Zasada pomocniczości wymusza wprost likwidację biurokracji. Zanim napiszemy nową konstytucję (12)

Podziel się tym artykułem:
Gdyby działała w Polsce zapisana w Konstytucji zasada pomocniczości, żaden wyłudzacz naszych społecznych pieniędzy nie zostałby profesorem albo natychmiast i dyscyplinarnie zostałby zwolniony z pracy.

Gdyby działała w Polsce zapisana w Konstytucji zasada pomocniczości, żaden wyłudzacz naszych społecznych pieniędzy nie zostałby profesorem albo natychmiast i dyscyplinarnie zostałby zwolniony z pracy.

Mówiło się do niedawna, że wypadki chodzą po ludziach a nie po lesie. Po ostatnich nawałnicach należy chyba skorygować to stare porzekadło. Okazało się, że wypadki mogą chodzić i po lesie, i po ludziach – jednocześnie. W przypadku niżej podpisanego mądrość doświadczenia dowiodła, że należy też unikać miast i łańcuchów oddzielających ulice od chodników. I w żadnym przypadku nie należy przez nie przeskakiwać, bo może się to skończyć złamaniem prawej ręki i przymusową przerwą w opisaniu wreszcie zasady POMOCNICZOŚCI, podstawowego filaru wolności osobistej człowieka i trzeciego filaru naszego nowego państwa – V Rzeczypospolitej.

Zasadą tą, podobnie jak całą Nauką Społeczną Kościoła, wycierają sobie gęby wszyscy wrogowie wolności, a szczególnie kryptomarksiści, czyli marksiści, którzy oficjalnie nie przyznają się do swojego idola, ale potajemnie bałwana Marksa czczą. Ich celem jest jedno – pośrednictwo w każdej wymianie jednego człowieka z drugim i kasowanie z tego tytułu haraczu, opłaty za to wymuszone pośrednictwo.

Pewnie nie uwierzycie, ale zasada pomocniczości wpisana jest również w obecnie obowiązującą konstytucję. Jednak za pustym słowem nie stoi żaden przekaz, żaden czyn. Złośliwi jedynie twierdzą, że czyn, który poszedł za słowem, to biurokracja powiatowa, dwieście tysięcy nikomu niepotrzebnych urzędników. I rozkwit fasadowych fundacji społecznych, żyjących z dotacji zaprzyjaźnionych ministrów.

I to wszystko rzekomo w naszym imieniu i dla naszego dobra. Nóż się w kieszeni otwiera (prawo do obrony własnej i nienaruszalność miru domowego, czyli IV fundamentalną zasadę nowego ustroju opiszę następnym razem).

Tymczasem zasada pomocniczości, subsydiarności – jak zwą ją bardziej oczytani, stanowi jedynie tyle, że wszystko, co może być wykonane przez człowieka bez żadnej pomocy, przez niego powinno być wykonane. Wszystko natomiast, co przekracza jego możliwości, powinno być wykonane w jego najbliższym otoczeniu, czyli z pomocą rodziny, sąsiadów itd. A zatem zasada ta konstytuuje całość aktywności człowieka w sferze społecznej, gospodarczej i politycznej. Wymusza wprost likwidację biurokracji, która polega na czymś zgoła przeciwnym, na pozbawieniu indywidualnego człowieka części wolności na rzecz instytucji biurokratycznych.

Zasada pomocniczości wymusza zarazem oddolny sposób zarządzania całym społeczeństwem, narodem i państwem. Gwarantuje nie tylko autentyczne zaangażowanie obywateli tu i teraz, ale zarazem radykalnie obniża koszty funkcjonowania całej społeczności, która jej podlega. A nie wprost eliminuje selekcję negatywną „mierny, ale wierny”, dominującą w społeczności zbiurokratyzowanej, z którą mamy do czynienia obecnie i z którą nikt nie może sobie poradzić.

Ktoś to musi wreszcie powiedzieć, padło na mnie: nie żyjemy w żadnym samorządnym państwie od roku 1989, żyjemy w jednej wielkiej patologii społecznej. To nie jest tylko wydmuszka państwa, to jest również wydmuszka społeczeństwa. Te wszystkie fikcyjne fundacje, te organizacje rzekomo pozarządowe, te wszystkie rzekomo samorządy – wszystkie one służą jednemu – okradaniu Polaków.

Szczególnie tak zwane samorządy – chluba III RP – z prawdziwą samorządnością nie mają nic wspólnego, a są wylęgarnią biurokracji obciążającej swoimi kosztami nas wszystkich. Dzieje się tak z jednego powodu, który już nie raz przytaczałem: urzędy gmin nie gospodarują swoimi pieniędzmi. Dlatego wójt w swoim mniemaniu nie wydaje pieniędzy własnych, ale jakieś mityczne, państwowe lub unijne. A skoro są niczyje, to dlaczego nie przyjąć na etat kolejnego pracownika?

Zasada pomocniczości, żeby obowiązywać, wymaga jednego – pieniędzy. Pieniędzy powiązanych z określonym zadaniem i działaniem, pieniędzy własnych.

Jak sprzeczna jest biurokracja z zasadą pomocniczości, opiszę na jednym przykładzie. Odpoczywam właśnie nad morzem, w cichej i urokliwej wiosce Białogóra. Dzięki Jadwidze Chmielowskiej, redaktor naczelnej „Śląskiego Kuriera Wnet” i autorce tekstów o mikołajku nadmorskim („Zwycięstwo mikołajka”, wrzesień 2017 i „Mikołajek a Sprawa Polska”, wrzesień 2016), poznałem klasyczny wręcz przypadek patologii w starciu biurokracja przeciw zasadzie pomocniczości.

