Niedzielne wybory parlamentarne w Armenii zdecydowanie wygrała Umowa Społeczna, partia premiera Nikola Paszyniana, uzyskując niemal 50% głosów; przy 60-cio % frekwencji.
Oznacza to utrzymanie prozachodniego kursu Armenii i kontynuowanie reform mających na celu walkę z korupcją i zwiększenie dobrobytu tego biednego kaukaskiego państwa. W ostatnich latach Armenia przeszła długą drogę, od Gabonu do Czarnogóry. Pod względem PKB per capita przegoniła m.in. Bośnię i Hercegowinę oraz Albanię.
Jednocześnie swoją pozycję umocniły prorosyjskie partie opozycyjne na czele ze sformowanym kilka miesięcy przed wyborami sojuszem Silna Armenia (23%). Jej liderem jest Samwel Karapetian, ormiański oligarcha, który zarobił (a według wielu po prostu ukradł) miliony w Rosji. Inna prorosyjska partia opozycyjna byłego prezydenta Roberta Koczariana Blok Armenia zdobyła około 10%.
Do parlamentu wejdzie też Kwitnąca Armenia, partia Gagika Carukiana, balansującą na granicy progu wyborczego (4%). Ten oligarcha i atleta kilka lat temu zasłynął inicjatywą zbudowania w Armenii wielkiego pomnika przedstawiającego Jezusa Chrystusa na szczycie góry niedaleko Erewania, co wzbudziło protesty ormiańskiego Kościoła i mieszkańców. W młodości zaś za udział w gwałcie zbiorowym i rozboju był skazany na 7 lat pozbawienia wolności.
Rząd Paszyniana pomimo gorszego niż w poprzednich wyborach wyniku i spadku zaufania do premiera zdołał utrzymać władzę i ma w parlamencie większość bezwzględną, ale nie konstytucyjną. Oznacza to brak możności realizacji głównej obietnicy wyborczej – zmiany konstytucji i zakończenie procesu pokojowego z Azerbejdżanem, który jako warunek wstępny żąda właśnie zmiany armeńskiej konstytucji. Paszynian będzie więc musiał lawirować między Wschodem i Zachodem, między UE i USA a Rosją, między Turcją i Azerbejdżanem, licząc na ustępstwa ze strony partnerów.
Rząd Paszyniana zrobił w ostatnim czasie wiele, aby zapewnić trwały pokój w regionie. Współpracował w tej kwestii z Donaldem Trumpem, wspierając ideę tzw. Szlaku Trumpa. Ma to pomóc Armenii w przełamaniu regionalnej blokady ze strony Azerbejdżanu i Turcji oraz izolacji na arenie międzynarodowej. Taka postawa oznacza jednak znaczne ustępstwa wraz ze zrzeczeniem się części terytoriów, co wielu Ormian uważa za zdradę.
Przypomnijmy, że to Azerbejdżan przy wsparciu ze strony Turcji i bierności Rosji, która była nominalnym gwarantem status quo na Kaukazie, napadł na Armenię i zajął tzw. Górski Karabach, aresztował jego przywódców i doprowadził do exodusu tysięcy Ormian.
Armenia pod rządami Paszyniana zamiast eskalować przegrany konflikt, postanowiła porozumieć się z odwiecznym wrogiem, przy aktywnym udziale administracji Trumpa. Jednocześnie wojna obnażyła słabość Rosji, która ma swoje bazy wojskowe w Armenii. Bierność Rosjan zaogniła wzajemne relacje, które od tego czasu stale się pogarszają. Armenia zaczęła szukać alternatywy. Jeśli chodzi o uzbrojenie stały się nimi Indie i w coraz większym stopniu Europa, a zwłaszcza Francja. Jeśli chodzi o współpracę ekonomiczną i polityczną wybór padł na UE i USA.
Obecnie Armenia, pomimo pogróżek ze strony Kremla, który grozi jej scenariuszem ukraińskim i nakłada na nią kolejne embarga, stara się o status kandydata do UE i jest na dobrej drodze, aby go osiągnąć. Dokonała licznych reform, podnoszących poziom życia i wydajność państwa w sferze inwestycji infrastrukturalnych, służby zdrowia, rent i emerytur, walki z wszechobecną jeszcze 10 lat temu korupcją. Pomimo protestów ze strony prorosyjskiej opozycji, oskarżającej Paszyniana o autorytaryzm, jego rząd podniósł standardy praworządności i demokracji.
Nadchodzące lata będą testem nie tylko dla rządu Nikola Paszyniana, ale również dla państw zachodnich, w szczególności UE i USA. Czy będą w stanie zaoferować Armenii lepszą ofertę rozwojową niż tani rosyjski gaz?
Czy doprowadzą do odprężenia we wzajemnych relacjach z sąsiadami Armenii?
Czy wesprą ją gospodarczo na tyle, by ten mały, niespełna 3-milionowy kraj, stał się kwitnącą i niezależną kaukaską demokracją w otoczeniu coraz bardziej autorytarnych państw?
Czy otoczą ją parasolem ochronnym, dzięki któremu będzie mogła wyzwolić się z objęć rosyjskiego niedźwiedzia i umocnić własną suwerenność?
Patryk Patey



