Mówiąc własnym językiem o ankiecie „Arcanów” na temat kondycji i przyszłości nauki w Polsce

Data

Polecamy

Jerzy Targalski, Sylogizm i prymitywizm. O działaniu à la Korwin-Mikke

Prymitywny sylogizm stał się w czasach ignorancji i skretynienia podstawowym sposobem rozumowania, zwłaszcza ludzi młodych.

Między wrony

Mamy szansę wybić się na prawdziwą niezależność od Niemiec i Rosji.

Argument

I pomyśleć, że ktoś potrafi jeszcze przewyższyć intelektem nawet samą posłankę Jachirę!
Mimo upływu przeszło 30 lat wolnej Polski, przeprowadzeniu wielu reform domeny akademickiej, jest ona w złym stanie, a nawet coraz gorszym, co budzi uzasadniony niepokój o przyszłość Polski.

Przy tworzeniu każdej konstrukcji, także konstrukcji systemu akademickiego, należy zadbać przede wszystkim o fundamenty, na jakich zostanie posadowiona, Jeśli nie zbadany należycie podłoża i wzniesiemy ją na gruncie bagiennym lub na osuwisku, to zapewne po pewnym czasie zacznie się zapadać lub osuwać i ulegnie destrukcji. Naprawianie wyższych elementów konstrukcji na nic się zda, jeśli fundament nie jest właściwy.

Przed pięciu laty pisałem na moim blogu [Czy ministerstwo nauki ma nadal rację bytu i reformowania systemu akademickiego? 25 lipca, 2017]:„Nie da się pozytywnie zreformować żadnej dziedziny życia społecznego bez oparcia się na fundamencie prawdy, a system akademicki nie tylko winien być na takim fundamencie posadowiony, ale winien go budować i innych do formowanie takiego fundamentu przygotowywać.” I dalej: „Co prawda wzniesiono moc nieruchomości akademickich, ale z tego może się utrzymują zarządzający nieruchomościami, bo nauka w Polsce nadal się utrzymać nie potrafi, marnotrawiąc kapitał ludzki i każdą ilość przeznaczanych na nią środków podatnika. Biedni podatnicy utrzymują kiepski system posadowiony na niewłaściwym fundamencie, który ciągle jest biedny, bez względu na to jakie jest jego zasilanie finansowe”.

W ciągu lat reformowane są różne elementy konstrukcji systemu akademickiego, ale bez sięgania do fundamentów, które z przyczyn historycznych – długoletniej dominacji systemu komunistycznego osadzone są na bagnie, które w czasie transformacji nie zostało osuszone ani odziedziczona konstrukcja nie została wzmocniona odpowiednimi filarami.

Niewykorzystany potencjał naukowy

Dyskusja w „Arcanach” dotyczy głównie fatalnych skutków reformy Gowina, nieznacznie sięgając przeszłości, a bez tego chyba nie da się należycie ocenić przyczyn pogarszającego się stanu nauki w Polsce. Nie jest tego przyczyną mizeria finansów (choć jest ona faktem), gdyż w warunkach gorszego finansowania nauki wyniki nieraz były lepsze. IPN prowadzi projekt „Giganci nauki” i dokumentuje, że ci giganci rekrutują się z tych, którzy działali w II RP, albo mają tam korzenie Warto by zadać pytanie: czy taki Stefan Banach miałby szanse na sukces w dzisiejszej domenie akademickiej? Inni „giganci” z II RP wracali z zagranicznych ośrodków do niepodległej, ale bardzo biednej Polski.

Mamy niewykorzystany potencjał naukowy Polaków, wiążący się m.in. z niewłaściwym stosunkiem do polskich naukowców rozproszonych w różnych, nieraz bardzo dobrych zagranicznych ośrodkach naukowych, czy to w wyniku emigracji w czasach komunistycznych, czy opuszczających Polskę po szerszym otwarciu granic w III RP. U zarania III RP tworzono nawet bariery prawne i obyczajowe, aby nie wracali i nie stanowili konkurencji dla beneficjentów akademickich czasów PRL. Także niewykorzystywane są zasoby krajowe tych naukowców, którzy z systemu akademickiego zostali wyeliminowani w PRL z przyczyn pozamerytorycznych/politycznych. To wielka strata i nawet nie starano się jej zniwelować. Takiego stanu rzeczy nie spowodowała fatalna reforma Gowina, bo trwa on od początku wolnej Polski. Reforma Gowina tego nie naprawiła.

