ROZDZIAŁ XXIII

4 czerwca 2007 roku na godzinę przed rozpoczęciem rozprawy wjeżdżałem do Krakowa od strony Wieliczki. Tego dnia nie mogłem mieć żadnych dolegliwości. Specjalnie wyjechałem z Jasła wcześniej, żeby przystanąć na parę minut w Łagiewnikach. Pomodliłem się do Pana Boga, żeby dodał mi odwagi i rozumu, żeby zwyciężyła prawda, sprawiedliwość i dobro naszych dzieci, niezależnie od tego, co to będzie oznaczać dla mnie samego. Moja mama miała dla mnie ogromne pokłady cierpliwości. Pokłady, które miały się nigdy nie wyczerpać. I powtarzała, gdy kolejny raz nie zgadzałem się z jej radami, że wychowuje mnie nie dla siebie i chce nie swojego, ale mojego dobra. Tego samego chciałem dla swoich dzieci. Nigdy nie uważałem ich za swoją własność. Podobnie jak ja, były dziećmi bożymi. Jako rodzic miałem jedynie obowiązek pomóc im dorosnąć w wierze.

Na dziesięć minut przed czasem, przeżywszy koszmar zaparkowania samochodu w pobliżu ulicy Sądowej, znalazłem się przed drzwiami sali rozpraw. Po chwili zobaczyłem Justynę wchodzącą ze swoją matką i koleżanką z podstawówki. Nie pamiętałem jej imienia. Odwiedziła nas kilka razy na samym początku naszego związku, jeszcze przedmałżeńskiego. Nosiła śląskie imię, Hilda lub coś w tym stylu.

  • Cieszę się, że jednak jesteś – powiedziała Justyna.
  • Dlaczego miałoby mnie nie być?
  • To wszystko na mnie?

Wskazała na moją wypchaną teczkę. Potwierdziłem ruchem głowy.

Rzeczywiście miałem tego trochę. Sam raport MSWiA liczył kilkadziesiąt stron. Do tego książka Posackiego i cała sterta wydruków z Internetu. Chyba wyprowadziło ją to z równowagi, bo zaczęła nerwowo chodzić po korytarzu. Byłem oazą spokoju.

Drzwi sali, w której miała się odbyć nasza rozprawa, otwarły się. Pokazała się w nich kobieta, oczywiście.

  • Sprawa z powództwa Justyny Złotowskiej przeciwko Jakubowi Czerwińskiemu o separację. Czy zainteresowani są obecni?
  • Jesteśmy – zgodziliśmy się po raz pierwszy od ośmiu miesięcy.

Weszliśmy do środka. Kobieta, która nas wprowadziła, okazała się protokolantką. Kobieta była też jednym z ławników. Drugi okazał się mężczyzną w średnim wieku, tuż przed sześćdziesiątką, podobnie jak sędzia. On też był mężczyzną! Mieliśmy zatem na sali równowagę, trzy kobiety i trzech mężczyzn. Przy czym ten najważniejszy wcale nie wyglądał na komunistyczną starą pannę ani tym bardziej rozwódkę. Miałem nadzieję, że nikt nie zwrócił uwagi na moją zdumioną minę. Wtem rozległ się dźwięk telefonu komórkowego Justyny. Taki błąd! Brychu mnie uprzedził, żebym na czas rozprawy wyłączył telefon.

  • Czy możemy zaczynać? – odezwał się lekko poirytowany sędzia.
  • Wysoki Sądzie, mój adwokat utknął w korku na Lubicz. Będzie za pięć minut, moglibyśmy na niego zaczekać?

Przez policzek sędziego przebiegł lekki grymas. Popatrzyłem na Justynę i oniemiałem. Gdy była w płaszczu, nie zauważyłem tego. Od jej bladej szyi wyraźnie odcinał się ogromny

czarny krzyż obramowany srebrem. Nawet gdyby zapięła bluzkę na ostatni guzik, i tak byłby widoczny. Ale nie było na nim ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa.

  • Możemy oczywiście zaczekać na pani adwokata, ale ryzykuje pani stratę terminu. Na pana adwokata też mamy czekać?
  • Nie, Wysoki Sądzie, nie mam adwokata.
  • Rozumiem, że mój adwokat będzie mógł wejść w trakcie rozprawy?
  • Oczywiście, byle nie za późno.

W tej chwili otworzyły się drzwi i pojawiła się zdyszana postać w todze.

