Niemiecka biurokracja kiedyś nas wykończy!

Data

Polecamy

A może, za przykładem Giorgii Meloni zrobimy Rzym w Warszawie?

Rzym w Warszawie? Dlaczego nie? Jak to zrobić pokazała nam Giorgia Meloni. Należy stworzyć patriotyczny obóz odwołujący się do tradycyjnych wartości, proponujący inny niż PiS, obywatelski sposób zarządzania państwem. Lepszy sposób

Nic o nas bez nas? – jak elita zmienia się w klikę

O tym jak Niemcom udało się przekupić i podporządkować...

Hu hu ha, hu hu ha – wcale nie boję się zimy

Nie boję się nadchodzącej zimy i braku węgla. Przez przypadek. Pierwszy we wsi kupiłem drewno opałowe - zupełnie mokre. Teraz jest już suche i czeka, żeby się spalić i mnie ogrzać. Ale nie tak szybko, najpierw włączę piec gazowy.
A może weźmiemy przykład z Wielkiej Brytanii? Anglicy opuścili UE ponieważ dalsze w niej pozostawanie było dla nich nieopłacalne. Niemiecka, biurokratyczna organizacja UE była dla nich nie do przyjęcia. Polskę również to wykańcza.

A może weźmiemy przykład z Wielkiej Brytanii? Wielka Brytania wchodząc do UE zastrzegła sobie mnóstwo korzyści. A UE zgodziła się na to, licząc na długookresową korzyść wspólną … w interesie Niemiec. Gdy bilans zaczął niebezpiecznie schodzić w okolice zera, a nawet poniżej, Wielka Brytania wyszła z Unii. Odgrywając przy tym fantastyczny teatr referendalny.

Wielka Brytania ma stabilną klasę polityczną, której Niemcy nie byli w stanie przekupić. Tak, jak przekupili klasę polityczną wszystkich pozostałych państw.

Brytyjczycy są po prostu bogatsi od Niemców. Europejskie pensje polityczne nie mogły ich zatem skorumpować i przekonać do porzucenia interesów własnych na rzecz europejskich. Anglicy nie mogli też zaakceptować i przyjąć biurokracji – zasady  porządkującej funkcjonowanie Niemiec i Unii Europejskiej.

Twórca tego pojęcia, Max Weber – Niemiec, uznał biurokrację za najwyższą formę organizacji społeczeństwa. Biurokrację czyli odgórnie zorganizowaną maszynerię, przenikającą całą aktywność społeczną.

Możemy ją sobie wyobrazić jako wielką piramidę złożoną z zazębiających się trybików, z których każdy ważny jest właśnie dla roli jaką spełnia. Piramidę zwierzchnictwa i podległości.

Satysfakcjonujące funkcjonowanie w takiej strukturze możliwe jest tylko dla ludzi uznających hierarchiczność jako stan społeczny naturalny i pożądany. Tu następuje pierwszy zgrzyt i niezgodność. Nikt poza Niemcami, i szeroko rozumianym kręgiem kulturowym niemieckim, nie jest w stanie systemu biurokracji przyjąć mentalnie i efektywnie wdrożyć.

Elity polityczne państw południa i wschodu Europy dały się co prawda przekupić, ale niemieckiego zorganizowania swoich społeczeństw nie wdrożyły.

Również dlatego, że społeczeństwa te do przyjęcia roli usłużnych wykonawców poleceń odgórnych się nie nadają. Mają kompletnie inny charakter narodowy i inną hierarchię celów życiowych. Stąd jedyny efekt to ogromny przyrost warstwy urzędniczej i bałagan kompetencyjny, utrudniający codzienne życie obywateli. W imię spełniania wyimaginowanych unijnych norm.

Polski kompleks niższości w stosunku do niemieckiej organizacji życia społecznego i państwowego (co w Niemczech oznacza to samo), opanował polskie elity patriotyczne już w czasach zaborów. Nasi  bojownicy walk o niepodległość, właśnie w naszej nieniemieckiej, oddolnej organizacji państwa upatrywali przyczyny upadku Rzeczpospolitej. Ten nurt krytyki historycznej zapoczątkowała tzw. szkoła krakowska (stańczycy), z jej głównym ideologiem Michałem Bobrzyńskim. W roku 1878, jako 19-latek, napisał swoje główne dzieło krytyczne w stosunku do samej istoty Rzeczpospolitej. A w niej zawarł swoją złotą myśl – fałszywkę rzekomo oddającą sedno naszego nieuniknionego upadku – Rzeczpospolita nierządem stoi.

Prawdziwy cytat z końca XVI wieku brzmiał zgoła inaczej: Rzeczpospolita nie rządem stoi, ale wolnościami obywateli. Michał Bobrzyński nie mógł go nie znać w formie i sensie prawidłowym. Za swoją narrację w interesie domu Habsburgów, został najpierw najmłodszym profesorem prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim (20 l.), potem namiestnikiem Galicji i wreszcie dożywotnim członkiem austriackiej Izby Panów.

Michał Bobrzyński od dawna leży w grobie, podobnie jak inni stańczycy. Tymczasem mit Polski słabej w wyniku wolności obywatelskich i braku odgórnego zamordyzmu ciągle żyje w głowach naszych polityków. Nie tylko zresztą w głowach polityków. Spotkałem ostatnio dwie Polki zupełnie niepolityczne, wykształcone w Niemczech, zafascynowane niemieckim porządkiem i niemiecką demokracją. Bardzo krytyczne w stosunku do Polski i Polaków. Aż byłem w szoku.

Historycznie najbardziej starali się wdrożyć niemiecką zasadę porządku społecznego Rosjanie. Od cara Piotra I (1682-1725) poczynając, który zaczął niemieckie porządki w państwie od golenia bród bojarów. Ostatecznie Rosjanie, dzięki pomocy licznych Niemców, wdrożyli biurokrację. Lekko ją tylko modyfikując. Za załatwienie sprawy w urzędzie obywatel musiał wręczyć urzędnikowi łapówkę w określonej wysokości.

Wielu przedsiębiorców polskich, a nawet zwykłych obywateli, z ulgą przyjęłoby taki prosty system😊

Niestety, to Niemcy dyktują nam teraz w jakim państwie i jak mamy żyć. Ponieważ nie udało nam się wdrożyć biurokracji niemieckiej, a nawet jej łagodniejszej rosyjskiej wersji, żyjemy w państwie ogromnego bałaganu kompetencyjnego. Każdy urzędnik z polecenia partyjnego polityka, rządowego lub lokalnego wie, że jego praca i płaca od tego polityka zależy. Pracuje zatem nie dla państwa, ale dla określonej partii i określonego polityka. A w większości symuluje pracę, przez co utrudnia życie obywateli.

Czy jesteśmy w stanie to zmienić?

Nasza podległość państwowa władzom Unii, coraz bardziej wyraźna i dotkliwa, jest dodatkową przeszkodą do zmiany systemu zarządzania Polską. Polska silna wolnością obywateli i gospodarką, i sprawnie zarządzana, byłaby zagrożeniem dla niemieckiej dominacji.

Jedno jest pewne i mogę się o to założyć. Jeżeli Niemcom uda się (oby nie) przekształcić UE w państwo federalne, to szybko zrobią porządek z nadwyżką polskiej warstwy urzędniczej. Połowa biurw straci pracę. Teraz my na nich płacimy. Niemcy nie zapłacą.

Jan Azja Kowalski

PS. Za tydzień postaram się o jakąś konstruktywną konkluzję.

Jan A. Kowalski
Jan A. Kowalski
Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.

Ostatnie wpisy autora