Konieczny powrót do poszukiwania prawdy

W czasach komunistycznych sytuacja świata akademickiego była schizofreniczna, gdyż komunizm był systemem kłamstwa, a powinnością nauki jest poszukiwanie prawdy o czym pięknie pisze w „Arcanach” prof. Wawrzyniec Rymkiewicz. Ciekawe, że jeszcze w czasach PRL w statucie UJ widniał zapis, że uniwersytet to wspólnota nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy, co można traktować jako wyraz oporu w warunkach komunistycznych. Faktem jest, że w życiu nie do końca ten zapis respektowano i w latach 90. wielokrotnie zarzucałem władzom UJ łamanie w tym względzie statutu. Ale władze z tym sobie poradziły w sposób nader osobliwy i dla nauki szkodliwy – w statucie na jubileusz roku 2000 z takiego zapisu zrezygnowano i w praktyce akademickiej również. Zresztą inne uczelnie też poszły za tym przykładem, jak ostatnio opisał to prof. Lucjan Piela („Polski kompleks Zachodu? Impresje chemika kwantowego” Forum Akademickie 10/2021: „Zabawy z usuwaniem dążenia do prawdy trwają krótko, skutki przychodzą szybko i dotyczą życia. Jeśli nie prawdzie, to czemu właściwie służyć ma uniwersytet?”). Co więcej, na uczelniach zatrudniani są teoretycy prawdy, którzy prawdy w życiu akademickim nie praktykują. Powrót do klastycznej definicji uniwersytetu jako instytucji poszukującej prawdy to jest budowanie należytych fundamentów pod konstrukcję domeny akademickiej. Głos w „Arcanach” filozofa prof. Rymkiewicza jest w tym względzie bardzo cenny, choć nie jedyny. Wielokrotnie w swej publicystyce taki punkt widzenia prezentowałem, zadając wręcz pytanie: czy po abdykacji z poszukiwania prawdy to są jeszcze uniwersytety? („Uniwersytet w czasach postprawdy”. Nowe Państwo nr 1/2018, „Kryzys uniwersytetu w ujęciu polemicznym z Prof. Piotrem Sztompką”, 2014)

Warto przypomnieć, jak środowisko akademickie broniło się (przed ustawą Gowina) przed poznaniem własnej historii, przed lustracją, protestując i wymyślając rozmaite fortele, aby nie poddać się procedurom lustracyjnym. Na ogół z historii uniwersyteckich wymazywana są takie niewygodne słowa jak: komunizm, stan wojenny, PZPR (przewodnia siła narodu, także na uczelniach), co z prawdą historyczną nie ma nic wspólnego, a bez niej nie da się ocenić przyczyn upadku polskich uczelni. Na ogół wymazano z historii uczelni nie tylko system komunistyczny, ale i jego instalatorów, utrwalaczy i rzecz jasna ofiary. Postulowany przeze mnie na początku XXI wieku projekt opracowania „Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i edukacji” nie zakończył się sukcesem. Widać ten etap historii naszej domeny akademickiej jest fundamentalnie istotny dla dzisiejszych kadr. Bez poznania prawdy historycznej, korzeni obecnego systemu trudno go jednak reformować we właściwym kierunku.

Selekcja kadr w PRL i III RP

W PRL dominowała negatywna selekcja kadr. Niewygodnych pod kątem ideologicznym, niereformowalnych, usuwano, inni opuszczali Polskę, a reszty dokonywał naturalny proces biologiczny, stąd w PRL można było obserwować spadek poziomu wraz z odchodzeniem kadr uformowanych w II RP. Proces ten został jeszcze pogłębiony w „czasach jaruzelskich”, kiedy miał miejsce ogromny odpływ młodych ludzi za granicę (dokładnie nieobliczony, ale np. z moich magistrantów ok. 20% opuściło Polskę), a także w wyniku weryfikacji kadr pod kątem przydatności do wychowania zgodnie z principiami socjalistycznymi.