  • Wysoki Sądzie, przepraszam za spóźnienie, korek.

Musiał być z Wrocławia. Gdyby był z Krakowa, przyszedłby pieszo albo przyjechałby tramwajem. Na polecenie sędziego protokolantka podała nam opinię kuratora. Po ogarnięciu wzrokiem pierwszej, a potem drugiej strony już wiedziałem, że nie ma tam niczego miłego o mnie.

  • Sprawa z powództwa Justyny Złotowskiej przeciwko Jakubowi Czerwińskiemu o separację. Czy powódka podtrzymuje swój wniosek?
  • Tak, Wysoki Sądzie.
  • Czy pozwany zgadza się na orzeczenie separacji za porozumieniem stron?
  • Nie, Wysoki Sądzie. Zgadzam się na separację, ale tylko pod warunkiem uznania powódki za jedynie winną rozpadowi małżeństwa.
  • Czy pozwany dysponuje dowodami na obronę swojego wniosku?
  • Tak, Wysoki Sądzie, będę chciał dowieść, że winną rozpadu małżeństwa jest wyłącznie powódka, z powodu swojego czynnego udziału w sekcie. Oto dowody, które chciałbym na tę okoliczność przedstawić.

Zebrałem ze stolika odpowiedź na wniosek Justyny i wszystko, co miałem. Całą stertę położyłem na sędziowskim stole. Spojrzałem na sędzię. Zgodnie z przepowiednią Brycha, nie wyglądał na zadowolonego.

  • Chyba pozwany miał wystarczająco dużo czasu, żeby przedłożyć te dokumenty wcześniej?
  • Przepraszam, Wysoki Sądzie, do ostatniej chwili miałem nadzieję, że porozumiem się z powódką przed rozprawą.

Teraz już wszystkie oczy od stołu sędziowskiego wpatrywały się we mnie, nawet oczy protokolantki znad stolika obok. Sędzia z wyraźną niechęcią patrzył na stertę papierów. Jakby się zastanawiał, czy w ogóle je przejrzeć. Na tym właśnie polegał fortel Brycha. Sędzia nie mógł odmówić przyjęcia dowodów złożonych w chwili rozpoczęcia procesu. To, że miałem czas wcześniej, niczego tu nie zmieniało. Poza tym musiał się z nimi zapoznać. Teoretycznie było to możliwe. W praktyce niewykonalne. Takiego właśnie słowa użył Brychu. Drugi egzemplarz mojej odpowiedzi złożyłem na ręce jej adwokata. Przez chwilę dwie osoby go czytały, sędzia i jej adwokat. Chyba pierwszy skończył adwokat, bo wstał nagle i podszedł do sędziego, wręczając mu jakieś pismo. Drugie położył na stoliku przede mną. Przebiegłem wzrokiem pierwszą stronę. To było pismo procesowe o orzeczenie separacji z wyłącznej winy pozwanego, datowane na 30 maja.

  • Z tego, co widzę, nie zamierzają się państwo dogadać.

Umilkł, dając nam ostatnią szansę. Wyglądał teraz jak człowiek mocno zmęczony tymi wszystkimi rozprawami. Chyba nie mógł się już doczekać emerytury, czy jak to się fachowo nazywa – przejścia w stan spoczynku.

  • W takim razie sąd postanawia dopuścić do opinii RODEK o zbadanie warunków wychowawczych, a w szczególności, które z rodziców jest bardziej odpowiedzialne w zakresie wychowania.
  • Jakie są teraz terminy RODEK? – zwrócił się ciszej do ławnika.
  • Do roku.
  • Pozwanego proszę o uzupełnienie w ciągu siedmiu dni, w dwóch egzemplarzach, okoliczności, na jakie ma się odbyć przesłuchanie świadków. Wyznaczam termin kolejnej rozprawy na dzień 15 października, godzina 9.30, sala K22. Na dziś to wszystko. Chciałem tylko powiedzieć, że na moje oko potrwa to jakieś trzy lata.
  • Wysoki Sądzie, mam to zostawić? – wskazałem na stertę papierów.
  • Niech pan to zabiera i proszę nie przekroczyć terminu siedmiu dni.

Po wyjściu z sali K22 grzecznie i szybko pożegnałem się z Justyną, jej adwokatem Bartoszem, jej matką Hermenegildą i jej przyjaciółką z dzieciństwa Ilzą – wreszcie sobie przypomniałem. Udałem się do mojej ulubionej kawiarni Amnezja, żeby przeczytać te nowe pisma.