Ryszard Gordziej, pasjonat i społecznik, w drodze wieloletnich wysiłków wyhodował mikołajka, roślinę chronioną i zagrożoną wyginięciem. Wiele lat eksperymentów zaowocowało wielkim sukcesem. Sukcesem, którym postanowił podzielić się ze społeczeństwem. W porozumieniu z sołtysem Białogóry i wójtem gminy Krokowa obsadził nadmorską wydmę kilkudziesięcioma roślinkami. I tu zaznaczmy, to wszystko przeprowadził na własny koszt, łącznie z wykonaniem tabliczek informacyjnych.

Czy dostał za to medal przynajmniej od wojewody pomorskiego? Wręcz przeciwnie, decyzją Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wszystkie rośliny zostały z wydmy usunięte i oficjalnie zniszczone! Posunięto się nawet do urzędowej groźby z prokuratury. Dlaczego? Kilkadziesiąt tysięcy na odtworzenie populacji mikołajka nadmorskiego w ciągu jednego roku, stanowiska pracy dla urzędników parku, stanowiska pracy w RDOŚ, temat kolejnych rozpraw naukowych dla pracowników Uniwersytetu Gdańskiego i duże pieniądze przeznaczone na wyhodowanie mikołajka najdroższą możliwą metodą, czyli in vitro w specjalistycznym ośrodku pod Poznaniem – oto dlaczego.

Gdyby działała w Polsce zasada pomocniczości, wystarczyła by pomoc sołtysa, może odrobinę wójta. Gdyby działała w Polsce zasada pomocniczości, żaden wyłudzacz naszych społecznych pieniędzy nie zostałby profesorem albo natychmiast i dyscyplinarnie zostałby zwolniony z pracy i to nim zainteresowałaby się prokuratura.

Wracając do ogółu, zasada pomocniczości uniemożliwia rozwój biurokracji. Zapobiega marnotrawieniu naszych pieniędzy i powoduje to, że najmniejszym nakładem środków osiągamy największą korzyść. Dotyczy to również każdego szczebla zarządzania państwem, od wsi i gminy zaczynając, poprzez województwa, a na strukturach państwowych kończąc.

Dlatego logiczne i zgodne z tą zasadą jest zarządzanie państwem przez prezydenta, skoro został wybrany w wyborach przez wszystkich Polaków. I zgodne z tą zasadą jest również to, że w swoich działaniach nie może on zostać pozostawiony bez kontroli ze strony całego narodu, i po to potrzebny jest parlament.

Gorszący spór toczony od długiego już czasu przez ministra wojny ze swoim zwierzchnikiem i zwierzchnikiem wojska polskiego jest przykładem niszczącej państwo polskie biurokracji. Biurokracji, która zawsze polega na przenikaniu się i znoszeniu się kompetencji, a w ostateczności na braku odpowiedzialności.

Zasada POMOCNICZOŚCI musi być istotnym składnikiem naszej Nowej Konstytucji i jednym z głównych filarów V Rzeczpospolitej. A panu Ryszardowi gratuluję prawdziwie kaszubskiej i polskiej wytrwałości. I chociaż wiem, że nie walczył o mikołajka dla zaszczytów, to jego sukces musi być doceniony (ale o zwycięstwie mikołajka dowiecie się z artkułu Jadwigi Chmielowskiej). I na pewno tak w V Rzeczypospolitej się stanie. Już nie mogę się doczekać.

Jan Kowalski

Podziel się tym artykułem:

Polska przyszłość. Gmina i rodzina (1)

Sposób zbierania podatków, konstrukcja budżetu państwa, ma wpływ na funkcjonowanie państwa, ale też wspólnot lokalnych. Udział samorządów we wpływach ze wszystkich podatków uniezależniłby je i pobudził inicjatywy oddolne Polaków.

Pięknie i mądrze mówił nasz Prezydent, ale coraz bardziej jestem skołowany…

Z potępieniem warcholstwa, chociaż dyplomatycznie nie padło takie słowo, całkowicie się zgadzam. Żadna mniejszość odsunięta od władzy w wyniku wolnych wyborów nie może w imię obrony swoich interesów wzywać obcych mocarstw do ingerencji w nasze wewnętrzne sprawy.

Nowa Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej (V RP). Projekt obywatelski

Konstytucja będzie stać na straży wolności każdego Polaka. A my, wolni Polacy, zobowiązujemy się w sumieniu swoim wolności tych i Ojczyzny naszej, wolności te gwarantującej, bronić.

Pierwsze i najważniejsze pytanie referendalne: w jakim państwie chcemy żyć?

Do jakich tradycji odwołały się polskie elity, tworząc I Rzeczpospolitą? Nie do militarnego Imperium, ale do Republiki Wolnych Obywateli, do demokratycznych Aten. W takim państwie chciałbym żyć. Wysłuchałem czwartkowej rozmowy Krzysztofa Skowrońskiego z prezydenckim...

Dlaczego napisałem własny projekt Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej

Potraktowałem słowa Prezydenta z powagą należną głowie państwa. Również dlatego, że obecna dawno powinna leżeć w koszu, bo zamiast sprawnego zarządzania państwem, sankcjonuje chaos.

Brzydka biurokracja przeciwko atrakcyjnej polskiej wolności (3). Jak ją pokonać?

Przyrost o milion sto tysięcy zatrudnionych w biurokracji w przeciągu 28 lat to chyba rekord świata. Żadna branża w Polsce nie rozwijała się w takim tempie. Jak to było możliwe bez oporu społecznego?
Jan A. Kowalski
Jan A. Kowalski
Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.