Te weryfikacje, szczególnie ta najlepiej przygotowana prawnie przed transformacją ustrojową, kiedy tworzono fundamenty kadrowe, jest niemal przemilczana publicznie wraz z ofiarami tych weryfikacji, Antykultura unieważnie]ania/kasowania (canel culture) tak nagłaśniana obecnie (jako skutek inwazji ze zgniłego Zachodu) na dobre u nas zagościła przed dziesiątkami już lat i żadna reforma tego stanu rzeczy nie zmieniła 9miała miejsce głównie „Transformacja kolorystyczna polskich uczelni” – J. Wieczorekw Kurier Wnet w lutym 2022).Stąd wykorzystanie potencjału intelektualnego Polaków jest dość skromne. Tym bardziej, że odpowiedzialni za ten stan rzeczy nie zostali przeniesieni w stan nieszkodliwości, czego się domagałem jeszcze w mrokach stanu wojennego (fakt, że na forum jednej uczelni, ale za to wiodącej) i to domaganie się jest nadal zasadne i konieczne. Selekcja kadr w III RP, tak jak i w PRL, nie prowadzi do wyłaniania najlepszych, lecz wypierania lepszych przez gorszych. Ma to miejscu już na samym etapie rekrutacji na etaty w ramach pseudokonkursów ustawianych na konkretnego kandydata przy kryteriach dostosowanych do jego możliwości. Ci o większych nieraz osiągnięciach przegrywają, bo gorzej spełniają warunki konkursów! Ten proceder traktowany jest u nas jako standard, gdy np. we Włoszech zorientowano się, że prowadzi do degradacji systemu akademickiego i negatywnie wpływa na życie kraju, stąd od kilku lat prowadzona jest operacja „ Universita Bandita” mająca na celu przynajmniej ograniczenie tego praramafijnego, korupcyjnego w swej istocie procederu (Józef Wieczorek-Z ziemi włoskiej do Polski. Rzecz o konieczności odwirusowania nauki” Kurier WNET” nr 72/2020).

Patologie osłabiają kondycje nauki i nie rokują dobrze na przyszłość

Ustawiane konkursy na etaty to jedna z wielu patologii, a środowisko akademickie widzi na ogół tylko jedną: brak pieniędzy! Mizeria finansowa nauki jest faktem, lecz także to, że jej finansowanie w rzeczywistości jest wielokrotnie większe niż w PRL, a poziom spada niezależnie od tego czynnika. Uczelnie nie chcą zresztą takich naukowców, którzy z pasji i nawet bez finansowania potrafią nieraz zrobić w nauce więcej niż finansowani etatowcy. Skoro jednak nie zdobywają pieniędzy a mają efekty, to nie są przedmiotem zainteresowania, ale są unieważniani przez tych, którzy tylko myślą o pieniądzach na naukę a nie o efektach naukowych. Argumentacja, że inwestycja 1 zł w naukę przynosi 5 zł zysku nie jest poparta żadnymi faktami, a chyba nawet postulujący takie inwestycje sami w to nie wierzą, bo nie inwestują, mimo możliwego (jak argumentują) intratnego 500 % zysku. Mimo braku finansowania z puli naukowej przez kilka lat miałem więcej i lepszych publikacji (także zagranicznych) niż wielu finansowanych etatowców, a nawet wtedy, gdy sam byłem na etacie. Po prostu nikt nie mógł przeszkodzić mi w pracy (mobbing), ani zapisać na swoje konto tego, co zrobiłem. Żadnego zainteresowania moją działalnością ze strony uczelni biadolących na niedostatek pieniędzy nie było! Co więcej, mimo braku inwestycji w moją działalność, choćby 1 zł z puli przeznaczonej na naukę, ta działalność przynosi jednak społeczne zyski (miliony zł) bo jak gospodarka jest oparta na rzetelnej wiedzy naukowej, to może przynosić zyski. Na całe szczęście niektóre podmioty nie opierają się na wiedzy wysoko utytułowanych i finansowanych z puli przeznaczonej na naukę, bo mogłyby zbankrutować. Taki stan rzeczy wymagałby szerszego audytu, ale i tak faktem jest.

Inne patologie mające negatywny wpływ na domenę akademicką to m.in.: wieloetatowość, nepotyzm, chów wsobny, plagiaty, lipne dyplomy, konformizm, brak jawności, mobilności, mobbing, dostawy obowiązkowe produktów intelektualnych, a niestety brak nawet monitoringu tych patologii (Józef Wieczorek – Etyka i patologie polskiego środowiska akademickiego, 2010) Mój sprzed lat postulat organizacji Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich – POMPA na drodze do ‘wypompowanie” nieco tych patologii, nie został zrealizowany.