AdwokatBartoszGłowacki

Wimieniupowódki,którejpełnomocnictwozałączam,wnoszęo:

orzeczenie separacji małżonków Justyny Złotowskiej i Jakuba Czerwińskiego pozostających w związku małżeńskim zawartym dnia 10 października 1989 roku w Urzędzie Stanu Cywilnego w Krakowie

  • zwyłącznejwinypozwanego. Uzasadnienie

Orzeczenieseparacjizwyłącznejwinypozwanegouzasadnionejestnastępującymi okolicznościami:

W dniach od 15 września do 23 września 2006 roku powódka przebywała na urlopie zagranicznym. Po powrocie do kraju pozwany oświadczył, że powódka, działając z premedytacją, dopuściła się zdrady religii katolickiej. Nadto pozwany zarzucił powódce, że należy do sekty, nie potrafi odróżniać dobra od zła, a nawet to, że jest opętana przez szatana. Na marginesie należy zaznaczyć, że indywidualny wyjazd na urlop małżonków w czasie trwania małżeństwa nie był żadnym novum, czego przykładem są coroczne, również indywidualne wyjazdy wakacyjne pozwanego. Strony przyjęły taką formułę spędzania czasu. Wyjazd powódki nie miał więc miejsca bez zgody pozwanego, a był konsekwencjąwspólnych ustaleń i przyjętego oraz akceptowanego przez strony sposobu spędzania czasu urlopu.

W konsekwencji swojego stanowiska pozwany stwierdza, że winę za swoje zachowanie w całości ponosi powódka, wskutek czego zostanie orzeczony rozwód zarówno kościelny, jak i cywilny, mające również spowodować pozbawienie powódki władzy rodzicielskiej oraz konieczność płacenia alimentów na dzieci oraz dla niego, a wszystko to, wg słów pozwanego, dla dobra dzieci, rodziny i poniesienia kary za przewinienia.

Dowód:

  • przesłuchaniepowódkiwcharakterzestrony.

Czyniąc wskazane zarzuty, pozwany wielokrotnie podważał autorytet i zaufanie do powódki u córek stron oraz u matki powódki. Podważanie autorytetu powódki polegało na ponawianiu twierdzeń o opętaniu, zmianie osobowości, przynależności do sekty oraz tłumaczeniu, że powódka jest osobą „głupią jak but”, która nie potrafi odróżniać dobra od zła. Wskazane okoliczności potwierdza pamiętnik córki stron (udostępniony za zgodą Marii Czerwińskiej), w którym pod datą 23 października 2006 roku zapisała, że jedyne, co można zrobić, to „modlić się o wyciągnięcie mamy z tego bagna. Tata kazał nam chodzić na różaniec”. Znamienne jest, że pozwany usiłował stworzyć w świadomości córki stron obraz powódki odpowiadający jego zarzutom, co w istocie dowodzi, że próbował poddać dzieci manipulacji.

Dowód:

  • przesłuchaniepowódkiwcharakterzestrony,
  • przesłuchanie w charakterze świadka Hermenegildy Złotowskiej, Piekorzów, ul. Bryndola 21/8,
  • kartkazpamiętnikazdnia23października2006roku.

Wskazana kartka z pamiętnika odzwierciedla okres czasu, w którym córki stron były przekonywane przez pozwanego, że powódka, będąc opętana, ponosi winę za rozkład pożycia. Z upływem krótkiego czasu świadomość dzieci stron co do braku zasadności stawianych powódce zarzutów uległa zmianie. Przykładem tego jest kartka z pamiętnika Marii Czerwińskiej datowana na 31 października 2007 roku, w którym zapisanonastępujące stwierdzenie: „Mama nie jest w żadnej sekcie – jestem pewna. To potwierdza nawetbabaodsektijakiśksiądzzajmującysiętym”.Dalejcórkastronpiszenastępująco:

„Ja chcę przeprowadzić się od tego półrocza do mamy do Wrocławia i być tam np. do skończenia gimnazjum.  wiem jedno: chcę mieszkać z mamą”.

Dowód:

  • kartkazpamiętnikazdnia31października2006roku.

Przytoczone cytaty dowodzą, że dzieci stron zostały bezpodstawnie wprowadzone przez pozwanego w istotę jego zarzutów i pomimo to, nie wierząc w ich zasadność, chcą zamieszkać z powódką.

