Nie tylko zagraniczne sieci handlowe – święci też niechętnie płacą podatki. Dlatego potrzebna jest żelazna konsekwencja, niskie podatki, bezwzględna ich egzekucja i likwidacja przywilejów podatkowych.
Zanim napiszemy nową konstytucję (6)
Uporawszy się przed tygodniem z preambułą, przejdźmy do istoty rzeczy. W konstytucji musimy określić dwie istotne sprawy: sposób zarządzania państwem i finansowanie tego sposobu. Zacznijmy jednak nie od roku 2017, ale cofnijmy się do czasów I Rzeczypospolitej. Do niej przecież my, miłujący wolność i silne państwo re(s)publikanie, nieustannie się odwołujemy. Odwołując się do dwóch wieków potęgi państwa, od połowy XV do połowy XVII wieku, nie zapominamy ani o fundamentach położonych przez Władysława Łokietka, ani o wadach ustrojowych, które budowlę całą obróciły w ruinę (przy wyraźnej pomocy sąsiadów, rzecz jasna).
Analizując rozwój i zmiany w ustroju dawnej Polski, nie sposób nie dostrzec wady głównej, która do upadku i do rozbiorów doprowadziła. Ta wada to nie żadne liberum veto, nie za dużo wolności osobistej, nawet nie najgorszy sposób wyboru króla w najgorszym możliwym miejscu, czyli wsi Wola pod Warszawą.
Ta wada to brak jasnych, automatycznych zasad płacenia podatków i finansowania państwa. To dopiero ustawowe przyjęcie zasady, że sejm walny musi ustalić wysokość podatków, wraz z wcześniejszym zwolnieniem szlachty z ich płacenia, doprowadziło do zrywania sejmów.
Zerwany sejm oznaczał automatycznie brak uchwalenia corocznych podatków, również w stosunku do duchowieństwa i mieszczaństwa. Przy czym nieważny był powód, podatki mogły być już ustalone, ale gdy sejm został zerwany, nie wchodziły w życie. Teraz wystarczyło znaleźć wystarczająco mocny pretekst, by sejm nie doszedł do skutku. Posłowie rozjeżdżali się do domów, podatki nie wchodziły w życie, a skarbiec państwowy świecił pustkami.[related id=25132]
Mając w swoim ręku tak silną kartę przetargową i wykorzystując ją w rokowaniach z królem o kolejne przywileje, szlachta jako grupa społeczna uległa nieuniknionej demoralizacji. Dlatego dziś pamiętajmy, żadna grupa społeczna nie może mieć w państwie aż takiej przewagi. Szantażując władze i podporządkowując sobie inne grupy społeczne, doprowadza w efekcie do upadku państwa.
Zatem projektując dziś ustrój nowoczesnego państwa, pamiętajmy o podatkach. O sposobie ich ustalania, zbierania i wydatkowania. Nie tylko zagraniczne sieci handlowe – ludzie święci też niechętnie płacą podatki. Dlatego potrzebna jest żelazna konsekwencja, niskie podatki i bezwzględna ich egzekucja. Likwidacja wszelkich przywilejów, czyli zwolnień podatkowych, jak zawsze dla najbogatszych.
Obserwując kiedyś sprawę Romana Kluski, dowiedziałem się, że przymusowo sprzedając swoją firmę za 250 milionów złotych, nie musiałby zapłacić od tej transakcji ani złotówki podatku! Dlaczego? zapyta pewnie zdumiony Czytelnik, który przecież wie, że podatek płaci się od wszystkiego, od każdej złotówki.
To proste, Drogi Czytelniku, takie mamy prawo. Sprzedaż przekraczająca kwotę 50 milionów złotych jest zwolniona od podatku na rzecz skarbu państwa. Zbuduj taką firmę, sprzedaj ją za kwotę powyżej 50 milionów złotych, to też nie zapłacisz żadnego podatku. I nie przejmuj się – w podobny sposób wyglądała równość wobec prawa również w I Rzeczypospolitej, magnata w stosunku do zwykłego szlachcica.
Ale uszczelnienie systemu podatkowego, co obecnie realizuje polski rząd, to dopiero jeden z warunków sukcesu. Administracja skarbowa nie może przejadać zbieranych przez siebie pieniędzy. Uprzywilejowanie tej warstwy społecznej spowodowało jej szalony rozrost, z którym styka się każdy, kto odwiedza jakikolwiek urząd skarbowy.
Ale administracja skarbowa to tylko część milionowej klasy społecznej, która funkcjonuje w większości po to, by nas, pozostałych Polaków, kontrolować. Kontrolować, zabraniać i karać. Do tego w roku 1991 wystarczało 110 tysięcy urzędników. Obecnie potrzebnych jest dziesięciokrotnie więcej, pomimo ogromnego rozwoju technologicznego. I, jak już pisałem wcześniej, sam premier Tusk nie potrafił jej ograniczyć.
Oznacza to jedno: że kolejna komisja ds. ograniczenia biurokracji spowoduje jej przyrost. Oznacza to zarazem, że warstwa ta jest poza stanowionym prawem i nie podlega władzom państwowym. Nawet bardziej niż kasta prawnicza. Logiczne jest zatem, że obecna Polska również nie rządem stoi – ale wolnością swoich obywateli również nie. Tak więc, chociaż jeszcze stoi, to na glinianych nogach, skoro kasa jest pusta, a długi przyrastają.
Nie ma sposobu na uzdrowienie państwa bez zmierzenia się ze sposobem zarządzania nim. Bo biurokracja, która przejada nasze pieniądze i marnuje nasze szanse na rozwój, to nie przyczyna, ale skutek.
Po przewałkowaniu skutku, następnym razem zajmę się przyczyną – systemem władzy w Polsce.
Jan Kowalski