W dyskusji „Arcanów” jednoznacznie krytykowany jest system boloński i tzw. punktoza (system parametryzacji), powodująca przy biurokratycznym i komercyjnym stosowaniu degradację domeny akademickiej, szczególnie w naukach humanistycznych i społecznych (Rymkiewicz, Polak). Bezkrytyczne wprowadzenie tych elementów systemowych dla zapewnienia większej spójności systemów szkolnictwa wyższego w Europie okazało się porażką i dobrze by było te elementy systemowe poważnie zweryfikować. Trzeba mieć jednak na uwadze, że przed wprowadzeniem procesu bolońskiego i parametryzacji system też nie funkcjonował jak należy i liczne patologie degradowały naukę w Polsce (Józef Wieczorek: Plagi Akademickie, 2020, Trąd w Pałacu Nauki, Ku jakiej cywilizacji zmierza świat akademicki, 20220.

Nie mniejszą wadą było i jest funkcjonowanie u nas dość osobliwego systemu tytularnego niekompatybilnego z panującym w przewadze w nauce światowej, a kompatybilnego przez lata z tym, jaki obowiązywał w krajach postkomunistycznych. To prowadziło do patologicznej turystyki habilitacyjnej do krajów postkomunistycznych, co miało istotny wpływ na obniżenie poziomu tzw. samodzielnych pracowników nauki, chyba nie mniejszy niż proceder tzw, docentów marcowych po roku 1968.

W naszym systemie za filary mające utrzymywać poziom nauki od lat uważane są: habilitacja i profesura belwederska. Niestety, te filary są chyba źle osadzone, skoro mimo ogromnego wzrostu ilościowego habilitacji i profesur mamy spadek poziomu nauki, w tym bardzo istotny spadek poziomu doktoratów prowadzonych i akceptowanych przez samodzielnych pracowników nauki (habilitowanych, profesorów) i za ich poziom autonomicznie odpowiadających. Żaden słaby doktorat, słaba habilitacja nie mogłaby powstać bez akceptacji tych gremiów! W niemal powszechnej opinii także dyplomy szkół wyższych mają na ogół małą wartość, a nawet są bez wartości (kupowane od firm piszących prace, przez lata plagiatowane), za co winę ponoszą promotorzy.

Strategia przetrwania

Poziom etyczny naszej kadry akademickiej jest dość kiepski i jest na to przyzwolenie. Od lat mówi się, że na uczelniach ludzie boją się mówić (a nawet myśleć) i zanika merytoryczna dyskusja, merytoryczna krytyka, co nie powinno dziwić, skoro tak pracownicy nauki przez lata byli selekcjonowani. Bez trudu można było wytypować, kto z systemu zostanie wyeliminowany, np. nie usuwano plagiatującch profesorów tylko doktorów, którzy ujawniali plagiaty profesorskie.

Chowanie głowy w piasek stało się podstawową metodą przetrwania na uczelniach. Marny los tego, kto taką „odwagą” się nie wykazywał. Na uniwersytetach w pełni sprawdza się konstatacja przypisywana Einsteinowi: Dożyliśmy takich czasów, w których ucisza się mądrych ludzi, żeby to, co mówią, nie uraziło głupców” Zanik merytorycznej krytyki i powszechny mobbing jest tego skutkiem. Nasilenie tych zjawisk można obserwować na styku doktor/profesor,[i] czego skutkiem jest unieważnianie/kasowanie niższych hierarchii, aby nie zagrażali wyżej utytułowanym.

Nauka z natury rzeczy jest nonkonformistyczna, dążąca do poznania prawdy, a nie do konformistycznego potwierdzania zgodności z tym, co zrobili wcześniej nieraz wysoko utytułowani W taki bowiem sposób nauka sensu stricto nie może funkcjonować.

Rzecz w tym, że przez lata eliminowano z systemu nonkonformistów, preferując i awansując konformistycznie nastawionych zgodnie z zasadą BMW (bierny, mierny, ale wierny) panującą w PRL, ale przeniesioną do III RP

Surowi i oblewający wykładowcy nie mają szans?