Powódka, pomimo że miała świadomość bezpodstawności stawianych jej zarzutów, chcąc ratować małżeństwo – na żądanie pozwanego, w związku z wielokrotnie podejmowanymi próbami rozmów z pozwanym – udała się do Kolegium Księży Jezuitów w Krakowie przy ul. Kopernika 26, do którego wcześniej zgłosił się pozwany. Wskutek przeprowadzonych rozmów przez księdza SJ Jarosława Zalewajkę oraz pedagoga Jagnę Ślepecką, zarówno z powódką, jak i z pozwanym, nie stwierdzono, aby powódka należała do sekty bądź była opętana. Natomiast wskazane osoby wyjaśniły, że źródłem kryzysu stron nie jest powódka.W tym miejscu należy zaznaczyć, że SJ Jarosław Zalewajko jest koordynatorem Centrum Teologiczno-Psychiatrycznego Archidiecezji Krakowskiej, który posiada upoważnienie stosownej hierarchii kościelnej do przeprowadzania egzorcyzmów.

Dowód:

przesłuchanie w charakterze świadka Jagny Ślepeckiej, 30–315 Kraków, ul. Owsiana 2/7. Po wskazanej rozmowie – celem konsultacji i uzyskania porady, jak należy postępować wzwiązku z powstałymi okolicznościami – powódka została skierowana do Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach we Wrocławiu przy ul. Nowej 4/16.Oddnia9listopada2006rokupowódkapozostajewkontakciezewskazanym ośrodkiem.Wskutekbadaniasprawypowódkiniestwierdzonozasadnościstawianych powódce zarzutów.

Dowód:

  • przesłuchaniepowódkiwcharakterzestrony,
  • zaświadczeniezDominikańskiegoOśrodkaInformacjioNowychRuchachiSektachzdnia 23 maja 2007 roku.

Pozwany nie przyjął do wiadomości, że zarzuty dotyczące opętania i członkostwa w sekciesą bezpodstawne. Dalsze próby wyjaśnienia sytuacji rodzinnej, w których powódka starała się ratować małżeństwo, z uwagi na negatywne nastawienie pozwanego nie przyniosły rezultatu.

Powódce nie są znane przyczyny, którymi kieruje się pozwany, posługując się nieracjonalną argumentacją dotyczącą opętania i członkostwa w sekcie. Jednakże należy wskazać, że pomimo zarzutów o wskazanym charakterze, pozwany wyraźnie wysuwa żądania o charakterze finansowym, w których domaga się części majątku pozwanej.

Dowód:

  • wydrukpropozycjiugodyprzesłanejnaadrese-mailpowódkiprzezpozwanego.

Powódka odbiera roszczenia finansowe męża jako element szantażu i manipulacji, który ma służyć zmuszeniu jej do bezpodstawnego rozporządzenia własnym majątkiem na rzecz pozwanego.

W dniu 28 października 2006 roku, po przyjeździe powódki do Krakowa, pozwany wyrzucił powódkę z domu razem z rzeczami osobistymi.

Dowód:

  • przesłuchaniepowódkiwcharakterzestrony,
  • przesłuchaniewcharakterzeświadkaHermenegildyZłotowskiej,
  • przesłuchaniewcharakterzeświadkaJagnyŚlepeckiej.

Zważywszy na powyższe, winę za rozkład pożycia stron ponosi pozwany, który swoim celowym, nagannym zachowaniem polegającym na wyrzuceniu powódki z domu, podważaniu jej autorytetu u najbliższej rodziny, stosowaniu szantażu poprzez formułowanie bezpodstawnychzarzutównaruszyłobowiązkilojalnościiwspółdziałaniadladobrarodziny. Jednocześnie pozwany pogłębił rozkład pożycia, odrzucając podejmowane próby porozumienia, których wyrazem – obok wielokrotnych prób podjęcia dyskusji – było poddanie się badaniom w Kolegium Księży Jezuitów w Krakowie oraz Dominikańskim Ośrodku Informacji o Nowych Ruchach i Sektach we Wrocławiu. Należy równieżzaznaczyć, jak wynika z przedłożonych kart pamiętnika, że pozwany z odwrotnym skutkiemmanipulowałiwpływałnadzieci,corównieżstanowizawinionąprzezpozwanegoprzyczynę rozkładu pożycia.

