Zbliża się czas żydowskiego Święta Świateł czyli Chanuki. Czy znowu będzie obchodzone w polskim parlamencie? Myślę, że tak. Jak zwykle przeciwnicy przywołają argument religijny przypisując temu świętu powiązanie z satanizmem. Moim zdaniem ten argument jest niesłuszny, ponieważ w „Ewangelii wg św. Jana” (rozdział 10, wersety 22-39) jest mowa o udziale Jezusa Chrystusa w obchodach tego święta na terenie świątyni jerozolimskiej.
Pytanie, które warto i należy w związku z Chanuką zadać, jest inne: dlaczego obchody tego święta odbywają się w Polsce w miejscu, którego rolą nie jest bycie obiektem sakralnym mozaizmu, jakim byłaby każda synagoga? Jakoś nie słychać o tym, aby w Sejmie i Senacie odbywały się ceremonie religijne katolickie, prawosławne albo protestanckie.
A zatem warto zastanowić się nad wzajemnością – czy w izraelskim Knesecie kiedykolwiek obchodzono któreś nasze święto? A jeśli tak, to które?
Chanuka dla żydów (= wyznawców religii) jest świętem religijnym, upamiętniającym poświęcenie ich drugiej świątyni po jej sprofanowaniu przez hellenistycznych pogan. Dla Żydów (= członków narodu) jest świętem patriotycznym, upamiętniającym odzyskanie niepodległości przez Judeę (w obu wypadkach chodzi o zdarzenie z II wieku p.n.e., o zwycięskie powstanie Machabeuszy).
My w Polsce – nie wszyscy, ale katolicka większość (chyba nadal większość?) – mamy również takie święto, które jest zarazem religijne i patriotyczne. To powinny być dwa święta obchodzone w dwóch innych terminach, ale są obchodzone jednocześnie.
W czasie, gdy Rzeczpospolita znajdowała się w skrajnym zagrożeniu ze strony potopu moskiewskiego (1654 – 1667) i potopu szwedzkiego (1655 – 1660), król Jan Kazimierz ogłaszając Matkę Bożą Królową Polski (wymienił: „Królestwo moje Polskie” oraz księstwa: „Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie i Czernihowskie”) i prosząc o ratunek dla Rzeczypospolitej obiecał – między innymi – to, że „gdy za zlitowaniem Syna Twego otrzymam wiktorię nad Szwedem, będę się starał, aby rocznica w państwie mym odprawiała się solennie do skończenia świata”.
Do władzy królewskiej nie należy ustanawianie świąt kościelnych, ale gdyby on albo któryś z jego następców starał się skutecznie, to obchodzilibyśmy to święto maryjne co roku pierwszego kwietnia. W rocznicę złożenia słynnych ślubów lwowskich z 1656 roku w katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny we Lwowie przed obrazem Matki Bożej Łaskawej. Tak jednak nie stało się – dalszy ciąg tej historii stał się nieładnym dowcipem primaaprilisowym przez Polskę uczynionym Matce Bożej.
Inna obietnica wypowiedziana zaraz potem przez króla: „starać się będę ze stanami Rzeczypospolitej usilnie, ażeby odtąd utrapione pospólstwo wolne było od wszelkiego okrucieństwa” okazała się podobnie nieskuteczna (cytaty z ślubowania królewskiego za powieścią „Potop” Henryka Sienkiewicza). Król zresztą abdykował po 12 latach w 1668 roku.
Po 135 latach Sejm Wielki uchwalił ustawę rządową, nazywaną później konstytucją majową i chociaż to nastąpiło 3 maja 1791 r., tenże Sejm uchwalił, aby święto ku pamięci tego faktu obchodzono w dniu 8 maja czyli w dniu liturgicznego wspomnienia św. Stanisława Biskupa, jednego z patronów Polski. Tak również nie stało się, już Polacy na tzw. Wielkiej emigracji świętowali pamiątkę Konstytucję Trzeciego Maja właśnie w rocznicę jej uchwalenia.
Później, w 1920 r., papież Benedykt XV ustanowił także owo święto maryjne pod tą samą datą i w ten sposób mamy w Polsce dwa święta w jednym.
Jak mogliby obchodzić to święto Żydzi i żydzi w Knesecie? Może wystarczyłoby na przykład, aby spiker wygłosił na uroczystym trzeciomajowym posiedzeniu krótką przemowę (rzecz jasna, wszystkie słowa byłyby wypowiadane w języku nowohebrajskim, najwyżej napisy zawierałyby ich tłumaczenie np. na język polski, podobnie jak w filmie „Pasja” wybrzmiewają słowa starohebrajskie, staroaramejskie i łacińskie, a napisy u dołu pokazują ich tłumaczenia): „Wyrażamy dumę i radość z tego, że – odległy od nas geograficznie – zacny i dzielny naród Polski właśnie naszą rodaczkę, Marię z Nazaretu, czci jako swoją pozaświatową królową. Niech żyje Polska!”, a wszyscy posłowie jak jeden mąż i wszystkie posłanki jak jedna żona zgodnie odpowiadają spikerowi skandowanym okrzykiem: „Niech żyje wielka Polska!”. Niemożliwe? Może tak. Ale to byłby dobitny przykład zastosowania ulubionego przez wielu symetryzmu: my im Chanukę, oni nam Trzeciego Maja.
Izraelczycy po ćwiczeniu symetryzmu na relacji z Polakami mogliby potem uprawiać tę nową umiejętność w relacjach z Arabami. Jej niedobór tragicznie odcisnął się całkiem niedawno w strefie Gazy.
Ale to już nie jest problem dla Polaków. Nasza chata z kraja: czy po stronie Arabów, czy po stronie Izraelczyków – okazalibyśmy się antysemitami. Konflikt między narodem żydowskim i narodem arabskim o Ziemię Świętą jest kłótnią w rodzinie (narodów semickich).
Ale czy nie dałoby się przynajmniej nakręcić filmu, przedstawiającego takie właśnie wyżej opisane hipotetyczne wydarzenie w Knesecie? Czy pan Grzegorz Braun – zamiast gaśnicą zgasić chanukiję w Sejmie – nie uczyniłby lepiej, gdyby (wykorzystując swoje zawodowe umiejętności) nakręcił film, zawierający taką scenę?
To nie byłaby pierwsza filmowa fikcja dotycząca relacji miedzy Izraelczykami a Polakami. Izraelska pani reżyser Ja’el Bartana z większym rozmachem nakręciła trylogię filmową „I zadziwi się Europa”, na którą składają się: „Mary koszmary” (2007), „Mur i wieża” (2009) i „Zamach” (2011), w której to trylogii występują – grając samych siebie – Anda Rottenberg i Sławomir Sierakowski .
Chociaż pani Bartana jest obywatelką Państwa Izrael, trylogia przed kilkunastoma laty reprezentowała Polskę na Biennale w Wenecji. Ten fakt pokazuje, że dokonanie izraelskiej reżyser nie zostało potraktowany jako „niszowe” dzieło, mogące zaciekawić tylko bardzo nieliczne grono widzów.
Konrad Józef Turzyński



