More

    Chaos w naszych chrześcijańskich głowach. Kto z nas się zaprze samego siebie?

    Strona głównaFelieton sobotni Jana A. KowalskiegoChaos w naszych chrześcijańskich głowach. Kto z nas się zaprze samego siebie?

    Polecamy w dziale

    Prawo i Sprawiedliwość straciło władzę za wcześnie

    Dziura budżetowa 186 mld zł i brak pieniędzy na cokolwiek to nie zasługa rządu Koalicji 13 Grudnia, ale skutek rządów PiS. Żaden wielki projekt nie zostanie zrealizowany, chyba że USA i Chiny dadzą pieniądze na własnych warunkach.

    W którym roku Polska przegrała wojnę z Unią Europejską? Bo nie pamiętam.

    Naprawdę nie pamiętam. Może byłem wtedy nad morzem, albo na nartach? Wiem, że wojna musiała być. Wskazują na to zniszczenia. Bez przegranej wojny dumny naród polski nie dałby sobie narzucić tak upokarzających warunków kapitulacji

    Obliczyłem, że powinniśmy być bardzo bogaci

    Co jest nie tak z naszym państwem, że pomimo coraz większych dochodów, z roku na rok coraz bardziej się zadłużamy? Jeden czynnik odpowiada za to – system organizacji naszego państwa - biurokracja, nad którą nikt nie ma kontroli.

    Sensacja w Sejmie! – Koalicja 13 Grudnia odrzuca krytykę rządu PiS

    Mamy pierwszą sensację! W Sejmie powstała koalicja ponad podziałami. Odrzuciła ona raport NIK o nadużyciach PFR przy wydatkowaniu pieniędzy publicznych w czasie pandemii - powitajmy Koalicję Darmowej Kasy Państwowej ... dla siebie
    Już w Renesansie zaczęło się poszukiwanie „ludzkich” księży, potrafiących usprawiedliwić każdy występek. Na długo przed „Tygodnikiem Powszechnym”, kapłanami „Gazety Wyborczej” i Szymonem Hołownią. Nasz Pan powiedział: kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie… Co to w ogóle za tekst? Ja, taki wspaniały, który całe życie poświęciłem na naukę, studia, karierę, na samodoskonalenie i budowę własnego wizerunku (jak cię widzą, tak cię piszą), miałbym się wyrzekać własnego […]

    Już w Renesansie zaczęło się poszukiwanie „ludzkich” księży, potrafiących usprawiedliwić każdy występek. Na długo przed „Tygodnikiem Powszechnym”, kapłanami „Gazety Wyborczej” i Szymonem Hołownią.

    Nasz Pan powiedział: kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie…

    Co to w ogóle za tekst? Ja, taki wspaniały, który całe życie poświęciłem na naukę, studia, karierę, na samodoskonalenie i budowę własnego wizerunku (jak cię widzą, tak cię piszą), miałbym się wyrzekać własnego ja?

    Od szkoły podstawowej budujemy własny wizerunek. Uczymy się pisać CV, w którym przedstawiamy najkorzystniejszy obraz samego siebie. Po to, by zdobyć uznanie w oczach środowiska, naszej pani, przyszłego pracodawcy. Starannie pomijamy wady, a uwypuklamy zalety. I kłamiemy, kłamiemy, kłamiemy. Uczą nas tego nasi zakłamani rodzice i nauczyciele. W tak zwanej dobrej wierze, żeby nam było łatwiej w życiu. Po kilkudziesięciu latach już nie wiemy, jacy jesteśmy. Wiemy za to, jaki powinien być i jest nasz wizerunek, i jesteśmy gotowi go bronić jak niepodległości.

    Własne ja, nasz egoizm staje się najważniejszy. I biada temu, kto chciałby to podważyć.

    W Średniowieczu jeszcze tak nie było. Człowiek miał świadomość, że jest słaby, głupi i grzeszny. I wszystko, co ma, zawdzięcza Panu Bogu. A każde dzieło swojego życia ofiarowywał ku większej chwale bożej i pożytkowi ludzi. Gdy coś napisał na przykład, to nawet się nie podpisywał własnym imieniem, bo po co. Stąd przecież mamy Galla Anonima – tak go nazwaliśmy, bo nie znamy jego tożsamości.

