Jak podkopywano Jasną Górę podczas potopu szwedzkiego. Skuteczna obrona (cz. II)

Data

Polecamy

1922 – 2022. 100. rocznica objęcia części Górnego Śląska przez Rzeczpospolitą.

W roku 1922 zakończył się kilkuletni konflikt polsko-niemiecki o przynależność Górnego Śląska. 20 czerwca oddziały Wojska Polskiego dowodzone przez gen. Stanisława Szeptyckiego uroczyście wkroczyły do Katowic.

Polska przyszłość. Gmina i rodzina (2)

Od siły rodziny, jej trwałości i wielkości, zależy sukces Polski. Tylko rodzina, wzmacniana przez państwo, jest w stanie powstrzymać demograficzne załamanie naszego kraju. Dobrze wychowane młode pokolenie to nasz największy aktyw.

Witajcie w Nowym Sprawiedliwym Świecie Mateusza Morawieckiego!

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie, ale będzie! Takie przesłanie wygłosił w sobotę do młodzieży premier Morawiecki. A zaczniemy od Norwegii - niech podzielą się niesprawiedliwym zyskiem ze sprzedaży ropy. A to dopiero początek.
Grupa obrońców Jasnej Góry pod wodzą Stefana Zamoyskiego, wyruszyła w biały dzień w celu uniemożliwienia Szwedom dokończenia podkopu.

Już na początku oblężenia generał Miller zaplanował zdobycie jasnogórskiej twierdzy tzw. atakiem zbliżeniowym, którego dewizą było: „spalmy więcej prochu, przelejmy mniej krwi”. Atak ten polegał na budowie zygzakowatych rowów komunikacyjno–szturmowych nazywanych przykopami. Rozpoczynano je kopać w odległości około 300 metrów od obwarowania twierdzy. Zygzakowaty przykop z usypywanym wałem ochronnym (zawsze od strony twierdzy) umożliwiał bezpieczne zbliżanie się wojska do murów. Wraz ze zbliżającymi się rowami przesuwano umocnione stanowiska dział oblężniczych, zwiększając w ten sposób ich skuteczność. Bombardowanie murów miało na celu spowodowanie wyłomów, aby umożliwić wdarcie się do twierdzy piechocie. Jeżeli zawiodła artyleria – wykonywano chodnik podziemno – minerski w celu wysadzenia obwarowań twierdzy. Chodnik minerski przypominał górniczą sztolnię zaczynającą się w najbliżej wykonanym w stronę twierdzy przykopie, a kończył się komorą minerską usytuowaną pod planowanym do wysadzenia obiektem fortecznym. Aby sporządzić minę potrzebowano od 600 do 1000 kg czarnego prochu umieszczonego w drewnianych beczkach. Jasnogórska twierdza, jak większość zamków obronnych wybudowanych pomiędzy Krakowem a Częstochową, osadzona była na wapiennych wzniesieniach. Łupany kamień wapienny stanowił budulec ówczesnych zamków i twierdz. Nazwa Jasna Góra pochodziła od osadzenia twierdzy na jasnej wapiennej skale, którą przedłużały mury forteczne wykonane z tego samego kamienia. Aby wykonać w twardej skale wapiennej podkop minerski, zapadła decyzja sprowadzenia pod Jasną Górę trzydziestu olkuskich górników. Ich pracę opisał dokładnie w swoim „Pamiętniku oblężenia Częstochowy 1655 roku (Nova Gigantomachia In Claro Monte Czestochoviensi…) o. A. Kordecki. Górnicy rozpoczęli kopanie zygzakowatego przekopu w dużej odległości od klasztoru. Ziemię wybierali do głębokości skalnego podłoża, usypując z niej wał od strony twierdzy „ażeby się zasłonić przed strzałami Jasnogórców”.

