Ponad 200 tysięcy osób wzięło udział w sobotnich demonstracjach skierowanych przeciwko skorumpowanemu establishmentowi, rządzącemu Albanią od upadku komunistycznej dyktatury wiosną 1991 roku.
Początkowo, aż do roku 2013, tym niespełna 3- milionowym krajem rządzili konserwatyści, których lider Salie Berisha został objęty sankcjami przez USA i UK za korupcję. W wyniku masowych protestów stracił on władzę na rzecz socjalistów, którymi przewodził charyzmatyczny burmistrz Tirany Edi Rama.
Ten koszykarz i artysta, którego prace były wystawiane w wielu zachodnich stolicach sztuki i kultury, obiecywał Albańczykom walkę z korupcją, biedą i niesprawiedliwością społeczną. W rzeczywistości bardzo szybko zaczął kultywować niechlubne tradycje Albanii, udowadniając, że to nie konkretna formacja polityczna czy politycy są źródłem problemu, ale cały system władzy. Kleptokratyczny system, stawiający interesy wąskiej kliki osób majętnych i wpływowych oraz skorumpowanych biurokratów ponad dobro społeczeństwa.
Można wręcz powiedzieć, że Rama zdołał prześcignąć konserwatystów. Stworzył nowe schematy korupcyjne i nepotystyczne, których kiedyś nie było. On, który jeszcze w 2013 roku oskarżał konserwatystów o fałszowanie wyborów (wg. międzynarodowych organizacji zajmujących się kontrolowaniem procesu wyborczego bezpodstawnie), wprowadził przyznawanie stanowisk publicznych w zamian za głosy.
Dodatkowo socjaliści uchwalili prawo zezwalające na wywłaszczenie dowolnego obywatela w związku ze „strategicznymi inwestycjami”. Stało się to furtką dla licznych nadużyć. Związani z władzą oligarchowie spekulowali ziemią i przejmowali atrakcyjne działki za bezcen.
Albania przeistoczyła się w państwo de facto turystyczno-mafijne, w którym największych inwestycji dokonują szemrane fundusze inwestycyjne i ludzie jawnie skorumpowani, upatrujący w spekulacji i turystyce głównych źródeł zysku.
Ceny w kraju rosną lawinowo, a pensje i świadczenia są tak niskie, że ledwo pozwalają przeciętnemu Albańczykowi wiązać koniec z końcem. Tymczasem bogaci inwestorzy zagraniczni, współpracujący ze skorumpowanymi politykami, oligarchami i zwykłymi przestępcami wykupują najcenniejsze pod względem krajobrazowym działki i zalewają je betonem. Niszcząc przy tym środowisko naturalne, które sprawia, że Albania pozostawała do tej pory dziką perłą Adriatyku. Albania króluje w statystykach dotyczących przestępczości zorganizowanej, zwłaszcza tej powiązanej z narkobiznesem. Niemal cały przemyt narkotyków z Ameryki Południowej do Europy jest kontrolowany przez albańską mafię.
Plan niemal 1,5 miliardowej inwestycji katarskiego holdingu, w którym dużą rolę odgrywają multimiliarder Jared Kushner i jego żona Ivanka Trump, córka prezydenta USA, tylko dolał oliwy do ognia.
Inwestycja Katarczyków zakłada wykupienie wyjątkowo malowniczych terenów w okolicy rozlewisk Wjosy. Żeruje tam ponad 200 gatunków ptaków, w tym flamingi, od których protestujący wzięli swoją nazwę i symbolikę. Twierdzą, że podobnie jak te piękne ptaki, mające silnie rozwinięty instynkt stadny, wspólnie stawiają czoła przeciwnościom i niebezpieczeństwom.
Protestujący, którzy początkowo zebrali się pod ogrodzeniem zagradzającym wejście na plażę ze względu na planowaną inwestycję, zostali brutalnie rozpędzeni przez ochroniarzy. Chociaż protesty trwają już trzeci tydzień, rząd dalej wyraża się o nich lekceważąco, a premier Rama pozwala sobie na wulgarne komentarze. Jego zdaniem manifestanci zostali zmanipulowani i podpuszczeni przez Greków albo Irańczyków, którzy knują przeciwko Albanii.
Oskarża też opozycję i twierdzi, że nie tylko nie zamierza ustąpić, ale że inwestycja zostanie wykonana i da tysiące miejsc pracy. Tylko komu, skoro Albania zmaga się obecnie z olbrzymim deficytem siły roboczej, bo wykwalifikowani pracownicy masowo emigrują.
To właśnie diaspora jest siłą, która napędza protesty. Albańczycy chcą przypomnieć socjalistom dlaczego musieli opuścić ojczyznę i dlaczego nie mogą do niej na razie wrócić.
Patryk Patey