    Renesans, Odrodzenie, humanizm – jak zwał, tak zwał – zmienił wszystko.

    Człowiek zostawił w spokoju Boga i zaczął odkrywać siebie. I pieścić swoje słabości, tak przecież ludzkie.

    Rzeczy boże dalej były boże, ale sprawy ludzkie zaczęły być już tylko ludzkie. I zajęły się nimi rzesze następujących po sobie specjalistów od spraw ludzkich. Ich zadaniem stało się wynajdywanie kolejnych ludzkich potrzeb, bo przecież „człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce”. Zaczęła się postępująca sekularyzacja naszych sumień.

    To wcale nie dziś. To już w Renesansie co światlejsi obywatele zaczęli żądać, żeby klecha siedział w kruchcie i nie zaglądał do ich łóżka. Zaczęło się też poszukiwanie „ludzkich” księży. Ludzki ksiądz, pełny słabości charakteru, ułomny w sprawach wiary, potrafiący usprawiedliwić każdą niegodziwość i występek przeciwko Bogu – nieodzowny towarzysz libertynów. To było na długo przed „Tygodnikiem Powszechnym”, kapłanami „Gazety Wyborczej” i Szymonem Hołownią.

    A potem przyszło Oświecenie. Szatańska iluminacja dotknęła wybranych. W taki sposób od wiary w Boga – naszego Stwórcę, poprzez intelektualny zakład Pascala, żeby żyć jednak tak, jakby Bóg istniał, doszliśmy do odrzucenia Boga. I w zwieńczeniu Oświecenia, w rewolucji francuskiej mogliśmy już bez niepotrzebnych wyrzutów sumienia mordować księży i zakonnice, wcześniej je gwałcąc.

    Nie sposób nie dostrzec, że to wcześniejsze idee wpływają na późniejsze ludzkie czyny. Tak właśnie działa nasz mózg. Musi najpierw dostać intelektualne usprawiedliwienie dla późniejszych czynów, czasem przerażających.

    Doświadczamy zatem sprzężenia zwrotnego: najpierw pozwalamy na oddziaływanie na nasz mózg różnych uznanych autorytetów, a potem przyjmujemy ich poglądy za swoje i zaczynamy działać zgodnie z ich wolą. A dzieje się tak dlatego, że pod wpływem ich nauczania, ich języka zmienia się nasze myślenie i postrzeganie rzeczywistości. Zmienia się nasz język i umysł, a zatem nasze widzenie świata. Bo to umysł jest odpowiedzialny za wszystkie nasze zmysły, chociaż wydaje się nam, że widzimy oczami, a za smak odpowiadają kubki smakowe. A umysł wyzwolony z umiarkowania żąda coraz ostrzejszych obrazów i coraz mocniejszych smaków. I coraz śmielszych, wyzwolonych autorytetów, które podpowiedzą, jak jeszcze pełniej żyć pełnią życia i się samorealizować.

    Gdy z zapatrzenia w Boga, który nam się objawił w osobie Jezusa z Nazaretu, przeszliśmy do zajmowania się sobą, precz odeszły pokora i bogobojność, a ich miejsce zajęły pycha i próżność. Literalnie nawet wiemy, że jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu. Potrafimy pięknie o tym mówić i deklarować swoje kolejne zawierzenia – a to Maryi, a to Jezusowi.

    Co z tego, skoro nasz skażony w Odrodzeniu umysł najpierw widzi samego siebie. I podpowiada pięknej kobiecie, że oczywiście powinna iść za Jezusem, ale w szpilkach i spódniczce mini. Przecież tak wyposażona bardziej się będzie Panu Bogu podobać, a jeszcze pociągnie za sobą pokaźne grono mężczyzn.

    Tak, następnym razem zajmę się seksem. Pewnie myślicie, że w tak podeszłym wieku niewiele mogę na ten temat wiedzieć. Moi Drodzy, tkwicie w głębokim błędzie 

    Jan Azja Kowalski

    Jan A. Kowalski
    Jan A. Kowalski
    Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.

    Ostatnie wpisy autora

    Nowa Konstytucja