Niezależnie o powyższego wyrażam w imieniu powódki stanowisko, iż godzi się ona na rozwiązanie małżeństwa przez separację bez orzekania o winie, co pozwoli zakończyć sprawę w możliwie najbardziej kulturalny sposób.

Załączniki

  • pełnomocnictwo,
  • odpispisma,
  • kartkazpamiętnikazdnia23października2006roku,
  • kartkazpamiętnikazdnia31października2006roku,
  • zaświadczeniezDominikańskiegoOśrodkaInformacjioNowychRuchachiSektachzdnia 23 maja 2007 roku,
  • wydrukpropozycjiugodyprzesłanejnaadrese-mailpowódki. Adwokat Bartosz Głowacki

No to jestem załatwiony, pomyślałem, zapijając tę myśl ostatnim łykiem piwa. Skończyłem właśnie czytać wstęp do pierwszego procesu religijnego w Polsce XXI wieku. Pole walki zostało wytyczone tak, że sam bym lepiej tego nie zrobił. Teraz mogłem przed sądem poruszyć sprawy, na których mi rzeczywiście zależało.

Zacząłem czytać następne pismo, zaświadczenie od dominikanów.

Wrocław,23maja2007

Zaświadczam,żepaniJustynaZłotowskazgłosiłasiędoDominikańskiegoOśrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach przy ul. Nowej 4/1b we Wrocławiu wdniu9listopada2006r.,wceluskonsultowaniaopiniiswojegomężadotyczących: przynależnościpaniJustynydogrupyocharakterzesekty,zmianosobowościowychpowstałych pod wpływem przynależności, jak również rzekomego jej opętania sugerowanego przez męża. Na podstawie długiego i szczegółowego wywiadu przeprowadzonego z panią Justyną nie stwierdzono: przynależności do grupy o charakterze sekty ani zmian osobowościowych charakterystycznych dla osoby poddanej psychomanipulacji,jakrównieżnieuznanozazasadneskierowaniepaniJustynyna konsultacjęzegzorcystą.ZarzutyprzedstawioneprzezpaniąJustynęjakoopiniemężauznano za bezpodstawne, a zarazem niepokojące ze względu na ich autorytarny charakter. Uznano,żeproblem,zktórymprzyszłapaniJustyna,niedotyczysekty,arelacji małżeńskich. W trakcie spotkania z panią Justyną obecny był kapłan, psycholog i pedagog. Zaświadczenie wydaje się na wniosek pani Justyny Złotowskiej.

Dyrektoro.TomaszFrancOP

Kurczę, mogli przynajmniej do mnie zadzwonić. No ale po co, skoro wszystko co trzeba usłyszeli z ust Justyny i Jagny Ślepeckiej, a może i Zalewajki. Bez kontropinii wysokiego autorytetu religijnego już nie żyłem. Proszę cię, Posacki, odezwij się! Zanim zacząłem czytać opinię pani kurator, zamówiłem drugie piwo.

Sprawozdanie z wywiadu środowiskowego na okoliczności zawarte w odezwie Sądu Okręgowego w Krakowie

Wdniu24.05.07rozmawiałamzpaniąJustynąZłotowskąwramachdyżurusądowego.

W dniu 28.05.07 rozmawiałam z panem Jakubem Czerwińskim oraz małoletnimi dziećmi w miejscu zamieszkania rodziny – tj. Niegodzice, ul. Kościelna 1.

Daneorodzinie:

Matka – Justyna Złotowska (nazwisko panieńskie), lat 41, wykształcenie wyższe ASP, zatrudniona na stanowisku kierownika sprzedaży w firmie IKEA. Od 1,5 roku pracuje we Wrocławiu,wcześniej pracowaławGdańskuiWarszawie.Odlipca 2007matkamałoletnich obejmuje stanowisko kierownika sprzedaży IKEA w Katowicach. Zdrowa, niekarana, bez nałogów.

Ojciec – Jakub Czerwiński, lat 43, wykształcenie niepełne wyższe, prowadzi działalność gospodarczą w zakresie produkcji galanteryjnej, firma jest zarejestrowana w Niegodzicach, zakład produkcyjny znajduje się w Jaśle. Niekarany, zdrowy, bez nałogów.