Trudno się zgodzić z opiniami wyrażanymi w ankiecie (Polak, Heck), że realne zagrożenie dla profesorów stanowią studenci – ich opinie i ankiety. Fakt, że stowarzyszenia studenckie propagujące ideologię tęczową (np. TęczUJ) wręcz ostrzegają, że żarty się skończyły i zapowiadają powrót do działań kojarzonych z ekscesami zetempowskich Brygad Lekkiej Kawalerii w czasach instalacji systemu komunistycznego. (Józef Wieczorek – Pakiet Wolności i beneficjenci zniewolonego systemu, Gazeta Polska 13 stycznia 2021 r.) Tym niemniej bez wsparcia grona profesorskiego takie zagrożenie chyba byłoby trudne do zrealizowania.

Dość częste jest mniemanie, które wyrażano także w ankiecie „Arcanów” (Polak), że „surowi i oblewający wykładowcy nie mają szans”.

Rzeczywiście w systemie, gdzie studenci rekrutują się z dosyć przypadkowych osób, zainteresowanych tylko zdobyciem dyplomu a niekoniecznie należytej wiedzy, przyjmowanych na studia bez egzaminów, bo to się opłaca uczelni i etatowym pracownikom, gdyż od ilości studentów zależy finansowanie uczelni, takie zjawiska patologiczne mogą mieć miejsce i mają.

Ten problem dobrze by było jednak zbadać wszechstronnie, bo znane są zjawiska odmienne (wysokie oceny dla surowych wykładowców!) ale są pomijane w opiniach.

Niestety chyba nikt nie badał, jakie były losy wykładowców ocenianych w ankietach wyżej od profesorów i lepiej spełniających rolę mistrzów wobec uczniów. Warto też poznać postawy studentów i pracowników, którzy reagując na haniebne postawy profesorów, występowali w obronie niżej utytułowanych, ostrzegając przy tym, że takie metody nie wprowadzą godnie nauki w Polsce w wiek XXI. I były to ostrzeżenia prorocze. Wiek XXI nastał, a nauka polska progu tego wieku godnie nie zdołała przekroczyć i nie chodzi tu o małe zasoby finansowe, bo te z godnością na ogół mają mało wspólnego. Stąd mamy to, co mamy. I bez fundamentalnych zmian będziemy nadal mieć ze szkodą nie tylko dla uczelni, ale dla Polski.

Doktorzy nie mogą oceniać profesorów?

W środowisku akademickim i także w ankiecie „Arcanów (Dorota Heck), wyrażane są opinie, że źle jest, gdy młodsi oceniają starszych, studenci oceniają profesora (ankiety!), doktorzy recenzują artykuły naukowe. To, że doktorzy nie powinni oceniać profesorów, nie jest poglądem marginalnym, ale chyba niezasadnym. Niestety nie jest tak, że każdy profesor jest mądrzejszy od doktora, bo nasz system tytularny jest bardzo niedoskonały, a mógłby być udoskonalony, gdyby potencjał intelektualny (także moralny) doktorów na poziomie był lepiej wykorzystany. Nawet na poziomie najwyższych ciał decydujących o tytułach kiedyś CKK, CK a obecnie RDN (Rada Doskonałości Naukowej) widać jasno, jak te gremia są niedoskonałe. Jako młody doktor stawiałem dwóje za przyswajanie sobie przez studentów podręcznikowej (nie)wiedzy profesora z CKK, gdyż oceniałem według ówczesnego stanu wiedzy, a nie bezkrytycznie/konformistycznie zgodnie z produktami profesorskimi. Jako redaktor oceniałem do druku prace profesorów, co było źle widziane (bo niby jak doktor może poprawiać/pouczać profesora), jako doktor oceniałem prace dyplomowe prowadzone przez profesorów, wykrywając bez trudu nawet niewielkie plagiaty przez profesorów nie zauważane itp. Rzecz jasna, po takich „wyczynach” od recenzowania prac magisterskich prowadzonych przez profesorów zostałem odsunięty, z redakcji również, a tym bardziej z prowadzenia prac dyplomowych, które na moje nieszczęście swym poziomem znacznie przewyższały prace dyplomowe prowadzone przez profesorów i stanowiły bazę do dalszego rozwoju naukowego moich wychowanków na poziomie międzynarodowym. Takich nasz system nie toleruje! I są tego skutki. Nawet członkowie RDN podsuwają Prezydentowi RP do nominacji kandydatów na profesorów parających się plagiatowaniem, a i sami członkowie RDN, czasem dalecy od doskonałości, rekwirują na swoje konto intelektualne dobra doktorów niechcianych w systemie.

