Mateusz Morawiecki nie odpuszcza. Uważa, że to on był najlepszym premierem, zatem powinien być najważniejszy w PiS i rozdawać partyjne karty. Co więcej, ani na krok nie ustępując z koncepcji własnego stowarzyszenia w PiS, wzywa do jedności partii w celu pokonania gnuśnego Donalda Tuska.
Walczy o pełnię władzy w PiS, a potem o kolejny swój rząd. Dlatego nie chce odejść i zakładać własnej partii.
Tak zrobił kiedyś Zbigniew Ziobro i teraz musi się ukrywać w USA. Utworzenie własnej partii to duże ryzyko finansowe. Zjednoczenie prawicy jakiej dokonał Jarosław Kaczyński poprzez wciągnięcie ludzi Ziobry (Suwerennej Polski) na wspólną listę, skończyło się dla tego ostatniego fatalnie. Prawo i Sprawiedliwość dostało państwowe pieniądze na działalność, a Ziobro dostał zero. Utworzenie później partyjnego (SP) Funduszu Sprawiedliwości, mającego ten brak zrekompensować, zakończyło się ucieczką jego i Romanowskiego z Polski.
Mateusz Morawiecki ma pieniądze, ale jego towarzysze z Rozwój Plus już niekoniecznie. Teraz zarabiają, bo są członkami Prawa i Sprawiedliwości, a nie Stowarzyszenia. I tu pojawia się bardzo interesująca wiadomość: najbliżsi towarzysze Morawieckiego nie chcą płacić na PiS!
Jak podaje SE Dworczyk, Buda, Müller, Semeniuk-Patkowska, Stachowiak-Różecka, Kubowa nie płacą na swoją partię statutowych składek. Powinni wpłacić 414 tys. zł., a wpłacili 128,5 tys. zł. Różnica to 285,5 tys. zł.
Zatem już niedługo może się okazać, że Mateusz Morawiecki zostanie sam … ze swoimi pieniędzmi.
Pozostali ukorzą się, albo zostaną pozbawieni pieniędzy, które dostają teraz za członkostwo w PiS. Najłatwiej decyzja o rozstaniu z PiS przyjdzie europosłom jak Buda i Dworczyk, którzy dzięki temu nie będą musieli oddawać PiS ani złotówki ze swoich pokaźnych pensji. Tak zrobił kiedyś Marek Migalski. Czy jednak marzy im się taki sam polityczny koniec?
JAK