Małoletnie:

  1. MagdalenaCzerwińskaur.11.11.1989r.Dziewczynkazdrowa,rozwijasięprawidłowo, jest uczennicą klasy II LO nr XV. Bierze udział w zajęciach kółka teatralnego. Uczy się przeciętnie, nie sprawia żadnych trudności wychowawczych.
  2. Marta Czerwińska – ur. 11.11.1989 r., dziewczynka zdrowa, rozwija się prawidłowo, jest uczennicą klasy II LO nr XV. Uczy się przeciętnie, nie sprawia żadnych trudności wychowawczych.
  3. Maria Czerwińska – ur. 2.05.1994 r., dziewczynka zdrowa, rozwija się prawidłowo, jest uczennicą kl. I gimnazjum, uczestniczy w zajęciach kółka muzycznego. Nie sprawiatrudności wychowawczych, nie ma trudności edukacyjnych.

Wszystkie małoletnie są bardzo sympatycznymi nastolatkami, zadbanymi, schludnie ubranymi, chętnymi do rozmowy.

Sytuacjamieszkaniowa

Rodzina mieszka od ok. 6 lat w wynajmowanym mieszkaniu w Niegodzicach na plebanii kościelnej. Jest to mieszkanie 3-pokojowe, kompletnie urządzone. Umowa najmu wygasa z końcem czerwca 2007, ale jak zapewniała mnie matka małoletnich, ma już podpisaną nową umowę najmu z proboszczem parafii. Marysia zajmuje przechodni pokój, bliźniaczki są razem w jednym pokoju. Ostatni pokój zajmują rodzice małoletnich, pełni on również funkcję biura dla ojca dziewczynek. Warunki mieszkaniowe bez zastrzeżeń, w pomieszczeniach panuje czystość i porządek.

Sytuacjawychowawcza

Rodzice małoletnich są małżeństwem od 1989 roku. Przez wszystkie lata małżeństwa wynajmowali mieszkania w różnych miejscach, w Niegodzicach zamieszkują już parę lat. Pani Złotowska po urodzeniu dzieci nie pracowała, zajmowała się wychowaniem córek, kończyła studia. Rodzina zatrudniała do pomocy w opiece nad dziećmi opiekunki. 10 lat temu matka małoletnich podjęła pracę zawodową w IKEA i nadal pracuje w tej samejfirmie. W pracy jest ceniona, awansuje zawodowo. Firma wymaga od pracownika mobilności i pani Złotowska zdecydowała się na pracę zawodową w różnych miejscach Polski – Gdańsk, Warszawa, Wrocław, a niedługo Katowice. Na każde dni wolne od zajęć zawodowych matka wracała do rodziny, spotykała się z dziećmi. Obecnie już od pewnego czasu córki jeżdżą do matki do Wrocławia (pani Złotowska ma tam mieszkanie służbowe). Oprócz tego matka utrzymuje stały kontakt telefoniczny z córkami. Pani Złotowska co miesiąc zostawia swojemu mężowi kwotę 2000 zł na utrzymanie dzieci.

Muszę stwierdzić, że matka dzieci ma pełną wiedzę na temat rozwoju swoich córek, ich sytuacji szkolnej, zainteresowań, sposobu spędzania wolnego czasu. Natomiast ojciec stwierdził, że córki nie mają żadnych zainteresowań ani zajęć pozalekcyjnych. Od momentu wyjazdu służbowego matki z domu, w pracach domowych ojcu pomagały zatrudniane opiekunki. Od paru lat w czasie nieobecności żony opiekę nad dziećmi sprawuje ich ojciec i to właśnie on powinien zajmować się większością spraw domowych. Okazuje się, że pan Czerwiński z prac domowych wykonuje jedynie prace związane z prasowaniem własnej odzieży oraz zakupem produktów żywnościowych. Wszystkie prace domowe – gotowanie, sprzątanie pomieszczeń, mycie naczyń – spoczywają na małoletnich. W czasie, kiedy matka jest w Niegodzicach, to ona wykonuje te codzienne prace. Pani Złotowska mówiła, że jej córki zwróciły się do niej z takim stwierdzeniem „Ty mówisz, co trzeba w domu zrobić i robisz to sama, a tata mówi, co trzeba zrobić, siada na kanapie i czeka, aż my to zrobimy”. Średnio co 2 tygodnie odwiedza rodzinę w Niegodzicach babcia macierzysta dziewczynek, przygotowuje im posiłki, pomaga w pracach domowych. Wyczułam w rozmowie, że pan Czerwiński nie jest zbyt zadowolony z tych odwiedzin.