Mamy wręcz deficyt ocen profesorów dokonywanych przez doktorów. W innych krajach o wyższym poziomie nauki, doktorzy (także polscy!) mogą recenzować prace naukowe w zagranicznych czasopismach i w gremiach międzynarodowych oceniać dorobek naukowy kandydatów do kierowania zespołami naukowymi (jakby odpowiednik naszej habilitacji). Rzecz jasna w polskim systemie dla takich nie ma miejsca. To jest temat na szeroki audyt, ale nawet na osobistym przykładzie widać konieczność oceniania profesorów przez doktorów, aby poziom nauki w Polsce się podniósł. Rzecz jasna przez doktorów nonkonformistycznych, którzy nie abdykowali z prawdy na rzecz formalnej kariery naukowej, ale ta w takim przypadku jest niemożliwa/trudna do zrealizowania. Aby opierać gospodarkę na rzetelnej wiedzy, trzeba brać po uwagę wiedzę i osiągnięcia realne doktorów, pomijając wcale nie tak rzadkie niedorzeczności profesorów.

System niereformowalny?

Po dotychczasowych próbach reform pojawiają się wątpliwości, czy nasz system akademicki jest reformowalny, co zresztą podniosłem na początku tego wieku w tekście w Rzeczpospolitej (System zamknięty i niereformowalny – 29 października 2002).

kst opublikowany w dwumiesięczniku „Arcana” nr 165 Podobne wątpliwości nasuwały się kilka laty później w ramach działalności Niezależnego Forum Akademickiego (https://nfawww.wordpress.com/category/akcje-nfa/), otwartego na polską diasporę naukową realizującą się w dobrych zagranicznych jednostkach naukowych. Nasi „zagraniczni” akademicy wykazywali zainteresowanie zmianami – i to głębokimi – systemu, gdyż z powodu jego niewydolności znaleźli się poza granicami kraju i nie mieli do czego wracać. „Krajowi” naukowcy, szczególnie ci na etatach, byli bardziej wstrzemięźliwi, jakby bardziej zainteresowani zachowaniem status quo. W pracach nad fatalną, jak się okazuje (i jak przypuszczano – np. Józef Wieczorek, Konstytucja dla Nauki, Nowe Państwo nr 10/2017), reformą Gowina nie było ani jednego zespołu z polskiej diaspory naukowej, który by opracował swój punkt widzenia na naprawę systemu. Czy jest możliwe zreformowanie polskiego systemu akademickiego w układzie w niemałym stopniu zamkniętym? To wątpliwe, tym bardziej, że potrzebna by była wola polityczna, a tej na fundamentalne zmiany brak, bo takie by się przełożyły na protesty obecnego środowiska akademickiego i spadek głosów poparcia dla rządzących, niezależnie od opcji politycznej.

Józef Wieczorek – doktor nauk geologicznych, absolwent UW, b. wykładowca geologii na UJ, pozbawiony warsztatu pracy naukowej w wyniku politycznych czystek w czasach „jaruzelskich”, b. redaktor Annales Societatis Geologorum Poloniae, autor ponad 100 publikacji z dziedziny geologii, założyciel i prezes Niezależnego Forum Akademickiego (2005-2013), redaktor kilku stron internetowych o tematyce akademickiej (m.in. Lustracja i weryfikacja naukowców PRL, Mobbing akademicki), autor setek artykułów „akademickich” ( m.in.  na Blogu akademickiego nonkonformisty, w: Kurier Wnet, Gazeta Polska., Nowe Państwo i in.) i kilku książek m.in. Drogi i bezdroża nauki w Polsce, Etyka i patologie środowiska akademickiego, Plagi akademickie, Trąd w pałacu nauki.

Tekst opublikowany w dwumiesięczniku „Arcana” nr 165

 

Józef Wieczorek
Józef Wieczorek
Były wykładowca UJ, wykluczony z systemu uczelnianego w PRL, obecnie publicysta, jako dysydent akademicki z szewską pasją działa na rzecz naprawy patologicznej domeny akademickiej.

Ostatnie wpisy autora