobec USA, de facto jedynego państwa, które byłoby w stanie wesprzeć Kolumbię zarówno finansowo jak i militarnie.
Po zwycięstwie Tygrysa, które jako pierwszy uznał Donald Trump, sytuacja być może ulegnie zmianie. Do Kolumbii popłyną amerykańskie pieniądze i inwestycje, a być może także wojska lub siły specjalne, które pomogą opanować trudną sytuację wewnętrzną tego górzystego kraju, pokrytego w większości gęstą dżunglą – środowiska idealnego dla prowadzenia działalności partyzanckiej lub przestępczej.
Zmagającym się z kryzysem narkotykowym Amerykanom zależy na likwidacji kolumbijskich karteli narkotykowych, które odpowiadają za zdecydowaną większość przemytu kokainy do USA. Produkcja tego narkotyku osiągnęła pułap 2600 tonie rocznie a powierzchnia upraw krzewów koki przekracza 250 tys. hektarów.
Wątpliwe jest jednak aby prezydentowi Kolumbii udało się zlikwidować problem i to nawet przy wsparciu Stanów Zjednoczonych. Dopóki istnieje popyt będzie także i podaż, a rozbite kartele szybko zastąpią nowe. Tym niemniej walka z przestępczością pozostaje głównym wyzwaniem z jakim muszą się zmierzyć rządy Kolumbii i Peru.
Wraz ze zwycięstwem Abelarda i Keiko Ameryka Południowa coraz bardziej przechyla się w prawo. Już ponad połowa państw Ameryki Łacińskiej jest rządzona przez partie lub polityków prawicowych. Trend zapoczątkowany przez argentyńskiego Trumpa, Javiera Milei, nabiera rozpędu.
Czy uczyni on również Amerykę Łacińską wielką? Czas pokaże.
Patryk Patey