Pierwszy poważny kryzys w małżeństwie nastąpił ok. 6 lat temu. Pani Złotowska myślała wtedy o odejściu z dziećmi od męża. Ale, jak stwierdza, „ze względu na dzieci” podjęła próbę poprawy relacji małżeńskich. Pan Czerwiński natomiast twierdzi, że żona go zdradzała, a on wybaczył to żonie – „jakoś się tak cudownie zdarzyło”.

Odnośnie do przyczyn kryzysu w małżeństwie, każde z moich rozmówców podaje inne. Pan Czerwiński twierdzi, że „żona postawiła na robienie kariery zawodowej i myślenie o sobie, przestała mnie kochać”. Nie chciał więcej wypowiadać się na ten temat. Stwierdził jedynie, że żona włączyła się w działania sekty zajmującej się psychomanipulacją i ma zmienioną osobowość.

Matka dzieci obszernie i racjonalnie przedstawiła stanowisko w tej sprawie. Nie ukrywa, że praca zawodowa i wymuszona izolacja od męża pozwoliła jej na bardziej racjonalne spojrzenie na jej związek małżeński oraz relacje pomiędzy małżonkami. Uświadomiła sobie, że przez wiele lat była pod silną presją psychiczną swojego męża, był on dla niej dużym autorytetem intelektualnym i moralnym. Jego ulubione powiedzenie do żony: „jeżeli chcesz coś wiedzieć, zapytaj mnie”. Uważa, że mąż nie znosi sprzeciwu, jej zachowania uważnie analizuje i dokonuje oceny, często mówi o grzechu, wybaczeniu, ale również zwraca się do niej stwierdzeniem: „muszę cię ukarać”. Pan Czerwiński jest mężczyzną bardzo religijnym, ale żona uważa, że jego duchowość rozwinęła się w kierunku fanatyzmu religijnego. W czasie jej pobytu w Egipcie pan Czerwiński oznajmił swojej żonie, że miał wizję przed obrazem św. Faustyny i „żona zdradziła religię katolicką i opętał ją szatan”. Ojciec o swoichprzemyśleniachmówicórkom,małoletnieopowiadająmatceostwierdzeniachojca:

„czuję,żezłochodzipodomu”.

Pani Złotowska zgodziła się na udanie razem z mężem do egzorcysty, aby udowodnić mu, że nie jest opętana przez szatana. Jezuita-egzorcysta zapewniał małżonków, że pani Złotowska zachowuje się zupełnie normalnie, natomiast sugerował panu Czerwińskiemu kontakt z psychologiem. Matka małoletnich wraz z mężem zgłosiła się również do Centrum Dominikańskiego,któremadoskonałerozeznaniewdziałającychsektach.OjciecMichał

oraz pedagog Jagna Ślepecka zapewnili pana Czerwińskiego, że jego żona nie uległa wpływom żadnej sekty, ale nie przekonało to ojca małoletnich. Pani Złotowska nadal korzysta z pomocy psychologicznej w filii Centrum Dominikańskiego we Wrocławiu. Matka małoletnich sugerowała swojemu mężowi wspólny kontakt z terapeutą rodzinnym, ale ojciec dzieci odmówił.

W chwili obecnej konflikt pomiędzy małżonkami jest bardzo zaostrzony, w zasadzie ze sobą nie rozmawiają, unikają wspólnych spotkań. Jeżeli jest taka możliwość, dzieci jeżdżą do matki do Wrocławia, a jeżeli pani Złotowska przyjeżdża do Niegodzic, ojciec małoletnich opuszcza wtedy mieszkanie. Pan Czerwiński planuje nadal pozostać w aktualnym miejscu zamieszkania i sprawować bezpośrednią opiekę nad córkami, nie widzi jednak możliwości wspólnego zamieszkania z żoną. Inne jest zdanie pani Złotowskiej w tej sprawie. Matka małoletnich twierdzi, że ona osobiście ma podpisaną umowę z księdzem o wynajem mieszkania od lipca 2007 i ma nadzieję, że jej mąż wyprowadzi się z tego miejsca. Dodatkowo mówi, że ksiądz nie życzy sobie, aby pan Czerwiński nadal tam mieszkał. Pani Złotowska będzie dojeżdżać codziennie do pracy do Katowic i wracać do domu do dzieci. Z powodu problemów rodzinnych pani Złotowska zgłosiła swoim przełożonym konieczność zmiany miejsca pracy, nawet ze zgodą na objęcie niższego stanowiska, aby tylko mogła codziennie przebywać z córkami. Nie dopuszcza myśli, że córki mogłyby pozostać podopieką ojca, a ona miałaby prawo tylko widywać się z nimi.