Na miedziorycie Johanna Bensheimera zamieszczonym w dziele Stanisława Kobierzyckiego „Obsidio Clari Montis Częstochoviensis” zostało wiernie przedstawione to oblężenie. Z zaskakującą dokładnością pokazano atak zbliżeniowy prowadzony przez wojska szwedzkie. Na rycinie widać zygzakowate przykopy oraz baterie artylerii. Najbliżej północnej kurtyny, czyli muru pomiędzy dwoma bastionami, znajduje się przykop prowadzony od strony północno–wschodniego bastionu. Był to rów drążony przez olkuskich górników. Podczas \ tych prac, kiedy kopacze znaleźli się o staję od murów twierdzy na końcu przykopu, zaczęli kopać tunel (sztolnię). Twardą wapienną skałę łupali za pomocą żelaznych drągów i kilofów. Z uwagi na twardość skały chodnik musiał być niski. W swoich pamiętnikach o. Kordecki potwierdza to pisząc, że górnicy podczas pracy czołgali się jak węże. Robota w twardej skale szła im mozolnie. Pracowali w dzień i w nocy na zmiany „zaledwie o kilka kroków z wielkim trudem co dzień się posuwając, ku wschodniej baszcie zdążali”. Podczas prowadzenia tych prac wśród oblegających rozeszła się wiadomość, że kamieniarze odkryli przechód podziemny i że nieprzyjaciel założył tam miny dla wysadzenia murów klasztornych. Wieść o tym nieprawdziwym odkryciu rozpowiadana była po to, aby dotarła do obrońców Jasnej Góry i ich zaniepokoiła. Mówiono także o bliskim terminie wysadzenia klasztoru, „litując się” nad zagładą świętego miejsca. Niepokojące wiadomości dały powód załodze twierdzy do urządzenia wycieczki za mury w celu wybicia górników robiących podkop. Z uwagi na to, że poprzednia udana wycieczka zaostrzyła czujność Szwedów, którzy nocą prawie nie sypiali, pilnując obozu, zadecydowano wykonać wypad w dzień. Decyzja jej zorganizowania zapadła 19 grudnia, a już 20 grudnia o godzinie pierwszej po południu tajnym przejściem (ukrytymi w murach drzwiami) wyszła grupa obrońców pod wodzą Stefana Zamoyskiego, podążając fosą w stronę obozu nieprzyjaciela. Przy fosie wyprawa natrafiła na górników. Z napotkanych kopaczy przy życiu pozostało tylko tych dwóch, którym udało się zbiec. Wyprawie udało się zagwoździć dwa najbliżej stojące fosy działa, pozabijać i rozproszyć przebywających w pobliżu szwedzkich żołnierzy. Naprzeciw jasnogórskiej wycieczce Szwedzi rzucili około 100 jezdnych. Pod osłoną jasnogórskich dział oddział Zamoyskiego powrócił do twierdzy, tracąc tylko jednego żołnierza. Powodzenie przedsięwzięcia było tak wielkie, że Szwedzi przez dwa dni nie podejmowali walki oblężniczej, wykorzystując czas do zbierania i grzebania swoich poległych. W nocy z 23 na 24 grudnia z Krakowa do obozu szwedzkiego przybyły wozy z prochem i sprzętem wojennym. Wydarzenie to zaniepokoiło obrońców, a przesłana tajnie w tym dniu wiadomość, że nieprzyjaciel będzie szturmem twierdzę zdobywał, napawała przerażeniem. Dotarła też pomyślna wieść, że najjaśniejszy król Jan Kazimierz wyruszył ze Śląska i przebywa już w Żywcu. Noc wigilii Bożego Narodzenia spędzono na Jasnej Górze bezsennie, spodziewając się ataku. Z obozu szwedzkiego dochodził łoskot i słychać było wzmożony ruch. Jednak atak nie nastąpił. Wyglądało na to, że Szwedzi uszanują Święta Bożego Narodzenia. 25 grudnia w południe od strony północnej zagrzmiały szwedzkie działa, wyrządzając duże szkody murom klasztornym. Mimo że bombardowanie było jednym z najcięższych w okresie oblężenia, nie złamało obrony. Pod wieczór pękło ciężkie działo szwedzkie i to zakończyło szturm. W tych dniach Szwedzi musieli już wiedzieć, że w stronę Jasnej Góry podążają wojska polskie. W drugi dzień Świąt 26 grudnia Szwedzi nocą pościągali ciężkie działa ze stanowisk, a o świcie 27 grudnia ich wojska odeszły spod Jasnej Góry. 5 stycznia 1656 roku pod twierdzę przybyły polskie oddziały partyzanckie liczące 6 000 wojska i 6 dział, dowodzone przez starostę babimojskiego Krzysztofa Legockiego.

Odstąpienie wojsk szwedzkich posiadających przewagę militarną w stosunku do garstki obrońców uznane zostało za cud. Do tego sukcesu przyczynił się również talent dyplomatyczny dowódcy obrony – przeora zakonu paulinów – ojca Augustyna Kordeckiego. Przyjął on taktykę gry na zwłokę podczas negocjacji przy omawianiu warunków poddania twierdzy, co spowodowało przeciągnięcie oblężenia, a wieści o możliwości przybycia z odsieczą wojsk polskich sprzyjających królowi umacniały obrońców w postanowieniu wytrwania. Obrona Jasnej Góry była punktem przełomowym w wojnie polsko – szwedzkiej i spowodowała przechylenie szali na korzyść polską.

Ostatnie wpisy autora