Małoletnie dzieci są zorientowane w sytuacji pomiędzy rodzicami, nie sprzeciwiają się ich separacji lub rozwodowi. Zgodnie twierdzą, że chcą pozostać pod opieką matki, również chcą kontaktu z ojcem. Dziewczynki mają większy związek emocjonalny z matką – mówią jej o wszystkich sprawach, problemach, z matką utrzymują bardzo częsty telefoniczny kontakt. Jak opowiadała mi pani Złotowska, przez cały czas wychowania dzieci to właśnie ona wyjeżdżała z dziećmi na wakacje letnie lub zimowe, mąż je czasami odwiedzał. Przez 18 lat małżeństwa rodzina tylko jeden raz była na wakacyjnym wyjeździe. Ojciec małoletnich natomiast wielokrotnie sam wyjeżdżał na wyjazdy wypoczynkowe. Obydwoje małżonkowie wyrażają zgodę na separację, a nawet rozwód, ale każde z nich na innych warunkach. Ojciec żąda uznania winy matki małoletnich za rozkład związku małżeńskiego.

KuratorzawodowyspecjalistaJustynaPiesińska

Nie myślałem, że opinia kuratora sądowego może być tak stronnicza, że otrze się o groteskę. To była piramida ułożona z kłamstw, fałszywych cytatów i chorych insynuacji. Pomieszanie z poplątaniem niby-informacji i dziwacznych opinii. Jak zawsze, należało zadać podstawowe pytanie: dlaczego? Kurator sądowy, osoba tak samo obca mnie, jak i Justynie, z charakteru wykonywanej pracy powinien być w stu procentach bezstronny.

W zamyśle Justyny i jej adwokata to miał być blitzkrieg. Zmasowane uderzenie w najsłabszą linię obrony. Bach, bach i po sprawie. Na moje szczęście uderzyli tam, gdzie chciałem. Jednak nie zamierzałem lekceważyć Justyny. Miała niesamowitą zdolność przekonywania ludzi do swojej wersji wydarzeń. Jedyny błąd, z którego nie zdawała sobie sprawy, polegał na zbytniej perfekcji. Każdemu mówiła to, co chciał usłyszeć. Dlatego każdemu rozmówcy mówiła nie do końca to samo, a często zupełnie co innego. No właśnie, przecież idioci nie kończą studiów prawniczych i nie zostają adwokatami. Jego też musiała

oszukać, inaczej nie dałby się wpuścić w taki kanał. Teraz niezależny sąd miał przeprowadzić weryfikację tych wszystkich wersji. Swoją drogą, zdziwiło mnie, jak łatwo manipulowała ludźmi. Jakby w ogóle nie mieli własnego rozumu. Jak można było dawać wiarę jej domniemanym cytatom z moich wypowiedzi i opisywać je tak, jakby rzeczywiście usłyszeli je z moich ust?

Wypisy z pamiętnika naszej najmłodszej córki zdumiały mnie. W końcu Justyna sama usilnie prosiła, żeby nie wciągać w to naszych dzieci. Były na tyle nieudolnie zmanipulowane, poprzez pominięcia i skróty, że łatwo mogłem je obalić. Nie miałem żalu do Marysi. Głupio zrobiła, jeżeli się zgodziła, i tyle. W tym wieku człowiek ma prawo do głupiego zachowania. Przecież nie może zakładać, że kochana mamusia jest złą, zdemoralizowaną osobą. Co do teściowej nie miałem dużych oczekiwań. Ślepecka – była głupia i tyle. Ale to, co wprawiło mnie w osłupienie, to opinia kuratora sądowego i zaświadczenie od dominikanów z Wrocławia. W naszym religijnym procesie zwłaszcza dowodu dominikańskiego nie mogłem lekceważyć.

Musiałem czym prędzej spotkać się z Brychem. Na odpowiedź miałem siedem dni. Wcześniej jednak postanowiłem odwiedzić Dziewczyny. I tak poziom alkoholu w mojej krwi musiał spaść poniżej 0,2 promila.